Jagiellonia Białystok w trzecim sezonie z rzędu walczy o najwyższe cele w Ekstraklasie i znów daje radę w europejskich pucharach. Dopiero co wysłano do FC Porto Oskara Pietuszewskiego, zdecydowanie pobijając swój rekord sprzedażowy. Wydawałoby się, że klub z Podlasia trwale wszedł już na wyższy poziom jeśli chodzi o finanse i szeroko pojęty status. Ostatnie ruchy kadrowe wyglądają jednak tak, jakbyśmy nadal mówili o sytuacji sprzed dwóch czy trzech lat.
Niezmiennie bardzo doceniamy to, co robi w Jadze Łukasz Masłowski. Ale choćby się zarzekał i przysięgał, nie uwierzymy, że na starcie zimowego okienka snuł z zadowoleniem plany o wyciągnięciu pokiereszowanego i rozczarowującego w Izraelu Nahuela Leivy, rezerwowego stopera Rakowa Częstochowa i nie do końca przekonującego skrzydłowego Zagłębia Lubin.
Każdy z tych ruchów wygląda na co najmniej lekki akt desperacji, bo czas goni. Nie znaczy to, że Jagiellonia nigdy tych piłkarzy nie rozważała i nie miała ich na swoich listach, ale zdecydowanie nie wyglądają oni na warianty A lub B, tylko bardziej F i G.
Jagiellonia ciągle bierze piłkarzy, którzy muszą się odbudować. Szmyt następny
Nahuel Leiva za chwilę skończy 30 lat. W Maccabi Hajfa po odejściu ze Śląska Wrocław w ciągu półtora roku ledwo przekroczył 1000 rozegranych minut. W międzyczasie stracił wiele miesięcy na leczenie poważnej kontuzji mięśniowej. A nawet w swojej szczytowej formie we wrocławskim okresie miał problemy z dyscypliną i całościowo w wielu parametrach nie wybijał się ponad ligową średnią. Ogólną ocenę podwyższały bardzo efektowne przebłyski. Jego forma często jest niestabilna, trudno w oparciu o kogoś takiego budować wielki zespół. Do Jagiellonii został tylko wypożyczony bez opcji wykupu.
Jagiellonia ratuje się transferem Nahuela z Izraela. Fatalny pomysł…
Z każdej strony wygląda to na typowy ruch ratunkowy, żeby trener miał kogokolwiek nowego do dyspozycji. Pierwsze wrażenia są fatalne. Po wejściu z Widzewem Nahuel praktycznie wszystko robił źle.

Nahuel Leiva drużynowo miał powody do zadowolenia w Łodzi, ale ze swojej gry nie mógł być zadowolony.
Nieco bardziej można obronić pozyskanie Apostolosa Konstantopoulosa. W Rakowie grecki stoper prezentował się co najwyżej średnio. Popełniał sporo błędów w ustawianiu się i z piłką przy nodze. W pewnym momencie zaczął grać regularnie, bo Marek Papszun chcąc zachować żelazne ustawienie z trzema środkowymi obrońcami nie miał już alternatywy w obliczu problemów zdrowotnych Zorana Arsenicia i Ariela Mosóra.
W Białymstoku widzą w nim jednak potencjał, uważając, że do klasycznego systemu z czwórką z tyłu będzie pasował znacznie bardziej niż do systemu Rakowa. Jaga obserwowała go już w lidze belgijskiej i ma do niego przekonanie. Ok, być może będzie to miało ręce i nogi, ale wizerunkowo ściąganie drugoplanowego zawodnika od ekstraklasowej konkurencji prestiżu nie dodaje.
Kajetan Szmyt za Oskara Pietuszewskiego? Mało ekskluzywnie
Dziś z kolei kilka źródeł donosi, że na ostatniej prostej znajduje się transfer Kajetana Szmyta za rekordowe w historii Jagi 700 tys. euro. Tak, tego Kajetana Szmyta, o którym Łukasz Masłowski nie tak dawno krytycznie mówił na kanale Futbolownia, że będąc na początku swojej kariery chciał zarabiać więcej niż kapitan Jagi, Taras Romanczuk. Chodziło oczywiście o wydarzenia z lata 2024, gdy stało się jasne, że Szmyt pożegna się z Wartą Poznań po jej spadku z Ekstraklasy.
Teraz koszty jego zatrudnienia prawdopodobnie będą jeszcze większe, a przecież trudno byłoby stwierdzić, że piłkarz ten od tamtej pory zwiększył swoje notowania. Raczej na odwrót. W Zagłębiu w trzydziestu dziewięciu meczach strzelił tylko trzy gole i zaliczył cztery asysty, prezentując się po prostu przeciętnie. W pierwszym sezonie na dodatek życie utrudniały mu kontuzje.
Nie znaczy to rzecz jasna, że nie ma pozytywnych punktów zaczepienia. Szmyt w Zagłębiu był rzucany po pozycjach i w mniejszości przypadków występował w swojej typowej roli, czyli jako normalny skrzydłowy. Wykorzystywano go także jako wahadłowego, jedną z dwóch „dziesiątek”, jedyną „dziesiątkę”, a nawet najbardziej wysuniętego zawodnika. W Jagiellonii ktoś o jego charakterystyce na pewno będzie miał bardziej sprzyjające warunki, żeby się wykazać. Wciąż jednak mówimy o założeniach mocno warunkowych.

Kajetan Szmyt nie wygląda na kogoś, kto rozwiąże problemy ze skrzydłami Jagiellonii.
Jeżeli warto czekać, to nie na takie transfery
Białostockich kibiców najbardziej niepokoić może fakt, że dwa z trzech omawianych ruchów dotyczą skrzydeł, a na nich Jaga myli się najczęściej. Dopiero co niewypałami okazali się Louka Prip i Alejandro Cantero. Wcześniej chociażby Peter Kovacik, najlepiej czujący się na wahadle, które u Siemieńca nie istnieje. Nie otrzymujemy też sygnałów od Kamila Jóźwiaka, że wkrótce nastąpi oczekiwana eksplozja jego formy.
Łukasz Masłowski nadal ma wysoką skuteczność w ruchach transferowych. Z letnich nabytków sprawdzili się Vital, Pozo, Pelmard czy Wdowik, dobrze rokują też Lozano, Drachal i Rallis. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że to okienko na razie mu nie wychodzi – zarówno jeśli chodzi o narrację w mediach, jak i końcowe efekty.
Dyrektor Jagi w wywiadach wielokrotnie mówił, że nie warto ulegać presji czasu i lepiej poczekać, żeby potem sprowadzić kogoś ciekawszego z silniejszych lig. Ostatnie transfery Jagiellonii wyglądają jednak tak, jakby zostały dokonane jeszcze w grudniu, jak najszybciej, byleby Adrian Siemieniec miał pełniejszą kadrę na start przygotowań, bo przecież i tak z wielu wyciągnie absolutne maksimum. Na tym etapie, gdy wiele tygodni minęło, można już było liczyć na jakiś transfer premium za Pietuszewskiego, a powyższe nazwiska nawet nie ocierają się o takie miano.
Nie znaczy to, że Jagiellonia ma się teraz ścigać z Widzewem Łódź w wydawaniu pieniędzy. Nikt przy zdrowych zmysłach nawet o tym nie pomyślał. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że zimowe okno Jagi wygląda tak, jakbyśmy wciąż mówili o sierpniu 2023, gdy białostocki klub skorzystał z okazji i przechwycił niechcianego w Widzewie Kristoffera Hansena…
CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:
- Kosztowali miliony euro. Nowe „gwiazdy” Ekstraklasy zawodzą
- W Azji chcą piłkarza z Ekstraklasy. Klub dostał ofertę [NEWS]
- Palma nie gra jak za cztery miliony euro. Czy Lech go wykupi?
Fot. Newspix