Reklama

Tak nie wygląda kibic Lecha, który już wie, że Situm i Chobłenko odchodzą

redakcja

Autor:redakcja

01 czerwca 2018, 15:08 • 3 min czytania 33 komentarzy

Pożegnania potrafią być wzruszające. Jedna osoba stoi na peronie, druga jest już w pociągu, który odjeżdża w siną dal, można tylko pomachać i zniknąć za horyzontem. Zostają łzy i wspomnienia… No, ale czy tak będzie wyglądało pożegnanie SitumaChobłenki z Lechem Poznań? Nie, absolutnie. Wspólnym mianownikiem mogą być wyłącznie łzy. Łzy rozpaczy, że tak przeciętni piłkarze ubierali barwy Lecha.

Tak nie wygląda kibic Lecha, który już wie, że Situm i Chobłenko odchodzą

Choć tak po prawdzie nie zapowiadało się, że Situm stanie się aż takim niewypałem transferowym. Swoją przygodę w Lechu zaczął naprawdę nieźle. W europejskich pucharach walnął dwie sztuki, w ekstraklasie po siedmiu kolejkach miał również dwie bramki, ale i dwie asysty. Według naszych not wykręcił wówczas średnią 5,57, czyli bardzo, ale to bardzo przyzwoitą. Situm pokazywał się jako dynamiczny gość z niezłym dryblingiem, który nie zważa nawet na swoje braki fizyczne, bo choć odrósł od ziemi na dość skromne 178 centymetrów, potrafił przeskakiwać wyższych stoperów i strzelać bramki z głowy. Myśleliśmy: no, Bjelica i spółka wiedzieli, co robią, wypożyczając go z Dinama. Tam nie miał pewnego placu, ale w Polsce potrafi zrobić sztycha.

Niestety, zagraniczni piłkarze mają to do siebie, przynajmniej ci ekstraklasowi, że lubią dać nadzieję, a potem ją zabrać i brutalnie zamordować. Situm po wspomnianym dobrym początku obniżył loty, a jakby tego było mało, złapał jeszcze kontuzję, która wyłączyła go z grania na około półtora miesiąca. Wrócił… ale Lechowi nie zrobiło to większej różnicy, może jedynie in minus. Z przodu Chorwat pomagał zespołowi incydentalnie, natomiast gdy był ustawiany z tyłu, potrafił grać mecze koszmarne, jak ten z Górnikiem Zabrze, gdy Lech dostał czwórkę, czy ze Śląskiem na wyjeździe (0:2, jeszcze przed urazem).

Krótko mówiąc, kompletnie się nie sprawdził. Mimo że słuchał hymnu Ligi Mistrzów w barwach Dinama na murawie, mimo że otrzymał od tego klubu poważne wykształcenie piłkarskie. Po odejściu Bjelicy Situm w dwóch ostatnich meczach nie załapał się nawet na ławkę.

Warto też wspomnieć, że to ten typ zagranicznego piłkarza, który umiejętności ma zbyt mało, ale tupetu już w bród. To on przekonywał Rutkowskiego, że trzecie miejsce jest okej, to on mówił w chorwackich mediach, że zwolnienie Bjelicy było błędem, gdyż ten wyciągał z kadry Lecha 120%.

Reklama

Co do Chobłenki – on też nie miał ogórkowego CV. 24-letni piłkarz owszem, odbił się od Dynama Kijów, natomiast wyglądało na to, że dorósł w Odessie, gdzie w rundzie wiosennej w 19 meczach ustrzelił osiem bramek. Liga ukraińska to wciąż wyższy poziom niż nasza, toteż wydawało się, że Chobłenko ma papiery na duże granie nad Wisłą. Papier jednak swoje, a boisko swoje. Chobłenko prezentował się jak klocek bez techniki. Może sprawdziłby się przy wyważaniu drzwi czołem, ale to w zasadzie maksimum. Bramka ze Śląskiem, bramka z Górnikiem, tyle dał zespołowi piłkarz przez 357 minut spędzonych na ekstraklasowych boiskach. Ktoś powie, że nie grał więc wcale tak dużo, ale jakby rzeczywiście prezentował się dobrze na treningach, Bjelica nie strzelałby sobie w stopę, sadzając go na ławce. Ukrainiec jest po prostu dużo słabszym piłkarzem od Gytkjaera.

Obaj panowie są żywymi dowodami na to, jak bardzo pogubił się Lech w swojej polityce transferowej. Kolejorz zbytnio zaufał obcokrajowcom, którzy nie dojeżdżali sportowo i nie dojeżdżali mentalnie. Jeśli mielibyśmy w transferach SitumaChobłenki szukać plusów, to jedynie w warunkach, na jakich oba ruchy się odbyły. Piłkarze byli tylko wypożyczeni, więc teraz nie trzeba było się babrać z ich kontraktami. Wystarczyło odstawić obu panów na lotnisko i odwrócić się na pięcie.

Najnowsze

Komentarze

33 komentarzy

Loading...