Mecz ŁKS Łódź – Polonia Warszawa miał dużą stawkę. Czarne Koszule przystępowały do tego starcia z pozycji lidera Betclic 1. Ligi i wystarczał im remis, by utrzymać prowadzenie w tabeli. Rycerze Wiosny musieli zwyciężyć, aby ją przegonić i przez długi czas byli tego bliscy. Gospodarze zapomnieli jednak, że w doliczonym czasie gry mecz toczy się dalej i wypuścili doskonałą okazję na zwycięstwo.
ŁKS przystępował do tego starcia po dwóch z rzędu zwycięstwach, a Polonia nawet w jeszcze lepszej formie, bo wygrała trzy z czterech ostatnich ligowych spotkań, a do tego wyeliminowała ekstraklasową Koronę Kielce z Pucharu Polski. Zmierzyły się ze sobą ekipy z czołówki, więc mieliśmy tu do czynienia z ligowym hitem.
Piłkarze ŁKS-u i Polonii kiksowali na potęgę
Tak też się zaczęło – jak hit. Polonia od razu ruszyła do ataku, a za moment odgryzł się ŁKS. Ba, zaryzykujemy tezę, iż gospodarze powinni prowadzić po tej akcji. Karasiński dośrodkował wtedy niemal idealnie na główkę Arasy, ale ten spudłował z bliskiej odległości. Czarne Koszule mogły pluć sobie w brodę niedługo potem. W 11. minucie Barkowskij wyszedł niemal sam na sam z Węglarzem, przepychając Farbiszewskiego jak pachołek treningowy, lecz potem strzelił prosto w bramkarza.
Trzeba przyznać, że ten start był obiecujący, ale potem można było mieć mieszane uczucia co do tego spotkania. Bo z jednej strony sporo się działo, lecz konkretów brakowało. Co z tego, iż w jednej z akcji Barkowskij minął trzech przeciwników, czwartego wziął na plecy, skoro potem zablokował go piąty?
Albo Terpiłowski – dostał dośrodkowanie tak wymierzone, że powinien tylko dostawić nogę i przynajmniej oddać celny strzał, ale nie trafił w futbolówkę. Albo jeszcze chwilę później, gdy Polonii postanowił pomóc Węglarz. Golkiper ŁKS-u staranował swojego kolegę przy dośrodkowaniu, wyszła z tego niezła kopanina, aczkolwiek skończyło się jedynie rzutem rożnym.
Po kilku takich sygnałach ostrzegawczych gospodarze nieco się obudzili i nawet przeprowadzili parę ciekawych akcji skrzydłami, lecz kończyło się jak zwykle – niecelnym dograniem, brakiem wykończenia lub wybiciem. Natomiast najbardziej żałować mógł Arasa. Jakim cudem Hiszpan nie strzelił gola na 1:0 tuż przed gwizdkiem na przerwę? Trudno to wyjaśnić, skoro miał przed sobą pustą bramkę i świetne dogranie od Szczygła, a mimo wszystko praktycznie nie trafił w piłkę.
I tak to było w pierwszej połowie, a to nie trafiali w piłkę, a to w bramkarza, a śmiało mogliśmy co najmniej dwa gole obejrzeć.
Farbiszewski pokazał, jak to się robi
Po wznowieniu gry ŁKS… aż trudno było poznać, bo na początku drugiej połowy podopieczni Grzegorza Szoki wyglądali, jakby w przerwie każdy wziął solidny łyk soku z gumijagód albo czegoś równie nakręcającego. Polonia też chyba była w szoku, ponieważ parę razy wpuściła rywali we własne pole karne i tylko niedokładność Rycerzy Wiosny ich uratowała. Niezłą okazję zmarnował między innymi Koki Hinokio, oddając niecelny strzał po kombinacyjnej akcji.
Większa aktywność graczy ŁKS-u w końcu się jednak opłaciła. Była 57. minuta, kiedy stoper – Bartosz Farbiszewski – pokazał kolegom z ataku, jak powinno się wykańczać akcje. Najpierw Karasiński szokująco łatwo przebił się lewym skrzydłem, następnie posłał płaskie podanie w pole karne, a obrońca wykorzystał poślizgnięcie się Rudnickiego i uderzeniem po ziemi pokonał bramkarza.
Rasowa dziewiątka 😅
📺 Oglądaj mecze @_1liga_ na ▶ https://t.co/iBDL05VN9A oraz w aplikacji @sport_tvppl. https://t.co/Wj3cxAxvql
— ŁKS Łódź (@LKS_Lodz) November 2, 2026
Polonię uratował… Rudol z ŁKS-u
Piłkarze trenera Szoki ewidentnie się rozochocili, bo po chwili przeprowadzili kolejną akcję – choć zakończoną niecelnym uderzeniem. Z kolei w 64. minucie wszystkie Czarne Koszule kompletnie zapomniały o Wysokińskim. Na swoje szczęście goście jednocześnie zamurowali dostęp do bramki, więc pomocnik ŁKS-u trafił w jednego z nich. Ale to ŁKS przeważał.
Sytuacja ekipy Piotra Stokowca mogła skomplikować się jeszcze bardziej, po tym jak Tomasz Marciniak podyktował rzut karny dla Rycerzy Wiosny. Ale czy Gołoś faktycznie faulował Farbiszewskiego? Powtórki wcale nie były jednoznaczne, lecz mamy nadzieję, że sędzia otrzymał lepsze kadry niż my w telewizji.
Niemniej – arbiter podyktował jedenastkę, do której podszedł Rudol i zmarnował doskonałą okazję do podwyższenia wyniku. To był wzorowy przykład, jak nie egzekwować rzutów karnych. Ravas z łatwością wyczuł ten sygnalizowany strzał i go wybronił. Według komentatorów TVP Sport był to drugi rzut karny wykonywany przez Rudola w jego karierze, no i… Cóż, widać. Sprawdziliśmy. Poprzedniego strzelał dla trzecioligowych rezerw Pogoni w 2017 roku. Trochę minęło…
Piotr Stokowiec próbował zmienić oblicze meczu, przeprowadzając kilka zmian. W ciągu 10 minut na murawie zameldowali się między innymi Robert Dadok, Sebastian Kowalczyk i Daniel Vega. Szoka odpowiedział pięknym za nadobne, by utrzymać dynamikę spotkania na korzyść swojej ekipy. Nowakowski, Terlecki, Strzałek, a nawet Piasecki zameldowali się na murawie.
Kluczową roszadą okazało się jednak wejście Kostorza, bo to właśnie on w 93. minucie wykorzystał chaos w polu karnym ŁKS-u i z bliskiej odległości wpakował piłkę do siatki. Jak na ironię, futbolówka jeszcze odbiła się od Rudola i zmyliła Węglarza. Tym samym Polonia wywalczyła remis rzutem na taśmę i utrzymała prowadzenie w tabeli Betclic 1. Ligi.
CENNA BRAMKA! 🔥 https://t.co/o8VlB09tDh
— Betclic 1 Liga (@_1liga_) November 2, 2026
ŁKS Łódź 1:1 Polonia Warszawa
57’ – Farbiszewski (1:0)
90+3’ – Kostorz (1:1)
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix