Fukuda i wyzwanie dla Wszołka. „Jaki byłby sens mojego przyjazdu?” [WYWIAD]

Wojciech Piela

11 października 2026, 08:20 • 8 min czytania 1

Reklama
Fukuda i wyzwanie dla Wszołka. „Jaki byłby sens mojego przyjazdu?” [WYWIAD]

Nie przyjechał do Warszawy po to, żeby grzecznie usiąść na ławce i podziwiać Pawła Wszołka. Shinnosuke Fukuda doskonale wie, że w Legii nikt nie odda mu miejsca za darmo. – Jeśli nie będę chciał mu go odebrać, to jaki byłby sens mojego przyjazdu? – pyta w rozmowie z nami japoński obrońca, który opowiada o niedoszłym transferze do Anglii, pierwszych tygodniach w Polsce i marzeniu, które chce spełnić w Warszawie.

Reklama

26-letni Japończyk nie ukrywa, że jego droga do zawodowego futbolu była pełna przeszkód. Zamiast szukać jednej wyjątkowej cechy, postawił na wszechstronny rozwój. Teraz sprawdza swoje umiejętności w Europie, gdzie czeka go konieczność szybkiego dostosowania się do wymagań Marka Papszuna.

Fukuda opowiada o tym, jak wyglądały jego pierwsze tygodnie w Warszawie, dlaczego przed transferem konsultował się z Ryoyą Morishitą i co chce osiągnąć w Legii. Zdradza również, jak zamierza wykorzystać swoją szybkość i dlaczego nauka języka polskiego jest dla niego czymś więcej niż tylko dodatkiem do piłkarskiego życia. Zapraszamy!

Shinnosuke Fukuda: „Mogłem teraz być w Anglii” [WYWIAD]

Początki twojej kariery nie były usłane różami. Nie od razu dostałeś się z ligi młodzieżowej do profesjonalnego futbolu. Twoja droga wiodła przez futbol akademicki. Jak to wspominasz?

Na początku mojej kariery nie wszystko układało się dobrze. Były trudne momenty i sytuacje, w których człowiek mógł się poddać. Wielu moich kolegów zapewne by się poddało. Dzisiaj jestem jednak wdzięczny, że przeżyłem tę drogę właśnie w taki sposób. Te trudne chwile sprawiły, że dorastałem i kształtowałem się nie tylko jako piłkarz, ale również jako człowiek.

Reklama

Wspominałeś w przeszłości, że obserwując innych zawodników, dostrzegałeś u nich jedną szczególną cechę, która ich wyróżniała. U siebie z kolei nie byłeś w stanie tego zauważyć.

Zgadza się. Patrząc na innych zawodników, często można wskazać ich największą zaletę. U jednego będzie to szybkość, u innego technika czy siła. U mnie długo miałem wrażenie, że wszystkie elementy są raczej na średnim poziomie. Dlatego postanowiłem, że zamiast skupiać się na jednej wyjątkowej cesze, będę próbował podnosić wszystkie swoje umiejętności.

Jesteś już zadowolony z tego, jak bardzo udało się je rozwinąć?

Nie jestem jeszcze usatysfakcjonowany. Wciąż mam wiele rzeczy, które nie są na takim poziomie, jakiego od siebie oczekuję. Właśnie dlatego przyjeżdżając do Polski, chcę zobaczyć, które elementy są już wystarczająco dobre, a nad którymi muszę jeszcze pracować.

Reklama

Uważam jednak, że moją mocną stroną jest zdolność do adaptacji. Potrafię dostosować się do nowych warunków. Mam nadzieję, że tutaj uda mi się zrobić to szybko.

Kiedy zostałeś odrzucony przez jeden z klubów w Japonii, pomyślałeś, że trzeba przygotować sobie plan B i może zrezygnować z futbolu? Pamiętam, że Ryoya Morishita w takim momencie planował już karierę w agencji ubezpieczeniowej. 

W Japonii na uczelniach jest obowiązek aplikowania do różnych firm zewnętrznych i chodzenia na rozmowy o pracę. Tak też było na uniwersytecie, na którym studiowaliśmy z Ryoyą. To takie zabezpieczenie, bo byliśmy świadomi, że kariera piłkarska jest krótsza niż zwykła praca w firmie. 

Chcieliśmy jednak przede wszystkim grać w piłkę i uważam, że w innej branży nie osiągnęlibyśmy tak wiele. Dlatego chciałem wykorzystać tę szansę i dalej walczyć.

Reklama

Ryoya Morishita pozostawił po sobie mnóstwo dobrych wspomnień przy Łazienkowskiej

Później twoja kariera zaczęła nabierać rozpędu. Czasem byłeś kapitanem w drużynie uniwersyteckiej, trafiłeś do Kyoto, a rok temu była oferta z Anglii. Jak blisko było tego ruchu?

Miałem propozycję z Charltonu. Rozmawialiśmy do samego końca, ale ostatecznie do transferu nie doszło. Kyoto nie zgodziło się na warunki Anglików. 

Reklama

Czy z perspektywy czasu patrzysz na to jako na niewykorzystaną szansę?

Może tak mogło być, że zamiast w Legii byłbym teraz w Anglii. Ale dzisiaj myślę o tym trochę inaczej. Chcę przeżyć ten sezon w taki sposób, jakby to wszystko miało się wydarzyć. Być może jest w tym jakieś przeznaczenie. Skoro jestem tutaj, chcę maksymalnie wykorzystać tę szansę.

Marek Papszun powiedział, że nigdy wcześniej nie pracował z japońskim zawodnikiem, ale bardzo podoba mu się wasza kultura – organizacja, dyscyplina i szacunek do zasad. To wartości, które są mu bliskie.

Miło usłyszeć taką opinię. Mam dużo kontaktu z trenerem mentalnym – Pawłem Frelikiem. On mi wyjaśnił, co dla Marka Papszuna jest ważne, jaki to jest człowiek i jakie zachowania ceni. Powiedział mi, aby niczego nie ukrywać, mówić otwarcie i że istotne jest przestrzeganie zasad. Chcę się do nich dostosować i jak najlepiej funkcjonować w zespole.

Reklama

W tym z pewnością pomoże język. Jak wygląda sprawa z nauką angielskiego, a może kiedyś w przyszłości nawet polskiego?

Najpierw chcę znacząco poprawić język angielski, żeby móc swobodnie rozmawiać z kolegami z drużyny. Mam lekcje kilka razy w tygodniu. Jeśli chodzi o język polski, to jest dla mnie wyjątkowa okazja, aby go zgłębić. Chciałbym skorzystać z możliwości nauczenia się tego języka, chociaż na tyle, żeby porozumiewać się w codziennych sytuacjach.

Czuję tutaj dużo wsparcia od kibiców i chciałbym im się za to odwdzięczyć. Dlatego chciałbym nauczyć się choć trochę polskiego. A może kiedyś uda się zrobić wywiad bez tłumacza? To byłoby super.

Jakie polskie słowa już znasz?

Reklama

„Dzień dobry”, „dziękuję”, „siema”, „cześć”, „jak się masz”, „do widzenia”.

Czyli podstawy już są.

Tak, powoli. (śmiech)

Shinnosuke Fukuda i Paweł Wszołek

Reklama

Shinnosuke Fukuda chce naciskać na pozycję Pawła Wszołka

Przejdźmy do samego transferu. Co przekonało cię do Legii? Można powiedzieć, że gdyby nie Ryoya Morishita, nie byłoby ciebie dzisiaj w Warszawie?

Bardzo chciałem spróbować swoich sił w Europie. Mam 26 lat i uznałem, że to odpowiedni moment na wyjazd. Taka jest też często droga do tego, aby trafić do reprezentacji Japonii. 

Kiedy przyszła oferta z Legii, zadzwoniłem do Ryoyi Morishity. Poznaliśmy się jeszcze w czasach studenckich. Chciałem dowiedzieć się, czym właściwie jest Legia, jaka to drużyna i czego mogę się tutaj spodziewać. 

Reklama

Jestem mu za to bardzo wdzięczny, bo ta rozmowa pomogła mi podjąć decyzję. Nawet jeśli za czasów Ryoyi byli nieco inni piłkarze, był też inny trener. Dzięki niemu pomyślałem, że Legia może być dla mnie bardzo dobrym miejscem.

Jak przebiega twoja aklimatyzacja? Jesteś w Warszawie dopiero od niedawna, przyjechałeś z drugiego końca świata.

Wydaje mi się, że zwłaszcza jak na Japończyka, mam do tego takie luźniejsze czy chillowe podejście. Nie jestem typem osoby, która bardzo przejmuje się tym, że znajduje się w nowym miejscu. Niezależnie od tego, czy jestem w Japonii, czy w innym kraju, staram się po prostu chłonąć to, co dzieje się wokół mnie.

Oczywiście wszystko jest tutaj inne, też wiem, że w Polsce nie mieszka zbyt wielu Azjatów, ale nie skupiam się na tym. Chcę poznać nowe miejsce i jak najszybciej się zaadaptować.

Reklama

Dużo zmieniło się też po przeprowadzce z hotelu do mieszkania?

Tak. Przez jakiś czas mieszkałem w hotelu. To był okres, w którym nie czułem się jeszcze do końca spokojnie. Kiedy zacząłem trenować w Legia Training Center i poznałem kolegów z drużyny, poczułem się znacznie lepiej.

Teraz, kiedy mieszkam już w mieszkaniu, jest mi dużo łatwiej. Poprawił mi się nastrój. Sporo spaceruję też po Warszawie. Jestem już tutaj około miesiąc, więc udało się trochę poznać miasto.

A jak wygląda kwestia zdrowia? Po meczu rezerw Legii w Łęcznej pojawiły się informacje o drobnym urazie.

Reklama

To kontuzja, którą miałem już jeszcze w Kyoto. Po przyjeździe tutaj ponownie zaczęła mi przeszkadzać. Na szczęście nie jest to nic poważnego. Będę walczył o to, aby jak najszybciej zdobyć zaufanie trenera i grać w meczach jak najwięcej minut. 

Przeprowadzka z Japonii do Polski była dużym wyzwaniem dla ciebie i żony?

Nie było to dla mnie aż tak trudne. Byłem na to przygotowany. Sam podjąłem tę decyzję i wiedziałem, na co się piszę.

Na początku trochę się stresowałem, moja żona była przede wszystkim zaskoczona niektórymi rzeczami, ale jakoś sobie poradziliśmy.

Reklama

Shinnosuke Fukuda w Kyoto

Już w barwach Kyoto Sanga Fukuda wzbudzał zainteresowanie klubów europejskich

Walka o miejsce w Legii nie będzie łatwa, bo rywalizujesz między innymi z Pawłem Wszołkiem. Jak się na to zapatrujesz?

Jako piłkarz muszę walczyć o swoje miejsce. Nie ma sensu przyjeżdżać tutaj i zakładać, że ktoś po prostu odda mi swoją pozycję.

Reklama

Paweł gra solidnie i wypracował sobie miejsce w drużynie. Ale jednocześnie, jeśli nie będę chciał mu go odebrać, to jaki byłby sens mojego przyjazdu tutaj?

Dlatego na treningach uczymy się od siebie. Paweł dużo mi pokazuje, ja również staram się dawać coś od siebie. Poza boiskiem jest moim kolegą z drużyny, a na treningach rywalizujemy o miejsce o składzie.

Chcę pokazać jak najwięcej swoich możliwości i wywalczyć miejsce w pierwszej jedenastce. 

Jedną z twoich największych zalet jest szybkość. W statystykach miałeś 742 sprinty w sezonie 2024, co było najlepszym wynikiem w J1 League wśród obrońców. To właśnie na tym będziesz chciał oprzeć swoją grę w Polsce?

Reklama

Zdecydowanie. Uważam, że szybkość jest jedną z moich najmocniejszych stron. To właśnie ona odróżnia mnie od innych zawodników.

Gdybym nie miał tej szybkości i zdolności do sprintu, mógłbym być po prostu jednym z wielu piłkarzy. Chcę pokazywać to w każdym meczu na sto procent.

W Japonii miałeś okazję zagrać przeciwko Urawie Red Diamonds prowadzonej przez byłego trenera Legii – Macieja Skorżę. Jak wspominasz tamtą rywalizację?

Pamiętam, że raz grałem przeciwko jego drużynie. Urawa była jedną z najlepszych drużyn w Japonii. Jeśli dobrze pamiętam, przegraliśmy ten mecz, więc nie mam z niego najlepszych wspomnień.

Reklama

Jeśli będzie kiedyś jeszcze okazja zagrać przeciwko drużynie prowadzonej przez trenera Skorżę, mam nadzieję, że będę mógł się zrewanżować i tym razem wygrać.

Z jakiego wyniku będziesz zadowolony na koniec swojej przygody w Warszawie?

Chciałbym dostać się z Legią do Ligi Mistrzów. Przyjeżdżając do Europy, mam świadomość, że na tym kontynencie jest wielu mocniejszych ode mnie zawodników, a w takich rozgrywkach najlepiej mógłbym porównać nasze umiejętności. Marzę o tym, aby zagrać na tym poziomie. 

Nie chcę teraz wskazywać konkretnego miejsca w tabeli. Chcę, żeby Legia była w czołówce i żebyśmy w każdym meczu byli przygotowani do walki o zwycięstwo.

Reklama

fot. Newspix

1 komentarz
Wojciech Piela

Uwielbia sport, czasem nawet próbuje go uprawiać. W przeszłości współtworzył legendarne radio Weszło FM, by potem oddawać się pasji do Premier League na antenie Viaplay. Formaty wideo to jego żywioł, podobnie jak komentowanie meczów, ale korzystanie z języka pisanego również jest mu niestraszne. Wytężone zmysły, wzmożona czujność i mocne zdrowie – te atrybuty przydają mu się zarówno w pracy, jak i życiu codziennym. Żyje nadzieją na lepsze jutro słuchając z zamiłowaniem utworów Andrzeja Zauchy czy Krzysztofa Krawczyka – bo przecież bez przeszłości nie ma przyszłości.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama