Gerard Badia wspomina koniec kariery. „Brakowało mi atmosfery szatni”

Marcin Ziółkowski

12 marca 2026, 10:05 • 3 min czytania 1

Reklama
Gerard Badia wspomina koniec kariery. „Brakowało mi atmosfery szatni”

Polscy kibice na przestrzeni lat poznali mnóstwo piłkarzy z Hiszpanii, którzy przewinęli się przez Ekstraklasę. Jednym z nich jest Gerard Badia. To absolutna legenda Piasta Gliwice. Pomocnik z Katalonii został w 2019 mistrzem Polski, a od blisko czterech lat zajmuje się zupełnie czymś innym. 36-letni Badia prowadzi rodzinny biznes. W rozmowie z Faktem wspomniał m.in. jak zniósł transformację zawodową i zakończenie kariery piłkarskiej.

Niełatwa zmiana. Badia wraca do początku piłkarskiej emerytury

Nie wszyscy piłkarze są w stanie poradzić sobie z momentem, w którym należy pożegnać się z futbolem. Często takie chwile prowadzą do depresji bądź uzależnień, tak jak w przypadku Daryla Janmaata, o którym ostatnio wspominaliśmy.

Były reprezentant Holandii szczerze. „Narkotyki zniszczyły moje małżeństwo”

Badia potrzebował trochę czasu na okrzepnięcie w nowej rzeczywistości. Przyznał otwarcie, że brakowało mu tego, z czym miał do czynienia na co dzień przez kilkanaście lat.

Reklama

Na początku miałem lekką depresję. Brakowało mi piłki, szatni, codziennych treningów i atmosfery, którą tworzą piłkarze. (…) Bez dwóch zdań swój najlepszy czas miałem w Polsce. Zdobyłem z Piastem mistrzostwo. Polska to mój drugi dom, moja druga ojczyzna – powiedział Badia.

Choć w Gliwicach spędził siedem i pół roku, to w ostatnim sezonie grał na poziomie piątej ligi hiszpańskiej w drużynie ówczesnego beniaminka rozgrywek – FC Asco. Jednym z najważniejszych momentów w jego karierze było mistrzostwo Polski z Piastem, a także jedyny gol spotkania z Legią w Warszawie. Miał on kluczowe znaczenie dla losów historycznego sezonu.

Reklama

Badia został włączony do Galerii Sław Ekstraklasy. W Gliwicach zagrał 214 razy i wywalczył trzy medale mistrzostw Polski. Trafił na najbardziej obfite w sukcesy lata drużyny grającej przy Okrzei.

Szef, który nie ma obaw przed pobrudzeniem się

Aktualnie Badia zajmuje się biznesem rodzinnym, który funkcjonuje od kilku dekad. Firma, która zajmuje się kompleksowo dbaniem o samochody, została założona przez teściów pomocnika, a parę lat temu przeszła w ręce Hiszpana i jego małżonki. Nie boi się zakasać rękawów i czarnej roboty, choć jest on w pracy szefem.

– Nie boję się ciężkiej pracy. Nigdy się od niej nie migałem, czy w życiu, czy na boisku. Nie mam problemu z tym, że się pobrudzę (…) Mam dwie ręce i potrafię ich używać.

W 2023 roku także dla Faktu, powiedział, że nie jest w stanie narzekać na swoje życie. Ma bowiem dwójkę dzieci i chce, aby one miały łatwiej w życiu dzięki jego pracy.

Reklama

– Od poniedziałku do piątku zapi***alam, ale nie mogę narzekać. (…) Dla przyszłości swoich dzieci nie mam problemu z tym, aby ubrudzić sobie ręce.

– Prowadzę z żoną biznes, to zupełnie inny świat. Na początku nie rozumiałem nic a nic, dziś potrafię zrobić sam wszystko (…) Rozmawiam z firmami, które mają na przykład po kilkanaście ciężarówek. Negocjuję z nimi, rozmawiam jak fachowiec. Czasem mam klientów z Polski i jak zaczynają mówić do mnie po angielsku, to są w ciężkim szoku, gdy odpowiadam im „To czego potrzebujecie?”.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa