Liga jak kubeł śmieci

redakcja

Autor:redakcja

17 lipca 2014, 21:53 • 4 min czytania

Reklama
Liga jak kubeł śmieci

Wczoraj było kiepsko, źle, żenująco, no ale jednak nie był to taki pełny, stuprocentowy eurowpierdol. Słówko „wpierdol” zawiera w sobie element bęcków, porażkę pełną, a nie tylko wizerunkową. Żeby zaliczyć stuprocentowy eurowpierdol, trzeba po prostu przerżnąć mecz. Cóż, dokładnie tak, jak dzisiaj Lech Poznań, który pojechał na Estonię i dostał w cymbał od tamtejszych… amatorów? Nie, to byłoby złe słowo. Od piłkarzy, którzy nie sądzili, że mogą kogokolwiek w pucharach ograć, dopóki nie napatoczył się „Kolejorz”.

Reklama

W letnich eurowpierdolach Poznań już jest szczególnie doświadczony i w zasadzie wciąż trudno zrozumieć, dlaczego porażka lechitów z kimkolwiek miałaby być niespodzianką. Mogli przerżnąć z Litwinami, to mogli też z Estończykami, tak jak mogą przerżnąć z reprezentacją Sióstr Elżbietanek, kadrą pracowników wrocławskiego ZOO, ekipą poławiaczy pereł z Indonezjii czy Budką Suflera. Mówimy przecież o zespole, który dopiero co zremisował w sparingu z Piotrem Reissem i jego emerytowanymi kolegami. Oraz o ekipie, którą z Pucharu Polski a to wywala Miedź Legnica, a to Olimpia Grudziądz.

Czyli mówimy o jakimś sportowym dnie totalnym.

Ale, ale. To dno to jednak dla niektórych jest sufit. Bo oczywiście, kpiąc z Lecha, kpić należy jeszcze bardziej z wszystkich zespołów, które ukończyły ligę na miejscu gorszym (albo w ogóle się do ligi nie załapały). Mówimy bowiem nie o „Kolejorzu”, ale o całej naszej piłce, która jest irracjonalna. Nafaszerowana pieniędzmi, wyglancowana w telewizji, rozpieszczona pięknymi stadionami i jednocześnie tak gówniana, że od patrzenia pękają oczy. Ci Estończycy z dzisiaj – z klubu, którego nazwy nikt nie pamięta – grali w bardzo osłabionym składzie, a piłkarze tam zarabiają po tysiąc euro miesięcznie. U nas najgorsze ofermy mają tyle tygodniowo, a co lepsi – lecz wciąż słabi – zgarniają tyle co dwa dni.

Generalnie logika nakazuje, aby…
– kibice Lecha nie śmiali się z Legii i odnoszonych przez nią wyników w pucharach, ponieważ można przyjąć, że Lech zaprezentowałby się jeszcze gorzej
– kibice wszystkich pozostałych klubów w Polsce nie śmiali się z Lecha i odnoszonych przez niego wyników, ponieważ można przyjąć, że ich klub zaprezentowałyby się jeszcze gorzej.

Reklama

Ot, po prostu dwie czołowe drużyny przypomniała, jaka to liga wraca jutro i jak kopią w niej najlepsi. Wraca liga ułudy. Liga sportowych pętaków, którym się wydaje, że potrafią grać, ponieważ grają między sobą. Jak gra dwóch przygłupów w szachy to też jest szansa, że któryś wygra, będzie się cieszył i że nawet urodzi mu się w główce pomysł zmierzenia się z Kasparowem. Dopóki grają w szachy głupki z klasy specjalnej, to zawsze ktoś będzie najgorszy i najlepszy, co nie znaczy, że którykolwiek wie, co to jest roszada.

No więc wracają. Wracają i trybuny znowu się zapełnią, znowu kibice będą śpiewać, by jedne niedojdy strzeliły gola innym niedojdom, znowu będziemy na to patrzeć jak na mecze piłki nożnej, a na koniec będzie niezdrowa podnieta. Prezesi najmocniejszych klubów dalej będą płacić. Kontrakt – czterdzieści tysięcy. Albo pięćdziesiąt. Sześćdziesiąt pięć na miesiąc! Stówka! Do tego premia, bo przecież sam kontrakt nie stanowi mobilizacji. Musi być premia! Kasa, kasa, kasa. Zgrupowanie – koniecznie w najlepszym hotelu, najlepiej zagranicą. A piłkarz bogaty spojrzy w lustro i czule wyszepcze: – Ależ ja jestem zajebisty.

Liga ułudy. Wszystkim się coś wydaje. Tylko te pieprzone puchary. Należałoby z nich zrezygnować, bo nas dekonspirują. Nie grając w ogóle w pucharach, można byłoby budować tę ligę biznesowo, na podobnych zasadach, na jakich funkcjonuje Korea Północna. Kibic bez świadomości byłby kibicem szczęśliwszym. Moglibyśmy z pełnym przekonaniem ogłosić, że Marco Paixao jest najlepszym napastnikiem na świecie, Żyro dorzuca jak nikt inny w Europie, a Hamalainen ma wizję gry jak Iniesta. I nikt by nam nie udowodnił, że nie mamy racji. Moglibyśmy wszystko, a przez pieprzone puchary – nie możemy nic.

Trener Lecha Poznań po dzisiejszym eurowpierdolu stwierdził: – Kompromitacja i wstyd? Nie. Mój szacunek dla rywali z Estonii jest zbyt duży, by porażkę z nimi nazwać kompromitacją.

Reklama

Sami nie wiemy, jak się do tych słów odnieść. Bo niby śmieszą, ale jest w nich sporo racji. Mariusz Rumak musiał się w końcu do porażek przyzwyczaić, tak jak Marcin Najman powinien się przyzwyczaić do zbieranego raz za razem oklepu (a że jest mniej inteligentny od Rumaka – to etap przyzwyczajanie się trwał dłużej). Może facet po prostu pojął, z kim pracuje, jak pracuje, generalnie: zaakceptował fakty. Przestał się sadzić, bo go życie za bardzo doświadczyło.

Ale z drugiej strony, wstydliwe zdarzenia następujące regularnie, ciągle są wstydliwe. Jeśli ktoś codziennie będzie robił kupę w majty to nie można powiedzieć, że to już nie jest wstyd, ponieważ się przyzwyczaił i że jest to trzydziesta kupa w miesiącu. Wstyd, tyle że kolejny. Jeśli klub z budżetem na poziomie 60 milionów złotych remisuje z klubem, który ma budżet rzędu 4 milionów – to jest to wstyd. Polski futbol to szambo, ale powiedzmy sobie szczerze: estoński też nie perfumeria.

Jutro – bum! Start ligi specjalnej troski.

Za moment Legia wygra z Bełchatowem, Lech z Piastem i wszyscy ogłoszą, że „wrócili na właściwe tory”. A po prostu wrócili na polskie boiska.

Reklama

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Hej, TVP, musicie kupić mecze Rakowa. Wasze konflikty nikogo nie interesują

Paweł Paczul
57
Hej, TVP, musicie kupić mecze Rakowa. Wasze konflikty nikogo nie interesują