Jagiellonia Białystok do meczu z Araratem-Armenia przystępowała nie tylko z presją odniesienia pierwszego zwycięstwa w Lidze Europy, ale także uniknięcia poważnego kryzysu i totalnego zakopania się w marazmie. Jaga miała na koncie cztery porażki z rzędu i ewentualna wpadka z niżej notowanym rywalem mogłaby ją na dobre pogrążyć. Nic więc dziwnego, że na pomeczowej konferencji trener Adrian Siemieniec był w bardzo dobrym humorze po wygranej 3:1.
Doceniał on zarówno postawę drużyny jako całości, jak i poszczególnych piłkarzy.
Adrian Siemieniec bardzo zadowolony po wygranej z Araratem
– Zobaczyłem nie jedenastu dobrych zawodników, tylko zespół, który razem bronił, atakował, wychodził do kontrataku, razem atakował pole karne i bronił pola karnego. Było dużo poświęcenia, determinacji, komunikacji, z czego bardzo się cieszę, bo potrzebowaliśmy tego, by wrócić do naszego fundamentu. Ja dzisiaj go widziałem – podkreślił Siemieniec.
– Mimo że ten mecz miał taki scenariusz, że straciliśmy gola na 0:1, co dodatkowo utrudnia sprawę po czterech porażkach, widać było, że zespół był nie tyle spięty, co aż nadto skupiony. Bramka stracona prosto, łatwo można było uniknąć jej, ale niesamowite brawa, że w takim momencie tak szybko zespół potrafił się podnieść. Determinacja przy golach była na najwyższym poziomie. Na bardzo dobrym poziomie też broniliśmy, nie przypominam sobie innej czystej sytuacji dla przeciwnika – dodał.
#JAGARA @AdiSiemieniec (@Jagiellonia1920): Dołączam się do podziękowań dla kibiców za wsparcie i doping. Dziękuję i gratuluję drużynie bardzo dobrego meczu i bardzo ważnego zwycięstwa w niełatwym momencie. Zobaczyłem nie 11 dobrych zawodników, tylko zespół, który razem bronił, atakował, wychodził do kontrataku, razem atakował pole karne i bronił pola karnego. Było dużo poświęcenia, determinacji, komunikacji i bardzo się z tego cieszę, bo potrzebowaliśmy tego, by wrócić do naszego fundamentu. Ja dzisiaj go widziałem.
– Mimo że ten mecz miał taki scenariusz, że straciliśmy gola na 0:1, co dodatkowo utrudnia w takim momencie po czterech porażkach. Widać było, że zespół był nie tyle spięty, co aż nadto skupiony. Bramka stracona prosto, łatwo można było uniknąć jej, ale niesamowite brawa, że w takim momencie tak szybko zespół potrafił się podnieść. Determinacja przy golach była\ na najwyższym poziomie. Na bardzo dobrym poziomie też broniliśmy, nie przypominam sobie innej czystej sytuacji dla przeciwnika. Pomimo zapowiedzi środowiska, że przyjedzie słaby rywal i trzy punkty są pewne, to możemy się wyleczyć z tego w Lidze Europy. Każda drużyna ma tu jakość i odpowiedni poziom, by grać w tych rozgrywkach, bo aby tu trafić, trzeba najpierw osiągać dobre wyniki na własnym podwórku, a potem przejść przez eliminacje. Nie ma co oczekiwać, że cokolwiek dostaniemy za darmo. Dziś bardzo ciężko pracowalismy, by wygrać. Było to czuć i z tego bardzo się cieszę, ale to na razie tylko moment. Tylko dyscyplina i konsekwencja pozwoli nam to przedłużyć, bo jeszcze trudniej jest to utrzymać i kontynuować, by budować serię. Krok po kroku. Tera skupienie na regeneracji i spotkaniu ligowym. Bardzo ważnym, bo potrzebujemy punktów w lidze.
Obrona. – Analiza przed nami. Na gorąco jestem zadowolony z gry w defensywie. Jedno to wymiar taktyczny – ustawienie, założenia, błędy strukturalne czy dotyczące zachowań taktycznych. Druga rzecz to wartości, które są fundamentem w każdym działaniu, także w bronieniu. Poświęcenie, determinacja, bardzo ciężka praca bez piłki. Ja to widziałem. Pewnie nie uniknęliśmy błędów, ale widziałem zespół, który rzuca się do piłki i stara się wybronić każdą sytuację, który nie pozostawia kolegi samego w bronieniu. Dla mnie to punkt wyjścia, by bronić jeszcze lepiej. Bez tych wartości żadna taktyka nie pomoże, dlatego musieliśmy wrócić do wartości.
Mecz w Lubinie. – Nie myślałem jeszcze o meczu z Zagłębiem. Każdy kolejny krok jest najważniejszy, teraz musimy wrócić do punktowania do punktowania, ale gramy w trzech rozgrywkach. Dziś był kolejny mecz, który można było przegrać i mieć serię pięć meczów z rzędu. Wtedy jadąc do Lubina, sytuacja byłaby nieciekawa. Wierzę, że ten dzisiejszy mecz nada kierunek, da pewności siebie i zagramy w Lubinie dobry mecz zakończony dobrym wynikiem. Trzeba ciężko pracować na każdy punkt i powoli się budować. Trudny mecz nas czeka, bo ekstraklasa jest trudna i wymagająca, a każdy mecz wymaga bardzo dużej jakości nie tylko taktycznej, ale też z punktu widzenia wartości. Wierzę, że pojedziemy tam i będziemy ciężko pracować w każdej sekundzie. Wierzę, że utrzymamy to, co było dziś, i będziemy osiągać dobre wyniki.
Przełamanie Jóźwiaka. – Jeśli chodzi o indywidualne historie, to chciałbym zaczać od Kamila Jóźwiaka, bo myślę, że jeśli ktoś nie miał zaufania u kibiców, przede wszystkim w internecie, to to jest dokładny tego przykład. Wiele historii widziałem, gdy zawodnicy na początku nie mają szans grać, a potem przez konsekwencję, pokorę i ciężką pracę dochodzili do odpowiedniego poziomu. Kamil już na wysokim poziomie był – w reprezentacji, w poważnych ligach i klubach. Ta jego kariera miała różne etapy, nawet na poziomie Jagiellonii. Przyszedł z dużymi oczekiwaniami, on sam je miał i pewnie chciał nawet więcej, a jednak rzeczywistość okazała się inna. Obserwowałem go i widziałem w nim zmianę. Zawodnika, który już przychodził doświadczony i dojrzały, a i tak zarazem zawodnika, który teraz dojrzał. Można upaść, ale nie można się poddać. Trzeba wstać, pracować, być cierpliwym. Tak Kamil zrobił. Widziałem to od początku okresu przygotowawczego, jak też na początku sezonu, gdy złapał kontuzję. Wrócił, a my sprowadziliśmy nowych piłkarzy i musiał czekać. Ciężko pracował jednak na każdym treningu wyrównawczym, mimo że to nie jest najwygodniejsza sytuacja. On za każdym razem był gotowy, nastawienie do pracy i pokora były na najwyższym poziomie. Dzisiaj życie to oddało, ale i on na to zapracował, bo po obronionym strzale poszedł za dobitką i strzelił gola. Wszędzie było słychać, jak ten kamień spada z jego serca. Szczególnie jeśli chodzi o statystyki i pewnie słusznie, bo sam sobie zdawał sprawę z tego, ile było tych meczów bez gola. Ale nie chciałbym mówić tylko o golu, lecz też o tym, ile pracy dla zespołu włożył. Pokazał bardzo dużą intensywność, aspekty defensywne, na czym mi bardzo zależało, bo tego potrzebowałem od każdego piłkarza. Dzisiaj mogę tylko chwalić zespół, choćby takich piłkarzy jak Imaz, który był pierwszym obrońcą, ile było w nim poświęcenia. Bardzo się cieszę, że zespół pokazał te wartości i chciałbym, żebyśmy byli w tym konsekwentni.
Sow jako napastnik. – Oczywiście wszyscy byśmy oczekiwali, że mimo tego, że grał całe życie na skrzydle, to będzie jak Nik Prelec, czuł się naturalnie na środku ataku. To skrzydłowy, inaczej się funkcjonuje w bocznym sektorze, gdy musisz kontrolować tylko przestrzeń z boku. Tu trzeba kontrolować wszystko i grać tyłem do bramki. Musimy się tego nawzajem nauczyć, a na to potrzeba czasu. Nie miałem wiele oczekiwań, bo to tak nie działa. Oczekiwałem nastawienia, pracowitości i zaangażowania i to dostałem. Strzelił też gola, z tego się bardzo cieszę, to daje nabrać pewności siebie. To nie był idealny występ, ale wszyscy musimy włożyć pracę, by wyglądało to lepiej.
Agbonifo jako napastnik. – To samo z Jeremym. Nie wiem, czy on i Ousmane będą mogli być napastnikami. Wiem jednak, jakich wartości, jakiej jakości i jakich rzeczy chcę od skrzydłowych, żeby ten zespół wygrywał i dobrze bronił. Nie byliśmy idealni w ataku, ale byliśmy świetni w obronie jako drużyna.
Stojinović. – Dusan ostatni występ zaliczył w Alkmaar, to jest 10 miesięcy temu. To nie jest łatwe. Nie miał okresu przygotowawczego, dopiero ostatnie trzy tygodnie mu pomogły, gdy mógł zagrać w sparingach. Dziś wszedł na bok obrony, dał energię, intensywność i nastawienie, które były na najwyższym poziomie. Potrzebujemy jego mentalności.
Romanczuk. – Trudno powiedzieć coś nowego. Jego wartość dla tej drużyny jest trudna do wyceny. Potrzebowaliśmy jego powrotu i pewnie bym nie ściągał go z boiska, ale wiem, że on i Jesus muszą być czasem oszczędzani, by móc pomagać drużynie co 3-4 dni. Nie jest tajemnicą ich wiek, nie regenerują się już bardzo szybko i w końcówkach trzeba ich oszczędzać, by szybciej doszli do pełnej regeneracji. U Tarasa była też prewencja, by nie zagrał całego meczu po kontuzji. Zastanawialiśmy się, czy powinien grać od pierwszej minuty, ale jego obecność była bardzo ważna dla drużyny.
Wiadoma sytuacja. – Nie będę wymyślał bajek, nie było łatwo. Miałem bardzo trudne momenty, szczególnie na początku – czy ja, czy moja rodzina. Było bardzo ciężko, miałem poczucie w okolicach meczu z Wisłą, że upadłem. To był jeden z cięższych okresów w życiu, bo to też trochę przenikało na funkcjonowanie w życiu prywatnym. To dotknęło całą moją rodzinę, ale dostałem bardzo dużo wsparcia od rodziny, od żony i dzieci, od klubu, piłkarzy, sztabu. Miałem takie poczucie, że nie jestem w tym sam i dzięki temu podniosłem się, wstałem z kolan. Upadłem. Miałem takie poczucie, że jest ciężko, ale dziś czuję się silniejszy. Ta sytuacja wiele mnie nauczyła, ale też spowodowała, że to doświadczenie i co mnie spotkało, uczyniło mnie jeszcze silniejszym. Tak na to dzisiaj patrzę. Z optymizmem na to, co przede mną. Czasu już nie cofnę i mam wpływ tylko na to, co przede mną.
Oglądanie Ekstraklasy z góry. – Nie mogę powiedzieć, że to nie ma wpływu. Najwięcej pracy wykonuje się w treningu, ale w meczu trener też ma pracę do wykonania, jeśli chodzi o komunikację, obecność, mowę ciała. Zespół czuje emocje trenera. Wierzę, że w tej sytuacji zespół ze sztabem weźmie też odpowiedzialność i pomogą mi w ten sposób. Jestem w stanie pomóc taktycznie, ale mentalnie nie mam wpływu na zespół. Perspektywa odbioru meczu z góry jest zupełnie inna. Przy linii czujesz intensywność, emocje, u góry wymiar taktyczny jest inny, ale nie czujesz piłkarzy. To na pewno utrudnienie, ale nic z tym już nie zrobię. Stało się jak się stało. Jeszcze pięć takich meczów przede mną i muszę zrobić wszystko, aby jak najmocniej wesprzeć sztab i zespół.
— Kuba Seweryn (@KubaSeweryn) October 15, 2026
– Pomimo zapowiedzi środowiska, że przyjedzie słaby rywal i trzy punkty są pewne, to możemy się wyleczyć z tego w Lidze Europy. Każda drużyna ma tu jakość i odpowiedni poziom, bo aby tu trafić, trzeba najpierw osiągać dobre wyniki na własnym podwórku, a potem przejść przez eliminacje. Nie ma co oczekiwać, że cokolwiek dostaniemy za darmo. Dziś bardzo ciężko pracowaliśmy, żeby wygrać. Było to czuć i z tego bardzo się cieszę, ale to na razie tylko moment. Tylko dyscyplina i konsekwencja pozwoli nam to przedłużyć, bo jeszcze trudniej jest to utrzymać i kontynuować, by budować serię. Krok po kroku. Teraz skupienie na regeneracji i spotkaniu ligowym. Bardzo ważnym, bo potrzebujemy punktów w lidze – zaznaczył szkoleniowiec Jagiellonii.
Życie oddało Kamilowi Jóźwiakowi
Jednym z największych wygranych czwartkowego meczu był Kamil Jóźwiak, który niespodziewanie zagrał od początku i strzelił gola wyrównującego. To była jego pierwsza bramka w oficjalnym występie od 1278 dni.

Siemieniec: – Jeśli chodzi o indywidualne historie, to chciałbym zacząć od Kamila Jóźwiaka, bo myślę, że jeśli ktoś nie miał zaufania u kibiców – przede wszystkim w internecie – to jest to dokładny tego przykład. Wiele historii widziałem, gdy zawodnicy na początku nie mają szans grać, a potem przez konsekwencję, pokorę i ciężką pracę dochodzili do odpowiedniego poziomu. Kamil już na wysokim poziomie był – w reprezentacji, w poważnych ligach i klubach. Ta jego kariera miała różne etapy, nawet na poziomie Jagiellonii. Przyszedł z dużymi oczekiwaniami, on sam je miał i pewnie chciał nawet więcej, a jednak rzeczywistość okazała się inna.
Obserwowałem go i widziałem w nim zmianę. Zawodnika, który już przychodził doświadczony i dojrzały, a i tak zarazem zawodnika, który teraz dojrzał. Można upaść, ale nie można się poddać. Trzeba wstać, pracować, być cierpliwym. Tak Kamil zrobił. Widziałem to od początku okresu przygotowawczego, jak też na początku sezonu, gdy złapał kontuzję. Wrócił, a my sprowadziliśmy nowych piłkarzy i musiał czekać. Ciężko pracował jednak na każdym treningu wyrównawczym, mimo że to nie jest najwygodniejsza sytuacja. On za każdym razem był gotowy, nastawienie do pracy i pokora były na najwyższym poziomie. Dzisiaj życie to oddało, ale i on na to zapracował, bo po obronionym strzale poszedł za dobitką i strzelił gola. Wszędzie było słychać, jak ten kamień spada z jego serca. Szczególnie jeśli chodzi o statystyki i pewnie słusznie, bo sam sobie zdawał sprawę z tego, ile było tych meczów bez gola. Ale nie chciałbym mówić tylko o golu, lecz też o tym, ile pracy dla zespołu włożył. Pokazał bardzo dużą intensywność, aspekty defensywne, na czym mi bardzo zależało, bo tego potrzebowałem od każdego piłkarza. Dzisiaj mogę tylko chwalić zespół, choćby takich piłkarzy jak Imaz, który był pierwszym obrońcą, ile było w nim poświęcenia. Bardzo się cieszę, że zespół pokazał te wartości i chciałbym, żebyśmy byli w tym konsekwentni.
Jagiellonia w poszukiwaniu ligowych punktów pojedzie teraz do Lubina. Miejscowe Zagłębie na razie wyprzedza Białostoczan w tabeli, ale ma mecz więcej. Po tym spotkaniu podopieczni Siemieńca znów zagrają w Lidze Europy – u siebie z Anderlechtem.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix