Dwa miliardy osób bez szans na mundial dla ich kadry. Tak szejkowie kupują MŚ

AbsurDB

Autor:AbsurDB

05 października 2026, 14:58 • 7 min czytania 4

Reklama
Dwa miliardy osób bez szans na mundial dla ich kadry. Tak szejkowie kupują MŚ

O tym, że pieniądze i argumenty najsilniejszych rządzą w rozgrywkach organizowanych przez FIFA i UEFA wiemy od dawna. Wydaje nam się, że gorzej być nie może. Tymczasem to, co wyprawiają szejkowie z krajów arabskich woła o pomstę do nieba. Planują zabetonowanie eliminacji do mistrzostw świata tak, by zespoły spoza kontynentalnej czołówki nie miały żadnej, choćby teoretycznej szansy awansu! W ten sposób przed rozpoczęciem azjatyckich eliminacji kraje liczące łącznie ponad dwa miliardy mieszkańców w ogóle nie będą mogły dostać się na najważniejszą piłkarską imprezę czterolecia. O co chodzi?

Reklama

Rewolucyjne zmiany w Azji. Tylko niektórzy będą mogli awansować na mundial!

Liga Narodów jako rozgrywki zastępujące mecze towarzyskie była całkiem niezłym pomysłem. Wprowadziły ją już Ameryka Północna i Europa. U nas staje się ona właściwie integralną, dość istotną częścią eliminacji do wielkich turniejów. W przyszłości jej rola będzie jeszcze większa. Europejskie eliminacje mistrzostw świata będą rozgrywane w formule dwóch dywizji. Awans bezpośredni będzie można wywalczyć tylko z elity. Outsiderzy będą mogli osiągnąć co najwyżej baraże. Przed wygraną z Rumunią poważnie trzeba było brać pod uwagę scenariusz, w którym groziłoby to Polsce.

Jednak w tym systemie nawet najsłabsze drużyny naszego kontynentu wciąż będą mogły awansować na mundial. Co prawda tylko przez baraże, ale od początku eliminacji będzie ścieżka, która nawet San Marino da szansę. Tymczasem władze azjatyckiego futbolu poszły o krok dalej. Stwierdziły: „Nie będziecie nam się tu pałętać. W ogóle nie dostaniecie możliwości awansu na mundial!”.

Azjatycka Konfederacja Piłki Nożnej zaproponowała, by w formule Ligi Narodów odbywały się tamtejsze kwalifikacje do mistrzostw świata. Kontynent zostanie podzielony na trzy dywizje: dwie pierwsze liczące po 18 drużyn i najniższa, składająca się z 11 ekip. Oczywiście będzie można awansować i spadać, ale awans na mundial wywalczą wyłącznie najlepsi uczestnicy najwyższej z lig. Mało tego, na finały mistrzostw kontynentu mają oni awansować… w komplecie. O pozostałe miejsce rywalizować będą wyłącznie drużyny drugiej ligi.

Reklama

Katar to obecnie panujący mistrz Azji.

Do wyłonienia szczęśliwej osiemnastki jeszcze daleka droga. Nowy system ma zdecydować o awansie dopiero na mundial w 2034 roku. Jednak biorąc pod uwagę obecny ranking FIFA, głównymi kandydatami do gry w elicie powinny być:

  • Japonia,
  • Iran,
  • Australia,
  • Korea Południowa,
  • Arabia Saudyjska,
  • Uzbekistan,
  • Katar,
  • Irak,
  • Emiraty,
  • Jordania,
  • Oman,
  • Syria,
  • Palestyna,
  • Tajlandia,
  • Chiny,
  • Bahrajn,
  • Wietnam,
  • Tadżykistan.

Dwa i pół miliarda ludzi bez szansy na mistrzostwa świata!

Przy takim składzie najwyższej dywizji cała reszta kontynentu w ogóle nie miałaby szansy awansować na mundial już przed rozpoczęciem kwalifikacji! A mówimy o takich krajach, jak Indie (1,5 miliarda mieszkańców), Indonezja (prawie 300 milionów), Pakistan (ponad 200 milionów), Bangladesz (prawie 200 milionów) czy Filipiny (ponad 100 milionów) i wiele innych. A pamiętajmy, że wcale nie są pewni znalezienia się w elicie Chińczycy, których jest prawie tylu, co mieszkańców Indii. Co ciekawe, Chiny i Indonezja ubiegały się o prawo organizacji mundialu w 2034 roku. Ale przegrały z… Arabią Saudyjską.

Łącznie kraje, które nie miałyby żadnej szansy awansu na mundial, liczą na dziś ponad dwa i pół miliarda mieszkańców!!! Jaki jest sens tego, by tak wielką rzeszę ludzi wykluczać z choćby cienia szansy na awans na największy turniej na świecie? Jaką korzyść mają z tego sponsorzy, a przede wszystkim sama FIFA? To region, w którym popularność i apetyt na piłkę nożną są gigantyczne, co potwierdza frekwencja na tournee europejskich klubów. Wszystko tylko po to, by drużynom szejków z Zatoki Perskiej było znacznie łatwiej awansować na mundial?

Reklama

Oczywiście, to w większości piłkarsko kraje słabe, które miałyby poważne problemy z awansem. Ale w ostatnich kwalifikacjach świetnie spisała się choćby Indonezja, która zremisowała z Australią, wygrała z Chinami i okazała się lepsza w dwumeczu trzeciej rundy od Arabii. Na trybunach zjawiało się nawet 70 tysięcy kibiców prezentujących efektowne oprawy:

Wygląda na to, że kraje arabskie wystraszyły się tego, że mogą zacząć mieć coraz poważniejszą konkurencję na kontynencie. Szejk Salman bin Ibrahim Al Khalifa, szef Azjatyckiej Federacji, swoją propozycją wpisuje się w wieloletnie tradycje prób wspierania zachodu tego kontynentu wszelkimi regulaminowymi sztuczkami.

Reklama

Robią, co mogą, by pomóc swoim

W latach 2006-2014 Azjatycką Ligę Mistrzów tylko raz wygrał zespół z krajów Zatoki Perskiej. Nic więc dziwnego, że w 2014 roku wprowadzono podział na wschód i zachód także w fazie pucharowej. W efekcie kluby arabskie nie musiały mierzyć się z rywalami z mocnych lig Korei, Japonii czy Australii wcześniej, niż dopiero w finale rozgrywek!

Nawet jednak wewnątrz swojego regionu arabskie zespoły mają mocną konkurencję, w której przoduje Iran. By nieco zniwelować jego przewagę, przez wiele lat mecze między zespołami z Arabii i Iranu musiały być rozgrywane na neutralnym terenie. Główną korzyść przyniosło to przeciwnikom Iranu, bo tamtejsze kluby nie mogły występować przed swoją żywiołową, często stutysięczną publicznością.

Trzy lata temu przeforsowano zmianę z systemu wiosna-jesień na ten znany z rozgrywek w Europie. Także to sprzyjało klubom z zachodu kontynentu. Ze względów klimatycznych w Korei i Japonii od lat preferowano rozgrywki przeprowadzane w trakcie roku kalendarzowego. W krajach Zatoki Perskiej wolą z kolei grać zimą, co widzieliśmy chociażby podczas mundialu w Katarze.

Żeby zminimalizować ryzyko porażki z klubami z innych części Azji, szejkowie wpadli na jeszcze jeden pomysł. Od dwóch sezonów decydująca faza Ligi Mistrzów odbywa się w jednym miejscu. Nie ma systemu z rewanżami. Decyduje jeden mecz na „neutralnym” terenie. A konkretnie w Dżuddzie w Arabii Saudyjskiej. Dwa razy z rzędu. Nic więc dziwnego, że rozgrywki dwa razy z rzędu wygrało tamtejsze Al-Ahli. W przyszłym roku finał także odbędzie się w tym kraju. Ostatnią edycję rozgrywaną w starym systemie mecz i rewanż wygrała japońska Urawa prowadzona przez Macieja Skorżę.

