Anglicy znów nie dali rady PSG. Obrońcy tytułu wyrównali rekord

Maciej Bartkowiak

08 kwietnia 2026, 23:13 • 5 min czytania 2

Reklama
Anglicy znów nie dali rady PSG. Obrońcy tytułu wyrównali rekord

PSG niczym śmierć w słynnym memie zapukało do kolejnych drzwi i po raz kolejny rozprawiło się z drużyną z Premier League. Obrońcy tytułu przed własną publicznością ograli 2:0 Liverpool, a ustępujący mistrzowie Anglii mogą się cieszyć, że przed rewanżem mają do odrobienia tylko dwubramkową stratę. PSG już po raz ósmy z rzędu nie przegrało w fazie pucharowej, co jest wyrównaniem najlepszego wyniku wśród francuskich klubów.

Reklama

Na Parc des Princes spotkały się zespoły, które oddały najwięcej celnych strzałów w tej edycji Ligi Mistrzów. Obrońcy tytułu 90, mistrzowie Anglii pięć mniej. Piłka po strzałach PSG aż 34 razy wylądowała w bramce, co ex aequo z Bayernem było najlepszym wynikiem w tej edycji LM. Przy 11 bramkach bezpośredni udział miał Chwicza Kwaracchelia i brakowało mu już tylko trzech punktów do wyrównania klubowego rekordu. W poprzedniej edycji Ligi Mistrzów rekordowe dla PSG 14 punktów w kanadyjce zdobył Ousmane Dembele.

Znów szybko wyprowadzili cios

Jeden z punktów ubiegłoroczny laureat Złotej Piłki zdobył w pamiętnym rewanżu na Anfield, po którym PSG zameldowało się w ćwierćfinale. Przegrane po rzutach karnych starcie wydaje się zresztą punktem zwrotnym w kadencji Arne Slota. Przed rewanżem Liverpool wygrał 76% meczów pod wodzą Holendra, ale od czasu tego starcia ledwie 50% spotkań. Dembele na Anfield do siatki trafił w 12. minucie i także teraz Paryżanie w podobnym momencie wyszli na prowadzenie. Desire Doue już w 11. minucie strzelił gola na 1:0 i miał przy tym trochę szczęścia.

Reklama

Piłka po jego strzale odbiła się bowiem od Ryana Gravenbercha, co zmyliło Giorgiego Mamardaszwiliego. Doue zdobył piątą bramkę w tym sezonie Ligi Mistrzów i już wyrównał swój dorobek z poprzedniej edycji. Wówczas do zdobycia pięciu bramek potrzebował 16 występów, teraz zaledwie dziewięciu. W tym momencie PSG stało się najskuteczniejszą drużyną w tej edycji LM. Zaznaczmy, że poprzednie 34 gole strzeliło z 25,21 xG, co było mniejszą nadwyżką tylko od Barcelony. Barca przed ćwierćfinałami była 9,95 na plusie.

Liverpool zaś z pozostałych uczestników był na największym deficycie. Zdobył 24 bramki, a statystyka goli oczekiwanych wynosiła 27,67. The Reds zmarnowali zresztą najwięcej okazji w tej edycji Champions League – aż 41. Licznik w 40. minucie podbił Jeremie Frimpong, który po sprytnym podaniu Floriana Wirtza uderzył tuż obok dalszego słupka. Znacznie większe pudło zaliczył jednak kilka minut wcześniej Doue. Po dograniu Nuno Mendesa stanął oko w oko z Mamardaszwilim i zdecydował się uderzyć między nogi Gruzina, ale ten nie dał się ośmieszyć.

Reklama

Chwicza pokonał rodaka

Na początku drugiej połowy Mendes znów mógł poczuć się okradziony. Tym razem asysty pozbawił go Dembele. Dostał od Portugalczyka „patelnię”, ale z okolicy punktu karnego posłał piłkę wysoko nad poprzeczką. A propos punktu karnego, kilka minut później sędzia José Sánchez Martínez stanowczo dał do zrozumienia, że na wapno nie wskaże. Jedenastki domagał się Alexis Mac Allister, ale Willian Pacho chował rękę, w którą został nastrzelony. Rzut karny dałby Liverpoolowi nadzieję, że coś da się tu jeszcze ugrać. Po chwili ta legła w gruzach.

W 65. minucie na 2:0 podwyższył Kwaracchelia, ale równie duże brawa należą także Joao Nevesowi. W bocznym sektorze posłał kapitalne prostopadłe podanie między nogami Frimponga. Kwaracchelia w tym czasie urwał się, po przyjęciu piłki minął swojego rodaka i na koniec strzelił do pustej bramki. Gruzin został pierwszym od sezonu 2021/22 zawodnikiem, który strzelił gola w czterech meczach fazy pucharowej Ligi Mistrzów z rzędu. Jako ostatni dokonał tego Karim Benzema. Francuz trafiał do siatki w pięciu meczach z rzędu – strzelił wtedy 10 goli.

Reklama

Mogły być dwa karne

Frimpong raz jeszcze dał się ośmieszyć. W końcówce podstawowego czasu gry minął się z piłką i Ousmane Dembele znalazł się w sytuacji dwa na dwa. Podał do Lee Kang-Ina, który zmienił Doue, a Koreańczyk odegrał wbiegającemu w pole karne koledze. Dembele huknął w kierunku bliższego słupka, jednak piłka trafiła w obramowanie. Męki Holendra na początku doliczonego czasu zakończył zaledwie 18-letni Trey Nyoni.

A kilka minut później męki całego Liverpoolu zakończył sędzia. Na koniec hiszpański arbiter nasłuchiwał jeszcze, czy PSG należy się rzut karny po przewinieniu Ibrahimy Konate. VAR uznał jednak, że Francuz nie wytrącił z równowagi Nuno Mendesa. Konate już wcześniej był zamieszany w potencjalny rzut karny. W 70. minucie Sánchez Martínez początkowo wskazał na wapno, lecz po zobaczeniu na monitorze powtórek uznał, że stoper The Reds nie faulował swojego rodaka, Warrena Zaire-Emeriego.

Reklama

Piłkarze PSG już ósmy raz z rzędu nie przegrali w fazie pucharowej, co jest wyrównaniem najlepszego wyniku wśród francuskich zespołów. Rekord ustanowił Lyon. Dwubramkowej zaliczki piłkarze Luisa Enrique bronić będą 14 kwietnia. Na Anfield pojadą wypoczęci, bo Ligue 1 zgodziła się na przełożenie ich wyjazdowego starcia z Lens, które miało zdecydować o mistrzostwie Francji. Tak dobrze nie ma Liverpool, gdyż w weekend będzie musiał podjąć Fulham.

PSG – Liverpool 2:0 (1:0)

  • 1:0 – Desire Doue ’11
  • 2:0 – Chwicza Kwaracchelia ’65

CZYTAJ WIĘCEJ O LIDZE MISTRZÓW NA WESZŁO:

fot. Newspix

Reklama
2 komentarze
Maciej Bartkowiak

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama