Reklama

Raków przywitał Skorżę. Bez chleba i soli, ale z pompą!

redakcja

Autor:redakcja

17 kwietnia 2021, 20:15 • 4 min czytania 100 komentarzy

Chyba wszyscy zgodzimy się, że powrót Macieja Skorży do Ekstraklasy to wydarzenie sporego kalibru. Niestety – z perspektywy szkoleniowca Lecha patrząc – świadomość tej rangi mieli również piłkarze Rakowa Częstochowa, którzy przygotowali na taką okazję coś specjalnego, nie dając gościom większych szans na pozytywny wynik. 

Raków przywitał Skorżę. Bez chleba i soli, ale z pompą!

A może to bardziej chęć godnego pożegnania się z gościnnym Bełchatowem? No, mniejsza z tym. Ważne, że trzecia w tej chwili siła Ekstraklasy zagrała na tle Lecha koncert. Zaskoczył nas trochę Marek Papszun tym, że na plac posłał dokładnie tych samych zawodników, którzy w środku tygodnia wyszli w pierwszym składzie na wymagający mecz z Cracovią w Pucharze Polski, ale kompletnie nie było widać po jego graczach zmęczenia. To bardziej Kolejorz wyglądał tak, jakby trzy dni wcześniej musiał sporo pobiegać w spotkaniu o stawkę.

Jednak do piłkarzy Lecha jeszcze wrócimy. Najpierw oddajmy graczom Rakowa to, na co zasłużyli, bo byliśmy świadkami świetnych występów w skali całego sezonu.

Numer jeden to Marcin Cebula. To on posłał piłkę na głowę Frana Tudora, który w 11. minucie otworzył wynik meczu. Później powtórzył to samo z Kamilem Piątkowskim, gdy Raków wychodził na dwubramkowe prowadzenie. No a na dokładkę popisał się kapitalnymi nożycami (już po raz drugi w sezonie), po których piłka wpadła w okienko bramki van der Harta. Trzy konkrety do klasyfikacji kanadyjskiej, a mogło być ich jeszcze więcej. Do tego były gracz Korony  – jak to się mówi – robił grę ekipie z Częstochowy. Zatrzymał go dopiero Marek Papszun, który ściągnął Cebulę z placu 20 minut przed końcem. I tak zaśmierdziało dziesiątką, ale zostajemy przy dziewiątce i plusie meczu.

Drugim bohaterem Rakowa był Kamil Piątkowski. Po raz kolejny. Świetnie wygląda środkowy obrońca po zgrupowaniu kadry, na którym zaliczył debiut w narodowych barwach. W defensywie myli się od wielkiego dzwonu, w zasadzie poza pamiętnym zagraniem do Medveda trudno przypomnieć sobie większą wpadkę. A z przodu wygląda tak, że zawstydza wielu uznanych pomocników. Podsumujmy to sobie:

Reklama
  • asysta z Wisłą Kraków po przebiegnięciu z piłką połowy boiska,
  • asysta z Cracovią przy golu Araka, bardzo dobra centra,
  • gol z Lechem (główka po stałym fragmencie) i asysta, bo to on świetnie się podłączył i dośrodkował do Cebuli.

Mało? No to zdarzyło się dziś jeszcze, że piłkarz Lecha wybił mu piłkę z linii bramkowej. Sztos. Numerem trzy był dziś Tudor, który strzelił swoją pierwszą bramkę w sezonie, rozegrał piłkę z Piątkowskim przed wrzutką Cebuli i generalnie posłał kilka fajnych futbolówek (choćby tę, po której sam na sam zmarnował Gutkovskis), ale chwalić trzeba też cały Raków. Zdecydowanie przypominała dziś ta drużyna ekipę, która potrafi narzucić swój styl i zdominować przeciwnika.

I szkoda tylko, że Lech do tego poziomu dostosować się nie potrafił. Mogliśmy mieć powtórkę z tego świetnego starcia obu ekip w rundzie jesiennej, ale 15, może łącznie 20 minut dobrej gry gości to było zdecydowanie za mało, żeby coś ugrać. Największe zagrożenie w pierwszej połowie drużyna Kolejorza, która znów wyszła w systemie z trójką obrońców, stwarzała po strzałach z dystansu. Kwekweskiri z wolnego trafił w poprzeczkę, a strzał Salamona odbił Holec.

W drugiej połowie Lechowi nadzieję dał Ishak, który strzelił bramkę kontaktową po akcji dwóch rezerwowych (Johannssona i Sykory, a Skorża w przerwie wpuścił też Skórasia), ale siedem minut później swoją akrobację walnął Cebula i Lech spuścił głowy.

Warto jednak wrócić do wspominanych zmian. Odważnie? No odważnie, ale szczerze mówiąc, Alan Czerwiński i tak miał szczęście, że dotrwał na placu do przerwy. To on krył strzelców bramek przy stałych fragmentach i robił to fatalnie. Z podobnym skutkiem starał się szarżować prawą flanką. Skandaliczny występ. Zreszta grający z drugiej strony Puchacz też najmocniej zapadł w pamięć wtedy, gdy sieknął z łokcia Tudora, przez co ten musiał opuścić boisko. Podkreślamy to dlatego, że wahadłowi w systemie z trójką obrońców odgrywają cholernie ważne role. Jeśli Lech rzeczywiście chce tak grać, może mieć problem przy takiej formie wspomnianych zawodników.

Ale lista potencjalnych zmartwień Skorży jest znacznie dłuższa. Nie jest to wielki specjalista od premierowych spotkań, ale chyba jednak spodziewał się czegoś innego. Mógł mu się nawet dziś przypomnieć pierwszy mecz w roli szkoleniowca Legii Warszawa, gdy na dzień dobry przegrał 0-3 z Polonią w spotkaniu derbowym.

Reklama

Fot. Newspix

Najnowsze

Komentarze

100 komentarzy

Loading...