– Nigdy nie byłem pierwszy do silenia się na jakieś deklaracje, machania szabelką. Znamy swoją wartość, mamy naprawdę solidny zespół. Naszym celem cały czas było zerwanie z łatką drużyny, która bije się o utrzymanie do ostatniej kolejki. Krok po kroku to robimy – mówi w rozmowie z Weszło Jacek Zieliński, trener Korony Kielce, na finiszu obecnego sezonu Ekstraklasy.
Korona jest w tym sezonie totalnie nieregularna. Czyli można z przekąsem powiedzieć, że po porażce w Gdańsku, z Jagiellonią pewne zwycięstwo?
Chcielibyśmy wziąć wygraną w ciemno, ale to nie takie proste. Plan na pewno zakłada jednak zrehabilitowanie się za ten nasz mało fortunny występ w Gdańsku. Pragniemy tego zwycięstwa. Inna sprawa, że naszego odpoczynku nie określiłbym nawet czterema dniami. Wróciliśmy do Kielc we wtorek popołudniu, więc tak właściwie to mieliśmy jeden porządny trening, czwartkowy. Nie mamy jednak na to wpływu, tak są skonstruowane kalendarze. Trochę się dziwię, że terminarz układa się w ten sposób, ale niech będzie.
Jaka jest największa przyczyna tej nieregularności? Patrząc na wasze wyniki, jest to totalna kratka – zwycięstwo, porażka, zwycięstwo, porażka i ciągle w podobnym stylu.
Nie chcę się zbytnio rozwodzić na ten temat i otwierać przed naszymi przeciwnikami. Cały czas analizujemy to co się dzieje, szukamy minusów i staramy się je poprawić. Powtarzalność na pewno musi być zdecydowanie większa w naszym wykonaniu. Generalnie przez to często giniemy. Za dużo jest w naszym wykonaniu meczów, w których pokazujemy dwie twarze. I to się musi przede wszystkim zmienić.
Przed startem tej rundy z pańskim sztabem pożegnał się Martin Bielec, trener przygotowania fizycznego. Odszedł właśnie do Jagiellonii. Nie brakuje go panu?
Martin podjął taką decyzję i to był jego suwerenny wybór. Zastąpił go Philip Garvo, który wcześniej z Martinem pracował i szkolił się pod jego okiem. Została więc zachowana kontynuacja. Ja jestem zadowolony z jego postępów i przygotowanie motoryczne na pewno nie jest żadnym naszym problemem. Pod względem fizycznym wyglądamy naprawdę bardzo dobrze, więc tego typu sugestie włożyłbym między bajki.
A jak pan ocenia pracę Piotra Malarczyka, który po zakończeniu kariery od razu trafił do pana sztabu? Widać, że to może być człowiek, który odnajdzie się w trenerce na dłużej?
Ja u Piotrka takie cechy dostrzegałem już w zeszłym sezonie, kiedy był jeszcze czynnym zawodnikiem, ale borykał się z kontuzją. Namawiałem go, żeby wobec swoich problemów z kręgosłupem wziął się za trenerkę. Jestem z niego naprawdę zadowolony. Bardzo fajnie wykonuje swoją pracę, szybko wkomponował się w drużynę i jest z Kielc. Myślę, że naprawdę da sobie w tym wszystkim radę.
👨🎓 Piotr Malarczyk z licencją trenerską UEFA A!
👏 Gratulacje Malar i niech ta wiedza służy Ci w przyszłości! 💪
📷 Zdjęcie: Szkoła Trenerów PZPN im. Kazimierza Górskiego pic.twitter.com/fNcB3ctA3e
— Korona Kielce (@Korona_Kielce) April 16, 2025
Mówi się, że mamy teraz dwa pokolenia w trenerce – nową generację „komputerowców” chodzących wszędzie z laptopami i tych starszych trenerów, mających doświadczenie w innej epoce. Jak pan się w tym wszystkim odnajduje?
