Polscy kibice na przestrzeni lat poznali mnóstwo piłkarzy z Hiszpanii, którzy przewinęli się przez Ekstraklasę. Jednym z nich jest Gerard Badia. To absolutna legenda Piasta Gliwice. Pomocnik z Katalonii został w 2019 mistrzem Polski, a od blisko czterech lat zajmuje się zupełnie czymś innym. 36-letni Badia prowadzi rodzinny biznes. W rozmowie z Faktem wspomniał m.in. jak zniósł transformację zawodową i zakończenie kariery piłkarskiej.
Niełatwa zmiana. Badia wraca do początku piłkarskiej emerytury
Nie wszyscy piłkarze są w stanie poradzić sobie z momentem, w którym należy pożegnać się z futbolem. Często takie chwile prowadzą do depresji bądź uzależnień, tak jak w przypadku Daryla Janmaata, o którym ostatnio wspominaliśmy.
Były reprezentant Holandii szczerze. „Narkotyki zniszczyły moje małżeństwo”
Badia potrzebował trochę czasu na okrzepnięcie w nowej rzeczywistości. Przyznał otwarcie, że brakowało mu tego, z czym miał do czynienia na co dzień przez kilkanaście lat.
– Na początku miałem lekką depresję. Brakowało mi piłki, szatni, codziennych treningów i atmosfery, którą tworzą piłkarze. (…) Bez dwóch zdań swój najlepszy czas miałem w Polsce. Zdobyłem z Piastem mistrzostwo. Polska to mój drugi dom, moja druga ojczyzna – powiedział Badia.
Ta bramka nigdy się nie znudzi… 🥰
Gerard Badia i jego magiczne trafienie podczas #LEGPIA! A już w niedzielę kolejne starcie z @LegiaWarszawa! 🔜🔵🔴#Tbt | #ThrowbackThursday pic.twitter.com/DCQETzv5Tw
— Piast Gliwice (@PiastGliwiceSA) August 1, 2024
Choć w Gliwicach spędził siedem i pół roku, to w ostatnim sezonie grał na poziomie piątej ligi hiszpańskiej w drużynie ówczesnego beniaminka rozgrywek – FC Asco. Jednym z najważniejszych momentów w jego karierze było mistrzostwo Polski z Piastem, a także jedyny gol spotkania z Legią w Warszawie. Miał on kluczowe znaczenie dla losów historycznego sezonu.
Badia został włączony do Galerii Sław Ekstraklasy. W Gliwicach zagrał 214 razy i wywalczył trzy medale mistrzostw Polski. Trafił na najbardziej obfite w sukcesy lata drużyny grającej przy Okrzei.
Szef, który nie ma obaw przed pobrudzeniem się
Aktualnie Badia zajmuje się biznesem rodzinnym, który funkcjonuje od kilku dekad. Firma, która zajmuje się kompleksowo dbaniem o samochody, została założona przez teściów pomocnika, a parę lat temu przeszła w ręce Hiszpana i jego małżonki. Nie boi się zakasać rękawów i czarnej roboty, choć jest on w pracy szefem.
– Nie boję się ciężkiej pracy. Nigdy się od niej nie migałem, czy w życiu, czy na boisku. Nie mam problemu z tym, że się pobrudzę (…) Mam dwie ręce i potrafię ich używać.
W 2023 roku także dla Faktu, powiedział, że nie jest w stanie narzekać na swoje życie. Ma bowiem dwójkę dzieci i chce, aby one miały łatwiej w życiu dzięki jego pracy.
– Od poniedziałku do piątku zapi***alam, ale nie mogę narzekać. (…) Dla przyszłości swoich dzieci nie mam problemu z tym, aby ubrudzić sobie ręce.
– Prowadzę z żoną biznes, to zupełnie inny świat. Na początku nie rozumiałem nic a nic, dziś potrafię zrobić sam wszystko (…) Rozmawiam z firmami, które mają na przykład po kilkanaście ciężarówek. Negocjuję z nimi, rozmawiam jak fachowiec. Czasem mam klientów z Polski i jak zaczynają mówić do mnie po angielsku, to są w ciężkim szoku, gdy odpowiadam im „To czego potrzebujecie?”.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Bodo/Glimt znokautowało Sporting i pisze kolejny rozdział wielkiej historii
- Antonin Kinsky zabrał głos po fatalnym debiucie w Lidze Mistrzów
- Robert Lewandowski doceniony przez legendę. Mistrz świata widzi go w Serie A
Fot. Newspix