Z przytupem zakończył nam się wielkanocny poniedziałek z Ekstraklasą. Z Lechią Gdańsk prawie nigdy nie jest nudno, Korona Kielce walczyła do końca, a do tego defensywy obu drużyn miała dziś momenty wylewów. Efekt? Sześć goli i mecz, który niespodziewanie trzymał w napięciu do ostatniego gwizdka sędziego.
Niespodziewanie, bo gdy Rifet Kapić podwyższył prowadzenie efektownie grających gospodarzy na 3:0, wydawało się, że biegający w dziesiątkę Kielczanie mogą co najwyżej skupić się na tym, żeby nie stracić kolejnych bramek.
Lechia o krok od kompletu punktów! Rifet Kapić dokłada trzecią bramkę 💪
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/ytMyudWKAA
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 6, 2026
Lechia Gdańsk – Korona Kielce 4:2. Wielki powrót Bobcka
Lechia chyba jednak zbyt mocno uwierzyła, że już nic złego nie może się wydarzyć. John Carver także zdawał się sygnalizować, że sprawę uważa za rozstrzygniętą. Już w przerwie ściągnął mających żółte kartki Tomasza Wójtowicza i Camilo Menę (wracał po kontuzji), a dość szybko zluzował także kolejnego rekonwalescenta Tomasa Bobcka.
Słowak wrócił do gry z drzwiami i futryną. Asystował na 1:0, wywalczył rzut karny i czerwoną kartkę dla Sotiriou (pociągał za koszulkę rywala strzelającego do pustej bramki), a na koniec samemu wymierzył sprawiedliwość z jedenastu metrów.
Bobcek na 2:0! Katastrofa Korony, najpierw czerwona kartka Sotiriou, a chwilę później strata drugiej bramki 🫣
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/WeokdLiU0n
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 6, 2026
To nie wszystko. Bobcek potrafił świetnie współpracować z partnerami. To on ładnie na jeden kontakt rozegrał akcję z Neugebauerem, który spokojnie mógł już strzelać, ale postanowił jeszcze obsłużyć podaniem Kapicia. Kapitan Lechii pierwszym kontaktem utrudnił sobie sprawę, choć na koniec i tak oddał strzał, który sprzed linii bramkowej wybił Matuszewski. Potem Bobcek mógł zaliczyć drugą asystę, lecz piłka po uderzeniu głową Sezonienki odbiła się od pleców obrońcy Korony i wylądowała na bocznej siatce. Generalnie było widać, że gwiazdę Biało-Zielonych roznosi energia.
Za Bobcka wszedł Dawid Kurminowski i długo bardziej przeszkadzał niż pomagał. Nic nie dawał z przodu, a jakby tego było mało, sprokurował rzut karny (faulowany Resta), po którym Korona dzięki Błanikowi uwierzyła, że jeszcze może coś zdziałać. Uczucie to spotęgowała uznana na raty bramka Resty w zamieszaniu w polu karnym.
Dopiero w ostatniej akcji rezerwowy napastnik gospodarzy się przydał. Skompromitował się Xavier Dziekoński. Jego zespół bohatersko wrócił do gry, szukał remisu. Bramkarz miał za zadanie wybić piłkę do przodu, żeby koledzy powalczyli w powietrzu. Zamiast tego Dziekoński zagrał pod nogi Cirkovicia, ten podał do Neugebauera i Kurminowski wykorzystał sytuację sam na sam. Katastrofa. Z perspektywy przyjezdnych – można się załamać.
A tak Lechia dobiła Koronę! Dawid Kurminowski ustalił wynik meczu na 4:2 ⚽
📺 Liga+ EXTRA trwa w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/JAPrHcke4B
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 6, 2026
Stępiński obniżył loty
Lechia przez zdecydowaną większość czasu była lepsza, Lechia wygrała zasłużenie, ale gdyby goście mieli więcej jakości, mecz i tak mógł się potoczyć inaczej.
Już na początku kapitalną szansę po centrze Pięczka miał Długosz, lecz niecelnie strzelił głową z paru metrów. Dobrą okazję na początku drugiej połowy miał też Mariusz Stępiński, ale główkował tak, że Alex Paulsen nie musiał się mocniej wysilać. Stępiński mocno wszedł do Korony, dwukrotnie trafił na stadionie Legii Warszawa, jednak od tego czasu obniżył loty. W kolejnych ośmiu występach zdobył już ledwie dwie bramki – z rzutu rożnego z Lechem i z rzutu karnego z Arką Gdynia. A pomijając dzisiejszy mecz, zawsze grał przynajmniej 75 minut.
Z kolei przy stanie 3:1 okropny błąd w rozegraniu popełnił Rodin. Cebula został zblokowany przez Diaczuka, a powinien podawać do niepilnowanego Gustafsona. Dziś dla odmiany to raczej Diaczuk naprawiał błędy trochę nieporadnego w tyłach Rodina. Chorwat zaliczył ładną asystę przy golu Kapicia, co nie zmienia faktu, że tym razem nie był pewnym punktem w tyłach.
Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore
Lechia oszczędziłaby sobie finałowych emocji, gdyby wcześniej Cirković należycie sfinalizował kontrę Wjunnyka, ale kopnął tak, że Dziekoński skutecznie interweniował.
Gdańszczanie odnieśli bardzo ważne zwycięstwo w kontekście ich położenia w tabeli. Przewaga nad strefą spadkową wzrosła do siedmiu punktów. Korona ma „oczko” mniej i pozostawia swoich kibiców w niepewności. Obie ekipy następny mecz mają już w piątek – Lechia w Płocku, Korona u siebie z Jagiellonią.
Zmiany:
Legenda
CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:
- Rajović nokautuje Pogoń, która absolutnie nie ma sensu
- Haditaghi grzmi po porażce. „Niedopuszczalny poziom”
- Oto polski król strzelców Ekstraklasy? Komedia bramkarza w Radomiu
Fot. Newspix