Jagiellonia włożyła sobie kij w szprychy. Autodestrukcja na pełnej

Mikołaj Duda

22 października 2026, 23:03 • 4 min czytania 13

Reklama
Jagiellonia włożyła sobie kij w szprychy. Autodestrukcja na pełnej

Nawet najlepszy plan nic nie poradzi na to, gdy postanawiasz sabotować własny mecz. Anderlecht równie dobrze mógł stać na murawie i czekać aż piłkarze Adriana Siemieńca stworzą mu dogodną okazję na gola. Zespół z Belgii bez dwóch zdań był lepszy, jednak ciężko powiedzieć, żeby stworzył sobie wiele dobrych okazji. W tym wyręczyli ich przeciwnicy. 

Reklama

W pierwszej połowie Hampus Finndell, w drugiej Anders Klynge sprawili, że Jagiellonia nie mogła liczyć na więcej. Boleśnie przekonał się o tym Lech w poprzednich kolejkach, a teraz przyszła pora na piłkarzy Adriana Siemieńca. Takich błędów na tym poziomie się nie wybacza. Właściwie na żadnym innym też nie.

Jagiellonia Białystok – Anderlecht Bruksela 0:3. Co Hampus Finndell robił w podstawowym składzie?

Po pierwszej części można było odnieść wrażenie, że do Białegostoku przyjechał zespół nie z Belgii, który przegrał dwa pierwsze mecze w fazie ligowej, a taki co rok w rok liczy się w walce o Ligę Mistrzów. Anderlecht wyglądał jak ekipa z zupełnie innego piłkarskiego świata. Dla Jagiellonii wyzwaniem było wyjść z własnej połowy, nie wspominając już o niczym więcej.

Na jakiekolwiek zagrożenie pod belgijską bramką trzeba było czekać dokładnie do 39. minuty. Strzał Kajetana Szmyta został jednak zablokowany przez obrońcę. I właściwie to byłoby na tyle. Piłkarze Adriana Siemieńca oddali dwa strzały, w tym jeden celny. Był spory problem, by dostarczyć piłkę do linii ofensywy, a nawet jeśli to się udało, to defensywa Anderlechtu radziła sobie bez większych zarzutów.

Chociaż trzeba przyznać, że pod bramką Sławomira Abramowicza też nie było jakiejś nawałnicy, że ciągle był zmuszony do interwencji. Zresztą, Anderlecht najlepsze okazje miał dzięki wyjątkowej gościnności gospodarzy. To źle do kolegi z pomocy zagrał Sławomir Abramowicz, innym razem prosty błąd Yukiego Kobayashiego, ale i tak nic nie można dorównać wyczynowi Hampusa Finndella.

Reklama

Szwed najwidoczniej pomylił drużyny i jak na tacy wyłożył piłkę Mihajlo Cvetkoviciowi. Można mówić wiele, można mieć najlepszą taktykę i pomysł na mecz, ale jeśli twój zawodnik postanawia sabotować, to nie masz szans na ugranie czegokolwiek. Zwłaszcza, że to nie był pierwszy raz, gdy były zawodnik Djurgardens nie dojechał. Na ten moment ciężko wskazać jakiekolwiek argumenty broniące tego transferu.

Zresztą, Adrian Siemieniec dość przytomnie ściągnąć Finndella już po pierwszej części gry. Szkoda tylko, że w ogóle wystawił go w pierwszym składzie…

Reklama

…

Trzeba przyznać, że po przerwie Jagiellonia trochę ruszyła. Można nawet było odnieść wrażenie, że gol wyrównujący jest w zasięgu. Sporo ożywienia wniosło wejście Ousmane Sowa, który starał się urywać obrońcom przeciwnika. Raz nawet mu to wyszło i można się zastanawiać, czy rywal zgodnie z przepisami pozbawił go doskonałej okazji na wyrównanie. Gwizdek arbitra jednak milczał, a VAR również nie zdecydował się na interwencję.

Dobrą okazję po wrzutce miał także Nik Prelec, jednak skutecznie interweniował bramkarz, a chwilę później uderzenie Andersa Klynge minęło bramkę. Gra się wyrównała i Anderlecht już tak nie dominował. Po czasie można zadać jedynie pytanie: no i co z tego? A no nic, bo wiara w jakikolwiek pozytywny rezultat uleciała po kolejnym dziecinnym błędzie w rozegraniu.

Tym razem w rolę nieobecnego już na boisku Hampusa Finndella postanowił wcielić się Anders Klynge. Znów podanie do rywala blisko własnej bramki i skończyło się dokładnie tym samym. Anderlecht właściwie nie musiał się w tym meczu specjalnie wysilać. Wystarczyło, że w miarę ogarniała defensywę, a w ofensywie wszystko robili za nich piłkarze Adriana Siemieńca. Goście czekali na odpowiedni moment, by skorzystać z otrzymywanych prezentów.

Jagiellonia zrezygnowana po drugiej bramce już nie była w stanie podnieść. Niby szukała jeszcze bramki kontaktowej, jednak ani przez  moment nie było jej blisko. Zamiast tego to goście przyklepali swój, strzelając trzeciego gola

Reklama

Zamiast wielkiego święta w Białymstoku będzie zaduma, co teraz? Sytuacja Jagi zaczyna wyglądać coraz bardziej niepokojąco.

Jagiellonia Białystok – Anderlecht Bruksela 0:3 (0:1)

  • 0:1 – Mihaljo Cvetković 21′
  • 0:2 – Marten Winkler 72′
  • 0:3 – Jayden Onia Seke 80′

Fot. Newspix

13 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Liga Europy

Trener Sunderlandu pod wrażeniem kibiców Lecha. „Atmosfera była kapitalna”

Braian Wilma
2
Trener Sunderlandu pod wrażeniem kibiców Lecha. „Atmosfera była kapitalna”

Liga Europy

Reklama
Liga Europy

Trener Sunderlandu pod wrażeniem kibiców Lecha. „Atmosfera była kapitalna”

Braian Wilma
2
Trener Sunderlandu pod wrażeniem kibiców Lecha. „Atmosfera była kapitalna”