Ja często się z tego śmieje, bo dorabia się do tych rzeczy ideologię. Co to znaczy „stara szkoła trenerska”? Chodzi przecież po prostu o to, żeby raz za razem wygrywać mecze. Każdy o tym marzy. I młodzi trenerzy, i starsi trenerzy. Mówi pan, że ci młodsi zaznajomieni z komputerem – no ja też nie czuję się w tym jakiś gorszy.
Bardziej chodzi mi o to, że obecnie coraz bardziej da się odczuć, że z piłki robi się naukę ścisłą. To ewoluowało na przestrzeni lat.
To ewoluowało, ale było nieuniknione. Każda dziedzina życia idzie w takim kierunku. Kompletnie się nie dziwię, że wszyscy szukamy jak największej ilości informacji, statystyk. To normalne. Nie zamierzam ganić tych chłopaków, że tak podchodzą do tematu, bo taki jest po prostu trend. Ja sam jednak nie czuję się wcale gorszy. Mam bardzo młody sztab szkoleniowy i bardzo lubię pracować z młodymi chłopakami. Daję im możliwość rozwoju, a jednocześnie dobrze się przy nich czuję. Jest w tym wszystkim taka symbioza.
Tomasz Tułacz śmiał się, że jak słyszy całą tę „nowomowę” trenerską i różne specyficzne określenia, to pojawia się u niego uśmieszek. Pan też tak ma?
Może nie tyle się uśmiecham, ale też nie jestem zwolennikiem tej nowej, kwiecistej mowy, sloganów, haseł. To często komplikuje piłkę nożną, która jest bardzo prostą dyscypliną. Staram się podchodzić do tego normalnie. Radzę sobie z tymi określeniami, nie jestem nimi zaskoczony, ale sam używam normalnego polskiego języka.
Jaka jest prawda o Koronie Kielce z tego sezonu – kilka punktów straty do pucharów, kilka przewagi nad strefą spadkową czy po prostu sam środek tabeli?
W trakcie sezonu można mówić różne rzeczy, natomiast dopiero po jego zakończeniu liczba punktów i miejsce w tabeli określają sytuację. Nigdy nie byłem pierwszy do silenia się na jakieś deklaracje, machania szabelką. Znamy swoją wartość, mamy naprawdę solidny zespół. Naszym celem cały czas było zerwanie z łatką drużyny, która bije się o utrzymanie do ostatniej kolejki. Krok po kroku to robimy.
Oczywiście można mówić, że moglibyśmy mieć więcej punktów, ale przecież każdy tak do tego podchodzi. Nasz plan to poprawienie się względem zeszłego sezonu. Chcemy być w TOP8 naszej ligi, tego się trzymamy i tym żyjemy.
Na koniec zeszłego roku sporym echem odbiły się pańskie słowa, że odczuwa pan wokół Korony atmosferę pogrzebu i jest ona nieuzasadniona. Jak teraz odbiera pan nastroje wokół klubu?
Atmosfera w drużynie, w sztabie, w klubie jest naprawdę dobra. Wszyscy zdają sobie sprawę z tego jak wygląda obecnie tabela, jak bardzo jest spłaszczona. Końcówka może wyglądać emocjonująco. Nie ma czegoś takiego jak żale, pretensje.
A wtedy ja po prostu wyraziłem swoje zdanie, bo nie podobały mi się pewne rzeczy. Robimy teraz swoje i myślę, że na siedem kolejek przed końcem jesteśmy we w miarę komfortowej sytuacji. Aczkolwiek przy tej spłaszczonej tabeli trzeba zachować czujność.
No właśnie – z jednej strony czujność do końca, a z drugiej nie ma czegoś takiego, że skoro tabela jest tak płaska to kiedy powalczyć o coś ekstra, jak właśnie nie teraz?
Cały czas mamy plany, żeby powalczyć o coś większego. To nie są żadne gruszki na wierzbie tylko proces, który trwa. Ale nie będzie tak, że po trzech latach bronienia się przed spadkiem staniemy się nagle zespołem, który będzie rządził i dzielił w lidze. Spokojnie. U nas takich mocarstwowych planów nie było. Dobra część rundy jesiennej trochę apetyty rozbudziła, ale my staramy się podchodzić do wszystkiego z chłodną głową.
Szalona liga 🤪 pic.twitter.com/b2TQTZ3m5w
— PKO BP Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) April 7, 2026
Pana umowa obowiązuje do połowy 2027 roku. Może więc pan powiedzieć z całym przekonaniem, że poprowadzi Koronę Kielce także w przyszłym sezonie?
Mam ważny kontrakt, wykonuję swoją pracę najlepiej jak potrafię i na tym się skupiam. A tego typu dywagacje… Sorry, ale nie naciągnie mnie pan na to. Chęci do pracy mi nie brakuje, cały czas mam w sobie pasję. Cieszy mnie praca z tymi młodymi chłopakami i z moim sztabem.
Odbył pan już rozmowę z zarządem klubu odnośnie planowania nowego sezonu?
Oczywiście, że tak, rozmowy cały czas trwają. Jesteśmy w trakcie dopinania negocjacji kontraktowych, które wkrótce będą ogłaszane. Przygotowujemy się najlepiej jak tylko możemy.
Coraz więcej wskazuje na to, że Korona może stracić Martina Remacle’a. To będzie spora strata dla pańskiej drużyny?
Ja nie mówię, że na pewno stracimy Remacle’a. Rozmowy trwają. Skupiam się na boisku, ale jestem w kontakcie z Martinem i dyrektorem sportowym. Wiem, jak to wszystko wygląda. Rozmowy toczą się w ciszy i spokoju, a zobaczymy, jak się zakończą.
A jak pan ocenia z perspektywy czasu zimowe wzmocnienia? Najgłośniejszymi byli Mariusz Stępiński, który strzelił cztery gole, oraz Simon Gustafsson, ale on na razie kompletnie się nie odnajduje.
Mariusz od razu zaaklimatyzował się w drużynie. Jest świetnym zawodnikiem i wzorem do naśladowania dla młodszych chłopaków. Niestety dłużej to wszystko przebiega u Simona, który na treningach pokazuje wysokie umiejętności, ale w meczach rzadko to sprzedaje. Wierzę, że wkrótce to się zmieni.
Ja nie jestem typem człowieka, który skreśla zawodników po dwóch-trzech meczach. Zdaję sobie sprawę, że różnie to wygląda. Miałem już do czynienia z piłkarzami ze Skandynawii, którzy trafiali do moich drużyn i naprawdę długo się aklimatyzowali, choćby Kallman w Cracovii. Wiem, jak to wygląda.
Nie interesują mnie opinie innych o nieudanym transferze czy o tym, że to taki a nie inny zawodnik. Ja mam go na co dzień na treningu.
A Tamar Svetlin to jeden z najlepszych pomocników, z którymi przyszło panu pracować w karierze trenerskiej?
To naprawdę bardzo dobry zawodnik – i pod względem motorycznym, i pod kątem umiejętności. Duża przyszłość przed nim. Na pewno jest jednym z najlepszych pomocników, z którymi przyszło mi pracować.
Ma pan na co dzień duży kontakt z właścicielem klubu, Łukaszem Maciejczykiem?
Oczywiście, że tak. Spotykamy się przynajmniej raz w tygodniu. Wymieniamy opinie, oceniamy sytuację. Ta relacja wygląda jak najlepiej. On jest kibicem Korony z krwi i kości, kocha ten klub od dawna. Bardzo nam pomógł – wszedł w trudnym momencie, wszystko zaczęło się układać i jest już coraz lepiej.
A panu osobiście też bardzo odpowiada praca w Koronie?
Czuję się w Kielcach bardzo dobrze, wróciłem do nich po 25 latach. Pracuję w Koronie już po raz drugi. To już inne Kielce i inna Korona, ale spotkałem tu wielu porządnych ludzi. Mamy taki rodzinny klub, którego atmosfera bardzo mi pasuje. Chcemy się rozwijać i mamy swoje marzenia więc nic, tylko dalej robić swoje.
CZYTAJ WIĘCEJ:
- GKS Jastrzębie upada. Jego koniec to wierzchołek góry węglowej
- Marc Gual z sentymentem o Polsce. „Mój najlepszy czas”
- Misiura pochwalił Lechię za zarządzanie. „Duża mądrość ludzi w klubie”