Ekstraklasa zaczyna mieć nową modę. Modę na Rumuna

redakcja

Autor:redakcja

25 stycznia 2018, 16:28 • 4 min czytania

Reklama
Ekstraklasa zaczyna mieć nową modę. Modę na Rumuna

Żadna to nowość, że polska liga lubi ulegać modom, jeśli chodzi o narodowość kolejnych piłkarzy. Gdy okazało się, że jeden Słowak z drugim potrafią grać w piłkę, to całe rozgrywki kupiły karnet na TLK do Bratysławy i rozkazały swoim skautom przywozić tanich zawodników zza naszej południowej granicy. Ostatnio, gdy wyszło na jaw, że w niższych ligach hiszpańskich można znaleźć prawdziwego kozaka, wielu prezesów wierzy w odkrycie swojego Carlitosa. Natomiast teraz obserwujemy jeszcze inny trend – ekstraklasa ufa piłkarskiej edukacji nabytej w Rumunii.

Reklama

Otóż Rumunów w lidze mamy już siedmiu, co jest pod względem narodowości dziewiątym wynikiem. Niby więc Rumun nie wystaje jeszcze z każdego kąta, ale trzeba zauważyć, że w zatrudnianiu zawodników z takim paszportem tendencja jest wzrostowa. Spójrzcie na pięć ostatnich sezonów:

13/14 – zero rumuńskich zawodników
14/15 – trzech (Predescu, Pulhac, Ciolacu)
15/16 – jeden (Bejan)
16/17 – czterech (Rapa, Radut, Bejan, Matei)
17/18 – siedmiu (Iancu, Radut, Rapa, Parvulescu, Matei, Benga, Purece)

I cóż, jeśli spojrzeć na nazwiska z przeszłości, polska liga zbyt dobrych wspomnień nie ma. Predescu i Pulhac dołożyli swoje do spadku Zawiszy, teraz jeden po Bydgoszczy zwiedził jeszcze cztery kluby, a piąta przystań to drugi poziom rozgrywkowy w ojczyźnie, natomiast Pulhac zespołu nie ma w ogóle. Ciolacu podobno był snajperem, ale tylko podobno, bo w Śląsku nie zadebiutował, szybko wyleciał i od tamtego czasu uzbierał trzy gole w lidze przez trzy sezony, na co składają się rozgrywki w Rumunii i Singapurze. Z kolei Bejan aż takim ogórkiem najwyraźniej nie był, jednak pokazuje to dopiero teraz, będąc podstawowym zawodnikiem Astry Giurgiu, gdy opuszczał Cracovię, nikt za nim nie płakał.

Co z zaciągiem teraźniejszym? Jest trochę lepiej. Iancu ma coś w sobie, nie grał na razie za dużo, 349 minut, a może już się pochwalić dwoma bramkami i dwiema asystami, z tego wszystkiego najbardziej kozackie było walnięcie z rzutu wolnego przeciwko Śląskowi. Rapa obniżył loty, ale w beznadziejnej Pogoni i tak nie fałszuje najbardziej, poza tym pamiętamy mu sensowne występy rok wcześniej. Powrót Mateia przyjęliśmy optymistycznie, pisząc: Matei nie jest w końcu kotem w worku, przewożonym przez setkę klubów, gdzie – zbiegiem okoliczności – nikt nie poznał się na jego niesamowitym talencie. Znamy go przecież z Górnika Łęczna i jeśli można kogoś wyróżnić z tamtego mocno przeciętnego składu, to właśnie Rumuna. Patrząc na noty, z obrońców łęcznian nieco wyżej ocenialiśmy tylko Gersona, natomiast InStat widział w nowym piłkarzu Bruk-Betu piątego prawego obrońcę ligi (mowa o tych piłkarzach z większym przebiegiem niż 1000 minut na liczniku).

Reklama

Z ludzi, których znamy, zostaje więc jeszcze Parvulescu, ale to w gruncie rzeczy anonim – 107 minut w lidze – więc szkodza czasu, no i Radut. Liczbowo – katastrofa, przez 28 meczów w lidze facet strzelił jedną bramkę i zaliczył dwa ostatnie podania. W samej grze jest ciut lepiej, ale tylko ciut, zarówno rok temu, jak i teraz, nie dobił w naszych notach do piątki, czyli do przyzwoitości. Zbyt często jest bowiem przeciętny, nie wpływa znacząco na grę Lecha.

Jaki więc obraz wyłania się z dotychczasowego dorobku rumuńskich piłkarzy – w sumie to w paru przypadkach solidny, ale jednak częściej przeciętny i słaby. Polskie zespoły najwyraźniej coś widzą (albo chcą widzieć) w tym kierunku i z obranej ścieżki nie zbaczają. W tym okienku przyszło już trzech Rumunów, obok znanego Mateia są to Benga (do Sandecji) i Purece (do Bruk-Betu). Jeden ma dumnie brzmiące CV – przychodzi z Juventusu jako podstawowy środkowy obrońca. Tyle że jest to Juventus Bukareszt, ostatni zespół rumuńskiej ekstraklasy, który w 22 meczach stracił 44 gole. Z kolei Purece był ostatnio piłkarzem Hapoelu Rihanna Ra’anana, ale przygoda z czwartym od końca zespołem ligi izraelskiej skończyła się po pół roku.

Nie będziemy przesądzać, bo tę ligę szturmem mógłby wziąć zespół z Boczkiem i Misiem Yogi na skrzydłach, ale rumuński zaciąg optymizmem nie napawa. Niby są pozytywne jednostki, jak solidni Rapa i Matei, ciekawy Iancu, ale reszta sztycha nie robi, poza tym brakuje kogoś w stylu Carlitosa czy słowackich bramkarzy, by tę modę usprawiedliwić. No, niestety – polskich klubów nie stać na Nicolae Stanciu za cztery bańki…

Fot. FotoPyk

Reklama

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej

Mikołaj Duda
0
Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej
Ekstraklasa

Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Paweł Paczul
32
Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej

Mikołaj Duda
0
Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej
Ekstraklasa

Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Paweł Paczul
32
Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna
Ekstraklasa

Chcielibyśmy, żeby ktoś w nas wierzył tak, jak Papszun w Rajovicia

Mikołaj Duda
31
Chcielibyśmy, żeby ktoś w nas wierzył tak, jak Papszun w Rajovicia