Były trener Francji reaguje na film Netflixa. „Czuję się zraniony i zdradzony”

Maciej Bartkowiak

Opracowanie:Maciej Bartkowiak

14 maja 2026, 13:00 • 5 min czytania 11

Reklama
Były trener Francji reaguje na film Netflixa. „Czuję się zraniony i zdradzony”

Na Netfliksie ukazał się dokument przedstawiający bunt reprezentantów Francji na mistrzostwach świata 2010 w reakcji na wyrzucenie z kadry Nicolasa Anelki. Ówczesny selekcjoner Trójkolorowych zareagował na dokument oświadczeniem. Twierdzi, że produkcja jednoznacznie przedstawia go w złym świetle, a fragmenty jego dziennika są wyrwane z kontekstu. Dodaje, iż obiecano mu nadzór nad tym, które jego wypowiedzi pojawią się w filmie, ale słowa nie dotrzymano.

Reklama

Anelka wcale nie obraził Domenecha

13 maja Netflix opublikował dokument opowiadający o pamiętnym buncie reprezentantów Francji podczas mistrzostw świata 2010. Przed ostatnim meczem fazy grupowej z RPA (1:2) Trójkolorowi nie wyszli na trening w ramach protestu za wyrzucenie z kadry Nicolasa Anelki. W reakcji na zejście z boiska już po pierwszej połowie spotkania z Meksykiem (0:2) Anelka miał obrazić ówczesnego selekcjonera reprezentacji Francji. Raymond Domenech miał usłyszeć „Pi****ol się, sku****ynu”. Wkrótce do francuskich mediów wyciekła wersja z takimi słowami.

Anelka jednak takiego zdania nie wypowiedział, co w dokumencie Netflixa przyznaje sam Domenech. – K***a, czemu sam nie wybierzesz składu? Tylko to usłyszałem. Jestem pewien, że nie nazwał mnie sku*****nem. Nigdy tak do mnie nie powiedział – przekonuje. Zapytany, dlaczego nie zaprzeczył doniesieniom mediów, stwierdził: – Cóż… Miałem to gdzieś. Naprawdę. Nie macie pojęcia, jak bardzo. Kłamać, zaprzeczać… Nie obchodziło mnie to. Dlatego też nie oponował za decyzją ówczesnego prezesa francuskiej federacji o wyrzuceniu Anelki.

Reklama

Do przystania na decyzję Jean-Pierre’a Escalettesa przyczynił się również brak przeprosin ze strony Anelki. Z opowieści ówczesnego kapitana francuskiej kadry, Patrice’a Evry, wynika, że piłkarze chcieli, aby Domenech zszedł do nich i usłyszał przeprosiny. Domenech mówi jednak, że to zawodnicy powinni przyjść do niego, a nie on do nich. – Ego Raymonda było zbyt duże. Chciał ukarać Nicolasa – twierdzi Gallas. – To była sprawa osobista. Tak to widzę – dodaje Evra. Domenechowi mówi także, że nie spodobało mu się nazwanie go po imieniu przez Anelkę.

Domenech zareagował na dokument

W 80-minutowym dokumencie „Autobus: Strajk piłkarzy reprezentacji Francji” pojawiają się także fragmenty prowadzonego od lat przez Domenecha dziennika. Wątek nieudanej próby przeprosin Anelki kwitują zdania: – Nie spodziewałem się, że przeprosi. Wiem, jaki jest. Pod tym względem jest dupkiem. Czasem ogarnia mnie nienawiść do tych idiotów. W reakcji na film Netflixa Domenech wydał oświadczenie, z którego wynika, że fragmenty pamiętnika były wyrwane z kontekstu, a twórcy chcieli przedstawić go w jak najczarniejszym świetle:

– Każdy, kto w pewnym momencie życia prowadził pamiętnik, wie, jak okrutne mogą czasami być spisane myśli wobec innych (i samego siebie). Że nie powinny być przekazywane w takiej formie, w jakiej są. I przede wszystkim, że pozwalają w danym momencie trzymać przy życiu autora, przytłoczonego z wszystkich stron, uginającego się pod ciężarem nieuzasadnionej i niezwykle gwałtownej presji. Mówiłem o moim życiu prywatnym, życiu trenera, który przeżywa z grupą piłkarzy chwile, które czasami są szczęśliwe, a czasami pełne napięcia.

– To miał być dokument pełen wyjaśnień, refleksji i przemyślanej analizy. A był to wyjątkowo brutalny akt oskarżenia skierowany przeciw mnie. Miał to być dobrze zrobiony dokument, w którym każda strona zostałaby przedstawiona uczciwie. Był to film całkowicie stronniczy, cechujący się odrażająco dużą stronniczością. Nie zgodziłem się na udział w filmie, aby zwrócić na siebie uwagę, czy wyrównać rachunki (…) Produkcja, którą zmienialiśmy dwa razy w ciągu dwóch lat, nie dotrzymała obietnic i zawiodła moje zaufanie.

Reklama

– Ustaliliśmy, że warunkiem mojego udziału będzie prawo do nadzorowania wszystkiego. Odmówiono mi tego. Nie zaakceptowałbym nigdy takiej wersji, bo nie odzwierciedla ani tego, co mówiłem (wybierz najsoczystsze fragmenty, wytnij, zmontuj, ułóż, a dostaniesz film sensacyjny, którego jedynym celem jest „wywołanie zamieszania”, uzyskanie wysokich oceń i zdyskredytowanie człowieka), ani tego, kim jestem. Czuję się zraniony i zdradzony. Czuję, że to naruszenie mojej duszy. Na chwilę okradziono mnie z emocji.

– Twórcy dokumentu postawili na sensację i nieszczerość. To nie są moje wartości. Potrafię być buntowniczy, często prowokacyjny, ale ani nie jestem lekceważący, ani złośliwy, ani arogancki. Chcę głęboko zaprzeczyć dokumentowi, którego wulgarność i sensacyjność równają się z jego brakiem etyki. Nie przynosi to chwały ani futbolowi, ani dziennikarstwu. Chcę podziękować ludziom, których kocham i którzy mnie kochają, którzy pomagają mi stawić czoła tej niesprawiedliwej i gwałtownej burzy. A także wszystkim, którzy co dzień widzą mnie na ulicy i okazują mi przyjaźń, wsparcie i wdzięczność. Ich przyjaźń jest bezcenna, a ich szczerość i życzliwość głęboko mnie poruszają.

Reklama

Ribery wywołany do tablicy

Druga połowa filmu stoi pod znakiem dochodzenia, który członek zespołu wypuścił do mediów nieprawdziwą informację. Pada sugestia, że stał za tym Franck Ribery, ale zrobił to nieintencjonalnie. – Wszystko zaczęło się od rozmowy z Riberym w strefie mieszanej. Franck miał powiedzieć: Między trenerem a Nico doszło do spięcia. Dziennikarze zaczęli drążyć. Więc do kogo dzwonili? Do wszystkich kontaktów bliskich zawodników. I wtedy historia wybuchła  – mówi Domenech. Być może istnieje nagranie, na którym Ribery wypowiada te słowa.

– Może Franck kiedyś się przyzna. Ale nie mam mu tego za złe. Francky to mój człowiek – dodaje z uśmiechem Evra. Wywołany do tablicy Ribery zareagował na te sugestie. Na swoim Instagramie opublikował relację, w której napisał: – Mamma mia, Domenech. Kocham cię tak bardzo. Po prostu… prawdziwą historię opowiem później. No to do zobaczenia, przystojniaku. 

Reklama

fot. Newspix

11 komentarzy
Maciej Bartkowiak

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Mundial 2026

Klose pogratulował Messiemu. „Zawsze mówiłem, że nie jest zły”

Braian Wilma
0
Klose pogratulował Messiemu. „Zawsze mówiłem, że nie jest zły”

Inne reprezentacje

Reklama
Bundesliga

Bayern blisko pozyskania nowego obrońcy. Już błyszczy na mundialu

Kacper Korpak
4
Bayern blisko pozyskania nowego obrońcy. Już błyszczy na mundialu