Może i ten Sebastian Kerk nie przegiął pałki, mówiąc wprost, że celem Zagłębia są europejskie puchary? Wszyscy oczywiście podejrzewamy, jak to się skończy – jeśli Miedziowi blisko czołówki pod koniec sezonu, to nagle pewnie wyhamują, cholera wie czemu, by jak zawsze uplasować się w środku stawki, ale… Teraz mamy ten moment sezonu, w którym pytanie o cele Lubinian wydaje się zasadne.
Nie dlatego, że to genialny zespół, który zjada rywali na śniadanie i oblizuje się ze smakiem. Raczej dlatego, że głęboką defensywę mają we krwi, a na swoim boisku to już w ogóle są przepotężni. Cztery stracone gole w siedmiu meczach – to już mówi samo za siebie.
W pierwszej połowie meczu z Koroną Zagłębie oddało jeden celny strzał, a i tak na przerwę schodziło z prowadzeniem, w dodatku zdobytym nie po tym celnym strzale. Wielu uważa, że to dlatego, że Leszek Ojrzyński nadal ma podpisany jakiś cyrograf, lecz to nie musi wcale być jedyna przyczyna sukcesów jego zespołu. Zespołu, który organizacją gry w obronie wytrącił wszystkie ofensywne atuty Korony z ręki Roberta Kolendowicza.
Zagłębie – Korna 1:0. Kielczanie nie mogli się przedrzeć
Zanim jednak słów kilka o tym defensywnym podejściu Zagłębia, warto pochylić się nad jedyną akcją bramkową. Po pierwsze – kawał podania od Kocaby, naprawdę cudo. Po drugie – kontrowersja związana z przyjęciem piłki przez Regułę. Ręką? Tak to wygląda, mogliby się sędziowie nad tym pochylić. Nie rozgrzesza to jednak obrońców Korony, którzy – po trzecie, czwarte i piąte – popełnili całą serię błędów.
Najpierw Barczak kryjący powietrze, zamiast Reguły, zagubiony kompletnie. Potem jadący na tyłku Rubezić, który też niespecjalnie się popisał. A na koniec niefortunna interwencja Mosóra, który niecelny strzał Reguły odbił do bramki Dziekońskiego.
Czasem potrzeba odrobiny szczęścia! 😉
Marcel Reguła otwiera wynik w Lubinie! ⚽
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h https://t.co/Z2mD5fLukL
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) November 2, 2026
Najbardziej przykre dla Korony jest jednak to, że przez następnych prawie czterdzieści minut prowadziła grę pod polem karnym rywala, a kolejną poważną okazję zmontowali dopiero niedługo przed przerwą gospodarze. Słupek obił Dziewiatowski, do dobitki złożył się Reguła, ale piłkę zmierzającą niechybnie do bramki wziął na ciało Mosór. Tym razem mając więcej szczęścia.
Możesz się starać, ale nic ci po tym
Szczęście znów przechylało szalę kilka minut po zmianie stron, kiedy w ofensywie błysnął Barczak. Świetnym podaniem uruchomił na prawym skrzydle Menę – Kolumbijczyk pokręcił trochę rywalem i wstrzelił piłkę po ziemi gdzieś na linię piątego metra. Tam nie miał nad nią żadnej kontroli Michalski, ale fartem odbił ją na rzut rożny, a nie do własnej bramki.
Więcej jednak Miedziowi nie zostawili szczęściu. Trudno wyróżnić poszczególne elementy składowe ich defensywy, ale jako całość pracowała ona świetnie. Gęsto ustawieni gracze w pomarańczowych strojach skutecznie blokowali dostęp do własnej bramki. Raz nogę postawił gdzie trzeba Ławniczak, innym razem odnajdywał się Michalski, Kocaba czy Dąbrowski.
Właśnie, trudno wskazać kogoś, kto wybiłby się ponad przeciętność, więc nie będziemy już wymieniać całej jedenastki Zagłębia. Wiedzcie po prostu, że to kolejny mecz, w którym chłopcy Leszka Ojrzyńskiego funkcjonowali w niskim bloku bardzo dobrze, sprawiając, że Korona wyglądała po prostu licho. Czy grała zbyt wolno? Być może. Czy nie miała pomysłu na przełamanie schematów? Tak, za mało było zagrań, które faktycznie mogłyby kogokolwiek zaskoczyć. Trener Kolendowicz zmianami szukał dla siebie szansy, ale te wniosły w gruncie rzeczy niewiele. Nie pachniało w Lubinie golem dla Kielczan.
Koniec końców nie grali oni jednak jakoś koszmarnie. Jeden błąd – a właściwie trzy w jednym – kosztował ich po prostu bardzo wiele. A może i były tam cztery błędy w jednym, jeśli uznamy, że sędzia Lasyk przegapił zagranie ręką i wypaczył wynik całego meczu…
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix