Reklama

Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI

Krzysztof Stanowski

Autor:Krzysztof Stanowski

24 marca 2020, 14:35 • 9 min czytania 50 komentarzy

Tematem numer jeden w polskim i światowym futbolu są oczywiście pieniądze. Mianowicie: skąd je wziąć? Jak zawsze w takim momencie wszyscy przypominają sobie o wujku, który wprawdzie na święta zapraszany nie jest, ale ma kasę i można się teraz do niego uśmiechnąć.

Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI

Jedynym wujkiem w okolicy z kasą jest wujek Zbyszek.

W futbolu, jak i w biznesie, są różne szkoły. Jedni wychodzą z założenia, że kredyt to zło, pożyczać nie wypada, budują sobie firmę powolutku, oszczędzają na czarną godzinę, a cały majątek, jakim dysponują, jest ich, a nie banku. Zazwyczaj są w swojej działalności mniej spektakularni niż grupa druga i dochodzą do dużej skali później. A grupa druga to tacy, którzy wychodzą z założenia, że kredyty są po to, by napędzały rozwój, nie ma w nich absolutnie nic złego, lepiej używać kapitału zewnętrznego niż własnego, część nawet twierdzi, że zrolowany dług to normalka. Zależnie od koniunktury i rynku, raz rację mają jedni, raz drudzy. Nie mam zamiaru rozstrzygać, która opcja jest tą właściwą, ale jedno jest pewne: w czasach kryzysu lepiej mają ci bez długów, niż ci z długami. Najgorsza bowiem sytuacja jest taka, gdy znikają przychody, a zostają koszty.

Wujek Zbyszek nie lubi kredytów: w biznesie i w życiu. – Ja zakredytowany nie umiałbym funkcjonować – mówi.

Więc do wujka, który kredytów nie ma, przychodzi teraz cała rodzinka w potrzebie. Mówią różnie. Niektórzy – wujek, weź no daj, skoro i tak masz dużo. Albo trochę grzeczniej – wujek, weź no pożycz, bo i tak masz dużo.

Reklama

Kto by pomyślał, że do takiej sytuacji dojdzie? Pamiętam poprzednie wybory prezesa PZPN i Józefa Wojciechowskiego, u którego w sztabie najbardziej aktywny był mądry nadzwyczaj Cezary Kucharski. Mówił wtedy w wywiadzie dla Wirtualnej Polski: – 160 milionów z konta PZPN powinno zostać zainwestowane w rozwój futbolu. Nie powinny leżeć na koncie.

Plan był taki, by w ogóle wpompować w piłkę 500 milionów i wtedy dziennikarz zapytał, skąd je wziąć, na co Kucharski odparł: – Mówiliśmy już o pieniądzach na koncie PZPN. Co roku są też kolejne dochody, można postarać się o niskoprocentowe kredyty, poprosić UEFA i FIFA o wsparcie mądrych programów. O jakąś realną kwotę, którą można byłoby zainwestować w polski futbol.

Ogólnie cały wywiad z perspektywy czasu jest zabawny („Boniek nie ma szans dostać się do struktur UEFA” – mówił Kucharski o dzisiejszym członku Komitetu Wykonawczego UEFA, czyli w praktyce członku zarządu tej organizacji), ale skupmy się na jednym zagadnieniu. Proponowano, by wujek Zbyszek rozdał wszystkie pieniądze, które zaoszczędził, ale samo rozdanie to wciąż za mało: niech rozda i weźmie kredyty.

Wujek Zbyszek mówił: – Potrzebuję mieć równowartość rocznego budżetu na koncie, jakby coś się wydarzyło. Firma musi mieć komfort finansowy.

Inni mówili: – Wujaszku, nic się nie zawali!

Wujek mówił: – Drogie dzieci, drodzy kuzyni, ja już trochę na tym świecie żyję, nigdy nie wiadomo.

Reklama

Inni mówili: – Niech wujek nie będzie głupi. Rozdać trzeba, kredyt wziąć na dwa razy tyle jeszcze!

No dobrze, zawaliło się. Firma wujka straci kilkadziesiąt milionów złotych z zaplanowanych przychodów, ale dalej będzie stała na czterech nogach. Czy powinna pomóc rodzince, która żyła ponad stan?

Chyba powinna, bo rodzinę ma się jedną, nawet jeśli trochę przygłupią.

Tylko trzeba zastanowić się, co to miałaby być za pomoc i na jakich zasadach.

*

To teraz trochę poważniej.

PZPN opracowuje program pomocowy, chociaż głównym jego odbiorcą raczej nie będzie ekstraklasa, tylko cała piramida – aż do najmniejszych klubów w Polsce. To, jak pomóc tym największym, jest moim zdaniem trochę kłopotliwe. Trudno mi bowiem wyobrazić sobie racjonalną pomoc z kilku powodów…

Powód pierwszy: nie wiadomo, kiedy futbol wróci. Kluby liczą straty do czerwca i zakładają, że nowe rozgrywki normalnie wystartują. Mówią więc, ile im będzie brakować, ale przecież nie ma jakichkolwiek twardych danych, wedle których moglibyśmy zakładać, że w lipcu zaczniemy na nowo grać. Równie dobrze może się okazać, że w tym roku w ogóle nie zaczniemy. Jeśli ktoś mówi, że potrzebuje – strzelam – pięciu milionów złotych na już, to co wówczas, jeśli te pieniądze otrzyma, a okaże się, że w sierpniu potrzebuje drugie pięć, a w listopadzie – kolejne? I będzie mówił: – No musicie mi dać kolejne 5 milionów, bo bez tego zbankrutuję i w ogóle wam nie oddam tych pierwszych 5 baniek, więc wszyscy stracimy…

Mówiąc krótko: kiedy nie ma żadnej konkretnej daty, po której biznes ruszy, trudno go zewnętrznie dotować, bo może się okazać, że wrzucamy pieniądze do studni bez dna. Albo inaczej mówiąc: palimy pieniędzmi w kominku, żeby ogrzać stopy.

Powód drugi: zanim mówilibyśmy o jakimkolwiek dotowaniu klubów, należałoby wyłożyć karty na stół. Najlepiej publicznie. Na pierwszy rzut oka wygląda na to, iż największe potrzeby będą mieli ci, którzy gospodarowali pieniędzmi najbardziej nierozważnie: płacili piłkarzom za dużo, uzależniali budżet od sukcesów, które nie nadchodziły, rozdymali kadry ponad miarę, zadłużali się pod konkretne inwestycje. Nie jestem do końca pewny, dlaczego w czasie dekoniunktury mieliby otrzymać więcej niż ci, którzy podchodzili do futbolowego biznesu z większą rozwagą.

To trochę jak dyskusja o państwowej pomocy pomiędzy posiadaczami kredytów frankowych i złotówkowych, ale w zupełnie innej skali i z tym zastrzeżeniem, że tu żadnych klauzul niedozwolonych nie było, nikt nikogo nie wprowadzał w błąd, a decydowała wyłącznie koncepcja rozwoju.

Karty na stół – to jest ważne. Jeśli klub mówi, że ma problemy, to niech dokładnie wykaże, jakie: który sponsor się wycofał i dokładnie jaka suma została utracona, jak w szczegółach zmalały przychody? Bo sam brak rozgrywania meczów wcale nie musi być przecież problemem.

Zaglądam do corocznego raportu Deloitte. Przychody Wisły Płock z dnia meczowego to pół miliona złotych na sezon (co daje mniej niż 30 000 złotych za mecz – znacznie poniżej kosztów organizacji). Zagłębia Lubin, Korony Kielce czy Piasta Gliwice – milion. Pogoni Szczecin – dwa miliony, Cracovii i Śląska – 3 miliony. Mamy więc w Polsce kluby, które z organizacji meczów albo wychodzą na zero, albo prawie na zero, albo wręcz do organizacji spotkań znacząco dopłacają. To oznacza, że samo odwołanie spotkań nie jest dla nich problemem, bo po prostu spadną koszty. Brzmi to rzeczywiście kuriozalnie, ale taka nasza smutna rzeczywistość. W raporcie nie był ujęty Raków, który na sto procent do meczów dokłada.

Dla takich klubów problemem nie jest więc odwołanie spotkań, problemem jest brak pieniędzy z praw telewizyjnych oraz niewywiązanie się ze zobowiązań sponsorskich. Ale i tu – przy zobowiązaniach sponsorskich – trzeba się zastanowić, które kluby z tego tytułu poniosły rzeczywistą stratę, a które ułożyły się ze swoimi sponsorami. Wreszcie – jaka jest struktura sponsorska. Czy głównym sponsorem jest właściciel klubu (jak w Cracovii, Zagłębiu czy Rakowie), czy może firma, która rzeczywiście wpadła w tarapaty (jak w Legii czy Piaście), a może miasto? Trzeba byłoby więc do każdego przypadku podejść całkowicie indywidualnie.

Z telewizją to ciekawa strata. Potrafię sobie wyobrazić, że ostatniej raty Canal+ rzeczywiście nie zapłaci, bo produkt nie został dostarczony. Tylko chciałbym klarownego stanowiska telewizji: jeśli nie płacicie to dlaczego? Dlatego, że produkt nie został dostarczony? W porządku, rozumiem to. W takim razie czy oddacie pieniądze tym ludziom, którym ten produkt za waszym pośrednictwem miał być dostarczony? A może nie wypłacicie pieniędzy klubom, a jednocześnie zachowacie sobie wpływy od kibiców tych klubów? Byłoby to rażąco nie fair.

Czy mamy dzisiaj wiedzę, że telewizja na pewno nie zapłaci? Czy uważamy, że to jest w porządku? A może trzeba wymusić, aby zapłaciła?

Na szybko mam jedną propozycję, która wydaje się rozsądna: koszt produkcji sygnału z każdego meczu jest spory, a meczów do rozegrania zostało blisko 100. Już samo odjęcie tego kosztu znacząco obniży kwotą finalną, którą ma do zapłacenia C+. Czy wówczas kluby mogłyby dostać w całości swoją część? Czy rzeczywiście strata C+ przewyższą tę wynikającą z kosztów produkcji?

Jednocześnie za chwilę będzie uchwała, zgodnie z którą kluby będą mogły obciąć wynagrodzenia piłkarzy – znacząco. Oczywiście jak jakiś piłkarz będzie chciał szukać sprawiedliwości latami przed sądem, droga wolna, ale PZPN pozwoli klubom ciachnąć pensje i komisja licencyjna będzie z tym OK.

Wyobraźmy sobie teraz przykładowy klub – dajmy na to Wisłę Płock. Zaoszczędziła pieniądze, bo nie musi organizować meczów. Zaoszczędziła pieniądze, bo nie musi płacić piłkarzom tyle, ile do tej pory. Otrzymała pełną transzę z C+. Czy to jest scenariusz całkowicie science fiction? Nie wiem. Nos mi podpowiada, że są kluby, które dostaną naprawdę po tyłku, ale są też takie, które nawet może i zarobią.

Trzeba byłoby się więc nad każdym pochylić. Nawet w kwestii zgody na obcinanie kontraktów: obcinasz, ale otwórz księgi i powiedz, dlaczego? Konkretnie: tu minus, tu minus, tu plus, tu minus. Jaki jest twój bilans wirusowy? Hola, hola, ty obciąć nie możesz, bo w ciebie ten kryzys nie uderzył!

Jest to więc sytuacja zagmatwana i trzeba zastanowić się, kto swoim kłopotom pomógł poprzez życie ponad stan, a kto kłopotów tak naprawdę nie ma (na dziś, bo jak sezon nie ruszy to inna para kaloszy). Moim zdaniem pomoc PZPN wobec klubów ESA będzie taka, że weźmie na siebie płatność rat telewizyjnych dla klubów dołączonych do ekstraklasy w przyszłym sezonie. Czyli powiększy tort przed jego podzieleniem na więcej niż 16 części.

*

O tym, że Wujek Zbyszek powinien pożyczyć pieniądze wspomniał Wujek Janusz. Dzisiaj inaczej odpowiada na pytania niż dwa lata temu. Wtedy z „Dużym Formatem” rozmawiał tak…

– Duży dom?
– Tysiąc metrów. Ale mnie prawie w nim nie ma. Najwięcej radości z mojej rezydencji mają ludzie, którzy przychodzą tam sprzątać i kosić trawę.

– Rolls-royce to jest droga impreza?
– Pod dwa miliony. Prawie nim nie jeżdżę, po dwóch latach ma tylko 12 tys. km na liczniku. Nigdzie nie można nim zaparkować, bo jest długi na 6 m i 70 cm. Niepraktyczny.

– To po co?
– Byłem ostatnio w Dubaju robić biznes. Poszedłem z ludźmi do hotelu Armani, pod który podjeżdżają wyłącznie rolls-royce’y. Moimi partnerami w rozmowie byli właściciele samych rolls-royce’ów. Więc też posiadam go sobie i jestem spokojniejszy.

– Spokojniejszy?
– Robię biznes z jakimś szejkiem i czuję się równy. Bo wiem, że też mam. Ten samochód stoi w garażu i służy temu, żeby mieć wewnętrzną świadomość. Nie wiem, czy pan to rozumie.

– Nie rozumiem.
– No i dlatego pan pieniędzy nie zrobił.

Dzisiaj Wujek Janusz nie mówi, że ma auto za dwa miliony po to, aby stało w garażu i dawało mu wewnętrzny spokój. Mówi, żeby Wujek Zbyszek pożyczył ze cztery bańki.

Może warto, aby z tego kryzysu wyciągnąć nie tylko kasę, ale także wnioski. Butę bijącą z tamtego wywiadu do dzisiaj mam w pamięci.

Założyciel Weszło, dziennikarz sportowy od 1997 roku.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

50 komentarzy

Loading...