Reklama

 

No limits!

Szejkowie zadbali też, żeby ich pieniądze mogły w większym stopniu przekładać się na wyniki ich drużyn. A tu istotnym ograniczeniem od zawsze była… jakość miejscowych zawodników. Arabskie, katarskie czy emirackie kluby sięgają teraz nie tylko po wielu Polaków, ale też po najlepszych graczy świata. Dlatego najpierw z trzech do pięciu zwiększono limit zawodników spoza Azji.

Teraz postanowiono nie bawić się w żadne konwenanse. Zniesione zostały wszelkie ograniczenia. Każdy może zatrudnić tylu obcokrajowców, ilu mu się żywnie podoba. Efekt? Niektóre kluby mają w szerokim składzie nawet prawie… czterdziestu zawodników!

Reklama

Wcześniejsze cyrki z naturalizacjami graczy, którzy nie mieli wiele wspólnego z krajami arabskimi, straciły sens w piłce klubowej. Oczywiście w reprezentacyjnej wciąż się opłacają. Dziesięciu reprezentantów Kataru na ostatnim mundialu urodziło się poza tym krajem.

W 2023 ten kraj podebrał Chinom prawo organizacji mistrzostw kontynentu i przesunął termin turnieju na zimę. Następnie na swoim terenie wygrał, także dlatego, że kraje wschodniej Azji nie mogły powołać na turniej wszystkich swoich zawodników grających na co dzień w Europie.

Do szokującej zmiany zasad w trakcie gry doszło w kwalifikacjach do ostatniego mundialu. Zgodnie z regulaminem wieńcząca wszystko faza barażowa miała odbywać się na stadionach dwóch najwyżej sklasyfikowanych tej fazy. Powinny być to Emiraty i Irak. Tymczasem Azjatycka Federacja jak gdyby nigdy nic przyznała prawo organizacji… Katarowi i Arabii Saudyjskiej. W dodatku organizatorzy mieli najdłuższą przerwę między meczami, a do tego znali wyniki, które dawały im awans, bo grali ostatnie mecze grupowe. Nic więc dziwnego, że oba kraje zajęły pierwsze, dające awans miejsca.

Arabian Football Federation

Wygląda więc na to, że arabscy szejkowie naginają przepisy nie tylko w Manchesterze City. Czy jednak natkną się w końcu w Azji na jakąś tamę, być może taką, jaką postawi przed nimi Premier League? Po ostatniej propozycji AFC, która odbiera większości kontynentu szanse awansu na mundial, czara goryczy się przelała. Doszło nawet do tak zaskakujących sojuszy, jak pakistańsko-indyjski. Tamtejsze media są oburzone propozycją i chcą wspólnie z nią walczyć.

Reklama

W zgodnej opinii fanów federacja AFC powinna zmienić nazwę z Asian na Arabian Football Confederation. A my narzekamy na Kuleszę, Ceferina i Infantino…

Fot. Newspix.pl

Reklama
4 komentarze
AbsurDB

Kocha sport, a w nim uwielbia wyliczenia, statystki, rankingi bieżące i historyczne, którymi się nałogowo zajmuje. Kibic Górnika Wałbrzych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Inne reprezentacje

Selekcjoner Chorwatów może podać się do dymisji. Kandydatem na następcę… trener Wieczystej?

Braian Wilma
2
Selekcjoner Chorwatów może podać się do dymisji. Kandydatem na następcę… trener Wieczystej?

Inne reprezentacje

Reklama
Inne reprezentacje

Selekcjoner Chorwatów może podać się do dymisji. Kandydatem na następcę… trener Wieczystej?

Braian Wilma
2
Selekcjoner Chorwatów może podać się do dymisji. Kandydatem na następcę… trener Wieczystej?