Już w tamtym roku apelowaliśmy do Jana Urbana, żeby nie wahał się powołać Bartosza Nowaka. On nie jest w formie od miesiąca czy dwóch, tylko w zasadzie – z paroma przerwami – od pięciu sezonów. Dziś w prestiżowym starciu z Górnikiem Zabrze pomocnik GKS-u Katowice na oczach selekcjonera kolejny raz pokazał klasę.
To był mecz bardzo zacięty, który mógł się potoczyć w różne strony. Różnicę zrobiły szczegóły, w tym klasa indywidualna Nowaka. 32-latek otworzył wynik, gdy zachował najwięcej przytomności umysłu w zamieszaniu w polu karnym i mocnym strzałem nie dał szans Marcelowi Łubikowi.
GKS Katowice – Górnik Zabrze 3:1. Bartosz Nowak znów błyszczał
Tym samym Nowak w każdym z pięciu tegorocznych występów notuje przynajmniej jeden ofensywny konkret.
- z Zagłębiem Lubin gol i asysta
- z Widzewem Łódź asysta
- z Legią Warszawa asysta
- z Arką Gdynia asysta
- z Górnikiem Zabrze asysta
Te podstawowe liczby w ofensywie jednak nie oddają wszystkiego. Nie pokażą na przykład, że od świetnego prostopadłego podania Nowaka zaczął się finał akcji, która przyniosła gospodarzom drugiego gola. Marcel Łubik zdołał jeszcze wygrać pojedynek z Ilją Szkurinem, ale przy dobitce Marcela Wędrychowskiego był już bezradny.
Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore
Nowak wcześniej samemu miał szansę zdobyć drugą bramkę. Adam Zrelak zgrał mu na „ścianę”, ale uderzenie bez przyjęcia obronił Łubik, który tym razem robił, co mógł, a kibice pretensje mogą zgłaszać do jego kolegów z pola.
I to zarówno do tych z obrony, jak i z przodu. Dość długo mieliśmy bowiem remis ze wskazaniem na Górnika. Goście dominowali i stwarzali zagrożenie. Sondre Liseth zmarnował wyśmienitą okazję, bo zamiast od razu dobić strzał Maksyma Chłania próbował przyjmować piłkę i zrobił to źle. Potem tuż obok słupka uderzał debiutujący w pierwszym składzie Yvan Ikia Dimi. A po przerwie Chłań znów łapał się za głowę, bo jego efektowny strzał zatrzymał się na słupku. Przed tygodniem z Pogonią Szczecin dwukrotnie trafiał w obramowanie bramki. Ma chłopak pecha, co tu dużo gadać.
Zabójczy finisz gospodarzy
Górnik w międzyczasie wyrównał, bo Liseth tym razem zachował się jak rasowy snajper i od razu poszedł za strzałem wbiegającego Hellebranda, dzięki czemu na koniec musiał tylko dopełnić formalności.
GKS inicjatywę przejął dopiero w ostatnich fragmentach meczu. Rafał Górak bardziej trafił ze zmianami niż Michal Gasparik.
O golu na 2:1 już pisaliśmy, a na deser kibice otrzymali rzut karny zamieniony na bramkę przez Arkadiusza Jędrycha. Sędzia Patryk Gryckiewicz najpierw pokazał Szkurinowi żółtą kartkę za próbę wymuszenia jedenastki. Po długo trwającej analizie zmienił decyzję o 180 stopni: karny i oczywiście anulowana kartka dla Białorusina. Będą dyskusje, ale bliżsi jesteśmy wersji, że Michał Rakoczy wystawił kolano i sfaulował przeciwnika, który już mu uciekał z piłką. Szkoda, że Gryckiewicz nie stwierdził tego od razu.
GKS Katowice odniósł już trzecie wiosenne zwycięstwo i chyba wypisuje się z rozpaczliwej walki o utrzymanie. Górnik natomiast kontynuuje wyhamowywanie z końcówki ubiegłego roku. W ostatnich dziewięciu ligowych kolejkach wygrał ledwie raz. Pozycja w tabeli jeszcze jest dobra, strata do podium wciąż niewielka, ale jeszcze chwila w takiej formie i nastąpi powrót do środka tabeli – z adnotacją, że na wszelki wypadek warto oglądać się za siebie.
Zmiany:
Legenda
Fot. Newspix