Urban przegrał. Ale ten mecz pokazał, że zna się na rzeczy [KOMENTARZ]

Jakub Radomski

01 kwietnia 2026, 10:49 • 6 min czytania 35

Reklama
Urban przegrał. Ale ten mecz pokazał, że zna się na rzeczy [KOMENTARZ]

Prezes PZPN Cezary Kulesza niedługo po spotkaniu poinformował, że Jan Urban pozostanie na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski. Ufff, całe szczęście. Zwalnianie Urbana po porażce ze Szwecją byłoby czymś głupim i absurdalnym. Tym bardziej, że ten mecz, choć przegrany w bardzo bolesnych okolicznościach, potwierdził, że reprezentacja Polski ma trenera, który zna się na swojej pracy. Nie jedziemy na mundial, z czym nie jest się łatwo pogodzić, a mimo to mam po tym meczu wrażenie, że Urban dokonywał właściwych wyborów.

Sport ogólnie ma to do siebie, a piłka w szczególności, że zawodnik jest często oceniany nie przez pryzmat całego spotkania, a jednej akcji. Sekundy. Jednego zachowania, które czymś skutkuje. Spójrzcie na Przemysława Wiśniewskiego: wskoczył do składu za Tomasza Kędziorę, bo sztab doszedł do wniosku, że na Szwedów, a szczególnie Viktora Gyokeresa, potrzebuje środkowego obrońcy wyższego, a jednocześnie szybszego. To było logiczne i do feralnej 88. minuty działało, bo Wiśniewski rozgrywał naprawdę niezły mecz. I wtedy stało się najgorsze – na chwilę się zdrzemnął, przepchnął go Gyokeres, gol. I szok.

Kamery pokazały Roberta Lewandowskiego, który najpierw nie mógł uwierzyć w to, co się stało, a chwilę później spojrzał na zegar. Czasu na wyrównanie zostało mało. Za mało.

Tak padł gol na 3:2 dla Szwedów

Reklama

Tak padł gol na 3:2 dla Szwedów

Nie można krytykować Oskara Pietuszewskiego. A za ten mecz trzeba

Urban nie ukrywał, że nie ma komfortu z obsadą bramki, bo, gdyby mógł, postawiłby w tych dwóch spotkaniach na Łukasza Skorupskiego, ale ten jest kontuzjowany. Zdecydowano się na Kamila Grabarę, który rozgrywał swój czwarty i piąty mecz dla kadry. I dziś wszyscy mówią o tym, że w 87. minucie, chwilę po udanej interwencji, Grabara źle wyrzucił piłkę do Jakuba Kiwiora, co zapoczątkowało nieszczęśliwy łańcuch zdarzeń, który skutkował bramką Gyokeresa.

Tak, zgadza się, Grabara wyrzucił piłkę fatalnie. Wyglądało to trochę tak, jakby była w nim myśl, że trzeba iść po gola, zaatakować. Ale jednocześnie ten sam Grabara wcześniej bronił dobrze. Był pewny, w przeciwieństwie do bramkarza Szwedów, który miał kilka dobrych interwencji, a jednocześnie kilkoma innymi pokazał, że jest nerwowy, elektryczny.

Ale to ten drugi pojedzie na mundial. Piłka.

Reklama

Urban od dłuższego czasu sugerował też, żeby nie traktować Oskara Pietuszewskiego jako zbawcy reprezentacji Polski. Gdy mówił, dlaczego młodzian z Porto potrzebuje czasu, był krytykowany za konserwatywne podejście. Lud chciał Pietuszewskiego od pierwszej minuty, bo przecież on musi być bohaterem. Sporo osób było nieco zaślepionych liczbami 17-latka z Porto, a przecież, gdyby uważnie oglądać jego występy w Portugalii, dało się zauważyć, że Oskar wiele daje swojej drużynie z przodu, ale jednocześnie zdarzają mu się straty. Właśnie tak wyglądało jego wejście w meczu z Albanią. Było takie, jak opisał to później Urban – obiecujące, ale z kilkoma nieudanymi akcjami, które mogły się źle zakończyć.

Przeciwko Szwecji wejście Pietuszewskiego było już bardzo złe. Najpierw żółta kartka, choć chyba trochę przesadzona, bo faul był, ale raczej nic więcej. A później ta sekwencja zdarzeń z 88. minuty, kiedy Pietuszewski znalazł się na pozycji lewego wahadłowego, pokazuje Jakubowi Kiwiorowi, żeby to on ruszył do przeciwnika, a Kiwior – słusznie – macha Pietuszewskiemu, że to jego zadanie. Ciąg dalszy: obrońca Porto zostaje ograny, 17-latek nie wraca w porę, nie pomaga kolegom. Jeden strzał, drugi, w końcu Gyokeres i 3:2 dla Szwecji.

Mam wrażenie, że trochę zapanowało przekonanie, że Pietuszewski to wonderkid i nie powinno się go krytykować. Nie rozumiem tego. Trzeba powiedzieć jasno – Urban widział, że ten chłopak ma jeszcze ograniczenia, że wpuszczanie go w ultra ważnych meczach to trochę ryzyko i w Solnej sprawdził się najczarniejszy scenariusz. Choć w tamtej akcji zawiedli też inni: Kiwior, który dał się ograć, czy Jakub Kamiński, który, wybijając piłkę, w zasadzie podał ją rywalom.

To w ogóle był mecz, za który bardzo ciężko jest ocenić Polaków. Nicola Zalewski po raz kolejny pokazał, dlaczego chyba jednak lepiej stawiać na niego na „dziesiątce”, a nie lewym wahadle. Był gol, była swoboda w grze do przodu i siatka założona rywalowi, ale jednocześnie to on sprokurował sytuację, po której rywale dostali rzut wolny, który zamienili na gola na 2:1. Tak, sędzia nie prowadził tego meczu najlepiej. Tak, w tamtej sytuacji chyba nie było przewinienia. Później m.in. dopatrzył się faulu-widmo Krzysztofa Piątka. Ale, litości – nie mówmy, że odpadliśmy z gry o mundial w dużej mierze przez pracę Slavko Vincicia.

Reklama

Kolejny ciekawy przykład to Sebastian Szymański. Świetny w meczu z Albanią, w Solnie – bardzo dobry. Miał kilka efektownych i skutecznych odbiorów, pokazujących, jak wiele może też dawać w tyłach i że może niekoniecznie potrzebujemy w pierwszym składzie kogoś w typie Bartosza Slisza. Ale jednocześnie – spójrzmy na gola na 1:0. To była akcja z gatunku: bardziej kapitalne rozegranie piłki, niż jakiś ewidentny błąd drużyny broniącej. Ale to Szymański nie wrócił w porę, a w wolną strefę bardzo inteligentnie wbiegł Yasin Ayari.

Oto, dlaczego przegrana ze Szwecją tak boli. To był ostatni mecz Roberta Lewandowskiego?

Wiecie, czemu ta przegrana tak boli, abstrahując od stawki spotkania?

Bo Szwedzi, z których Graham Potter, zrobił dużo lepszą drużynę, zagrali bardzo przeciętnie. W 2022 roku Polska pokonała ich w finale baraży na Stadionie Śląskim, mimo że do bramki na 2:0 to oni byli lepsi. W 2021 roku na EURO, za kadencji Paulo Sousy, graliśmy naprawdę niezły mecz, a skończyło się 2:3. Teraz skończyło się tak samo, choć Polska zaprezentowała się jeszcze lepiej. Chyba nie przesadzę, jeśli powiem, że to był prawdopodobnie najlepszy mecz Biało-Czerwonych za kadencji Jana Urbana.

Bo ten, który miał co chwilę nękać naszą obronę, długo był zagubiony. Chodzi oczywiście o Gyokeresa. Wystarczyła jednak chwila, by pokazał to, co ma – siłę, instynkt – i rozstrzygnął o losach meczu. Ale to działało też w drugą stronę. Najsłabszym punktem rywali miał być obrońca Gustav Lagerbielke, a to on po rzucie wolnym strzelił głową na 2:1.

Reklama

Bo nie wykorzystaliśmy tego, że ich bramkarz, Kristoffer Nordfeldt, mimo 36 lat na karku, wydawał się sparaliżowany presją i był bardzo niepewny.

Bo Polska odpadła, choć grała lepiej, niż wtedy, gdy wygrywała finały baraży ze Szwecją (w Chorzowie) i Walią (w Cardiff). 

Bo to naprawdę nie była taka trudna ścieżka w barażach.

Bo czuję, że oglądaliśmy ostatni występ w reprezentacji Polski Roberta Lewandowskiego. Widząc jego wpis na Instagramie („Time to say goodbye”), a następnie słuchając rozmowy kapitana reprezentacji z Hubertem Bugajem, mam, podobnie jak Jakub Wawrzyniak w studiu, wrażenie, że „Lewy” tę decyzję mógł już wewnętrznie podjąć, tylko czeka teraz właściwe okoliczności, by to oficjalnie ogłosić. Dawno nie było widać u niego takiej mowy ciała. Był człowiekiem totalnie przybitym. Widać było, jak bardzo pragnął awansu, a mecze w Dywizji B Ligi Narodów, które czekają jeszcze w tym roku Polaków, niekoniecznie będą motywacją, by dalej przyjeżdżać na kadrę.

Reklama

Robert Lewandowski po meczu

Robert Lewandowski po meczu

Urban, mimo wyniku z Solnej, pokazuje, że jest właściwym wyborem i dobrze, że będzie dalej pracował z kadrą. Ma w niej zawodników, którzy dobrze radzą sobie w niezłych klubach i są w stanie – zwłaszcza w ofensywie – pokazać sporo na dość wysokim poziomie. Ale zastąpienie Lewandowskiego – mimo że ten ma swoje lata i coraz bardziej na niego narzekamy – może być dla selekcjonera największym wyzwaniem. Nie mamy na tę chwilę w ataku kogoś, kto chociaż ocierałby się o taki poziom.

Futbol był wczoraj brutalny i Polska padła tego ofiarą.

Reklama

JAKUB RADOMSKI

WIĘCEJ O PIŁCE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

35 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Mistrzostwa Świata 2026