Już trudno powiedzieć, czy śmiać się, czy płakać – wszyscy wiemy, jak wielkie problemy ma Cracovia z napastnikiem. Jeden odszedł, reszta jest albo słaba, albo kontuzjowana. No i gdy ten potencjalnie dobry snajper, Charpentier, w końcu wychodzi w pierwszym składzie, gra bardzo dobrze i strzela gola, to… w przerwie zgłasza uraz i schodzi z boiska. Szkoda zawodnika, ale też dla trenera Luki Elsnera ten sezon to szkoła życia.
O Charpentierze słyszeliśmy, że na treningach – gdy tylko jest zdrowy, czyli rzadko – potrafi błyszczeć, jest skuteczny i wygląda na gościa, który w tej lidze mógłby zrobić różnicę. Trudno było nie patrzeć na te historie przez palce, ale dziś dało się zobaczyć, że to wszystko ma szansę być prawdą. Bramka to jedno, kiedy na pełnym gazie minął Marcjanika i bardzo precyzyjnie uderzył, ale on po prostu dawał Pasom dużo opcji do grania i był dla rywali nieustannie niebezpieczny. Wchodził w pojedynki, oddawał strzały, trzy celne przez 45 minut, utrzymywał się przy piłce, krótko mówiąc – dzik.
W przerwie w rozmowie z reporterem Canal Plus stwierdził, że czuje się dobrze i oby tak dalej, ale na drugą połowę już nie wyszedł. Uraz. Pewnie jeszcze przez adrenalinę nie czuł bólu w trakcie wywiadu, ale w szatni to wszystko puściło.
Naprawdę można rozłożyć ręce z niedowierzenia. Ma prawo to zrobić on sam, trener, koledzy z drużyny. Bo o ile łatwiej by się grało, gdyby taki Charpentier był dostępny cały czas…
Cracovia – Arka Gdynia 2:2. Zaskakująco ciekawy mecz
Ktoś powie, że w gruncie rzeczy Cracovia strzeliła dzisiaj tyle samo goli z nim, co bez niego, ale gołym okiem było widać brak klasycznej dziewiątki. W polu karnym Arki spadło kilka takich piłek, że rasowy snajper po prostu stałby w tym miejscu, a też wydaje się, że przy okazji Hasicia ten Charpentier w formie z pierwszej połowy zachowałby się lepiej. Albo gdy pudłował Klich z dość bliska. Brakowało wyrachowania.
Tak czy tak oglądaliśmy całkiem przyjemne spotkanie, a trudno było się tego spodziewać – Cracovia jest bez formy, Arka na wyjazdach to zespół w gruncie rzeczy dowcipny. Tymczasem: działo się. W Arce błyszczał Kerk, który rozsyłał świetne piłki i zaliczył asystę przy golu Kubiaka. Ciekawe w czym Niemiec jest gorszy od tego przepłaconego zaciągu Widzewa? Trudno powiedzieć.
Drugą sztukę dla Arki upolował zaś Gutkovskis, który pokazał, co znaczy napastnik – przyjął piłkę w polu karnym, odwrócił się i nie dał szansy Madejskiemu. Wiadomo, że Kameri bronił w tej sytuacji żenująco, brakowało, by uścisnął rywala i powiedział: „masz, strzelaj”, ale potrafimy sobie wyobrazić, że ktoś bez snajperskiego uosobienia cuduje, podaje, kiwa i nie ma z tego gola.
Stanęło na remisie 2:2 i chyba sprawiedliwie. Wiele nam to o tabeli nie powie, gra o utrzymanie będzie jeszcze długo, długo trwać.
Zmiany:
Legenda
Czytaj więcej na Weszło:
- Na Słowacji chwalą Gasparika. „Ma najjaśniejszą przyszłość”
- Pożegnanie Frederiksena po obronie tytułu byłoby głupotą
- Jest komunikat Legii. Piłkarz w tym sezonie już nie zagra
Fot. Newspix