Inter poza Ligą Mistrzów! Bodo/Glimt wygrywa też rewanż!

Marcin Ziółkowski

24 lutego 2026, 23:25 • 5 min czytania 58

Inter poza Ligą Mistrzów! Bodo/Glimt wygrywa też rewanż!

Co to jest za czas, aby być Norwegiem kochającym piłkę! Kolejny raz gorycz porażki w starciu ze Skandynawami musieli przełknąć Włosi. Rok temu Bodo/Glimt wyrzuciło Lazio z Ligi Europy, poprzedniej jesieni w Mediolanie Haaland i spółka rozbili Azzurrich 4:1 w eliminacjach do mundialu. Tym razem, drużyna Kjetila Knutsena dwukrotnie pokonała Inter Mediolan i awansowała do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Po wygranej 3:1 w Norwegii, Bodo/Glimt było lepsze także w Mediolanie – wynik rewanżu to 2:1 dla gości. Hauge i Evjen pozbawili złudzeń Inter zmierzający po mistrzostwo Włoch.

Reklama

Okoliczności meczu

Piłkarze z Norwegii po raz kolejny zaskoczyli znacznie bardziej renomowanego rywala. W pokonanym polu w 2026 roku pozostawili już nie tylko Manchester City i Atletico Madryt, ale też Inter.

Dwa z tych spotkań miały miejsce na stadionie Aspmyra, na dalekiej północy. Mało zespołów tam wygrywa, a Mediolańczycy do nich nie dołączyli. Szybkie ciosy Jensa Pettera Hauge i Kaspera Hogha po pierwszym kwadransie drugiej połowy były decydujące.

Reklama

Bodo/Glimt z kolejnym skalpem. Finalista Ligi Mistrzów na deskach

W rewanżu brakowało nie tylko kontuzjowanego w Norwegii Lautaro Martineza, ale też Hakana Calhanoglu. Cristian Chivu po raz kolejny zaufał Piotrowi Zielińskiemu, a żeby choć w teorii zwiększyć szansę powodzenia na odwrócenie losów dwumeczu – także Davide Frattesiemu. Sezon temu to właśnie Włoch w dogrywce dał zwycięskiego gola w półfinałowym meczu z FC Barceloną.

Zmasowany atak Interu, skuteczność w obronie Bodo/Glimt

Inter nie zamierzał tracić czasu. By realnie myśleć o rimoncie, potrzeba było względnie szybko strzelić na 1:0, tak jak miało to miejsce w jesiennym meczu Włochów z Norwegami w eliminacjach do MŚ 2026.

Tak się nie stało, choć w pierwszym kwadransie strzelec tamtego gola Włochów, Francesco Pio Esposito minimalnie chybił, uderzając nad bramką Nikity Haikina. Duże nadzieje interistów, jak zresztą zwykle, były wobec lewej nogi Federico Dimarco. To właśnie on w 12. minucie był blisko szczęścia. Nieoczekiwane uderzenie z prawej strony pola karnego sprawiło wiele problemów bramkarzowi z Rosji.

W kontekście Haikina mówi się, że może on wkrótce otrzymać norweski paszport, a więc docelowo – także powołanie do kadry. Dyspozycją w pierwszej połowie w Mediolanie zdecydowanie polepszył notowania w oczach trenera Stale Solbakkena. Rosjanin był na posterunku, gdy trzeba było stanąć na wysokości zadania.

Piotr Zieliński w jednej z akcji pokazał się znakomicie. Swój kunszt techniczny zaprezentował Norwegom w 32. minucie. Minął dwóch rywali, zdecydowanie poszedł w stronę bramki rywali i uderzył zza pola karnego. Uderzenie minęło jednak słupek. Inter mocno angażował w grę Dimarco, ale na koniec pierwszej części mógł czuć przede wszystkim nerwy i duży zawód.

Bodo/Glimt cały czas musiało odpierać ataki gospodarzy, ale goście nie sprawiali wrażenia spanikowanych. Mimo to, brakowało z ich strony ataków pod bramkę Sommera. Jedyny godny zapamiętania atak to uderzenie głową Hogha.

Sensacja stała się faktem

Ataki gospodarzy zmalały na sile. Brakowało konkretów pod bramką Haikina. Z każdą minutą robiło się coraz bardziej nerwowo. Dimarco czytelnie uderzył z wolnego.

Sytuacji nie ułatwił Manuel Akanji, który miał trudne minuty. Najpierw rozciął sobie łuk brwiowy po starciu z Ole Blombergiem, a następnie popełnił katastrofalny błąd przy wyprowadzaniu piłki. Szwajcar stracił piłkę na rzecz Blomberga przed polem karnym, Norweg uderzył na bramkę. Sommer sparował strzał, po czym dobił go Jens Petter Hauge. W dwumeczu zrobiło się 4:1 dla Bodo/Glimt.

Nie trzeba było długo czekać na manewry taktyczne Cristiana Chivu. Rumun m.in. zdjął Zielińskiego. Na boisku pojawił się Ange-Yoan Bonny, Andy Diouf a także Petar Sucić. Niemniej jednak trudno było po przerwie zaskoczyć Norwegów. Inter atakował często jednostajnie, brakowało przekonania. Jedną okazję miał Manuel Akanji. Szwajcar był bliski częściowego odkupienia win, ale trafił w słupek.

Norwegowie nie atakowali często, ale tak jak w pierwszym meczu, robili to skutecznie. Hauge posłał wrzutkę w stronę pola karnego Interu, a Hakon Evjen po przyjęciu piłki, znakomicie uderzył w przeciwny róg. Było po dwumeczu.

Gospodarze się jednak nie poddawali. Po stałym fragmencie piłka dostała się w okolicę linii bramkowej do Bonny’ego. Wtem spadła pod nogi Bastoniego i przekroczyła minimalnie linię bramkową. Zrobiło się 1:2, Włosi podjęli się odrabiania strat, ale było już dość późno na to, aby zakończyć to w pozytywny sposób.

Znów zawiódł Marcus Thuram, który w pierwszej połowie miał jedną dobrą okazję. Z czasem brakowało też dobrego serwisu do napastników. Norwegowie dowieźli doskonały rezultat i po raz kolejny napisali wspaniałą historię. Sympatycznym obrazkiem po spotkaniu była dłuższa pogawędka trenerów obu drużyn, która nie ograniczyła się tylko do zbicia piątki.

W dwumeczu Inter oddał 45 strzałów, a Norwegowie 15. Skandynawowie trafili jednak do siatki pięciokrotnie na dziewięć celnych strzałów. Ich dokładność pod bramką zrobiła różnicę w tym dwumeczu. Bodo/Glimt znów napisało piękną historię. W poprzednich rozgrywkach Ligi Europy po karnych ograło Lazio, które także rewanż grało na włoskiej ziemi.

Inter Mediolan – FK Bodo/Glimt 1:2 (0:0)

  • 0:1 – Jens Petter Hauge – 58. minuta
  • 0:2 – Hakon Evjen – 72. minuta
  • 1:2 – Alessandro Bastoni – 76. minuta

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

58 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama
Reklama