Dla większości kibiców mecz Ligi Europy zamyka się w jednym czwartkowym wieczorze, podczas którego mogą oglądać występ swojej drużyny w starciu z zagranicznym rywalem. By jednak taki mecz mógł w ogóle dojść do skutku, potrzebne jest jeszcze przejście długiego procesu przygotowań. O tym, jak robi się europejskie puchary w Białymstoku, rozmawiamy z Emilem Kamińskim – pracownikiem Jagiellonii, który pełni funkcję głównego kontaktu tego klubu w UEFA.
Spis treści
- Tak Jagiellonia rozwijała się organizacyjnie
- Od informacji o cateringu po podsumowanie. Tak robi się mecze w pucharach
- Tak Jagiellonia zdobywała doświadczenie. „Legia czy PZPN byli nam pomocni”
- Rangersi prosili o pokój do modlitwy, Ajax przepraszał za słowa piłkarza
- Pucharowy sen Jagi. „To jest właśnie nieprzewidywalność życia”
Tak Jagiellonia rozwijała się organizacyjnie
Jaga już w ubiegłych latach pukała do bram europejskich pucharów, ale ich stałym bywalcem została w 2024 roku. Z powodzeniem występowała w dwóch kolejnych edycjach Ligi Konferencji, a teraz próbuje swoich sił w Lidze Europy.
Na puchary trzeba było zbudować drużynę piłkarską, ale i kadrę klubową, która nie ma z boiskiem nic wspólnego. Zaczęło się od wytypowania osoby, która obejmie funkcję „main contact UEFA”. To człowiek, przez którego przechodzi cała komunikacja pomiędzy klubem a organizacją w zakresie organizowania domowych i wyjazdowych meczów.
– Dowiedziałem się, że to będę ja, jak latem 2024 wróciłem z wakacji. Bardzo szybko trzeba było się w to wdrożyć. Ogarnąć wszystkie regulacje, zasady, choć tak naprawdę większość ich poznawało się w trakcie rozgrywek, kiedy z czymś należało się zmierzyć – mówi Kamiński.
Zanim przyszła faza ligowa, można było nabrać nieco ogłady grając w kwalifikacjach, ale nasz rozmówca nie ukrywa, że to nie to samo. – Eliminacje różnią się od fazy ligowej. Bardzo cenne były szkolenia, które przeprowadzała nam UEFA. Można tam było poznać taką pigułę informacyjną. Rokrocznie jest takie spotkanie dla uczestników rozgrywek, odbywa się na przełomie sierpnia i września – opowiada.
I zaznacza: – Największa wartość jest taka, że można spotkać się z rywalami – wymienić informacje, powiedzieć, na co można liczyć i poznać, czego się spodziewać.
O swojej funkcji Kamiński mówi następująco: – Mam taką pracę łącznikową, która dotyczy kontaktowania się ze wszystkimi w razie problemów. Choć nasza ekipa jest już mocno ze sobą zgrana i jest ich coraz mniej. W ostatnich latach zorganizowaliśmy tu około dwudziestu meczów. Wiemy już, że możemy na siebie liczyć i to jest najważniejsze.
Od informacji o cateringu po podsumowanie. Tak robi się mecze w pucharach
Dla kibiców Jagiellonii pod hasłem „Liga Europy” czy wcześniej „Liga Konferencji” kryje się czwartkowy wieczór. Pracownicy klubu widzą to w zupełnie inny sposób. – Ogólnie przygotowanie meczu zaczyna się dużo wcześniej. Nie chcę powiedzieć, że ruszamy z papierologią, bo wszystko odbywa się poprzez platformę „UEFA TIME”. Tam zbierane są wszystkie informacje. Na przykład przed meczem wyjazdowym muszę uzupełnić czego potrzebujemy na trening, jaki chcemy catering, ilu naszych kibiców się wybiera, jakiego rodzaju transportami, czego możemy się spodziewać, czy potrzebujemy eskorty policji i tak dalej – wylicza Kamiński.

I podkreśla: – Muszę to uzupełnić jak najszybciej, a absolutnie ostatni dzwonek to tak na cztery-pięć dni przed meczem. Najlepiej, żeby informacje wyszły tak tydzień wcześniej. A takie bezpośrednie przygotowanie do meczu rozpoczyna się wraz z przyjazdem Venue Director, czyli około wtorku. Wtedy już skupiam się na działaniu na stadionie, choć nasze biuro znajduje się w innym miejscu, w centrum miasta.
Czym właściwie jest pierwsza z kilku istotnych funkcji, którą Kamiński zdążył wymienić? Venue Director to osoba dedykowaną z UEFA do organizowania meczów w Białymstoku. Oprócz niego jest także Venue Operations Broadcasting Manager (VOBM), czyli człowiek dedykowanego do mediów, sponsoringu i mający oko na ekspozycję wszystkich sponsorów UEFA.
Droga dojazdowa do pucharowego wieczoru w Białymstoku nabiera rozpędu we wtorek. Wtedy na stadionie zjawia się firma, która z ramienia UEFA odpowiada za branding stadionu i ubranie go w barwy rozgrywek. Od samego rana pracownicy dbają, żeby obiekt wyglądał inaczej niż przy okazji meczów ligowych. Rozstawiają także bandy LED, a nawet, jeśli widzą potrzebę, potrafią nakazać… zdjęcie etykietek ze wszystkich butelek wody mineralnej. Wszystko przez kwestie sponsorskie.
– Potem, o 17:00, rozpoczyna się Organizational Meeting, na którym są obecni Venue Director, VOBM, Main Contact, rzecznik prasowy, ticketing manager, osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo, SLO (Supporter Liaison Officer – łącznik pomiędzy klubem a kibicami), spiker, Giant Screen Operator (operator tablicy wyników) i osoba ze stadionu. Ogólnie na tym spotkaniu porusza się na jakim etapie jest realizacja bieżących tematów. Omawia się przygotowania do kolejnego dnia i samego meczu, rozstawienie i podział budek komentatorskich, miejsc dla analityków i tak dalej. Wszystko trwa około 30-40 minut – zdradza Kamiński.
Sprawy nabierają tempa w środę. – Tak naprawdę tutaj zaczyna się cała zabawa, ponieważ dociera delegat UEFA, który w jej imieniu ocenia organizację meczu, potem czekamy na przyjazd drużyny przeciwnej i jedziemy dalej. Od strony technicznej jest w zasadzie wszystko gotowe. Potem konferencje obu klubów, trening, przygotowanie tzw. „training requirements” czyli tego, co drużyna przeciwna zamawia jako catering, rzeczy do treningu i tym podobne. No i potem sam trening – wymienia Kamiński.
– Kiedy pojawia się delegat, sprawdza przede wszystkim pokój medyczny, a potem wspólnie z ochroną i przedstawicielami drużyny gości wizytują sektor przyjezdnych. Po treningu zespół UEFA wszystko raportuje do Szwajcarii i dzień dobiega końca. Natomiast kiedy przyjeżdża drużyna przeciwna, Venue Director wspólnie z Main Contactem i delegatem robią tzw. „ZONE 1 Tour”, czyli pokazują, gdzie co jest – kontrola antydopingowa, pokój medyczny, pokój sędziów, pokój delegata, ich szatnie, dodatkowe miejsca za ławką rezerwowych – dodaje nasz rozmówca.

Sam dzień meczowy to kulminacja pracy wykonanej w poprzednich dniach. – Zaczyna się od tzw. MDOM (Match Day Organisational Meeting), który trwa do 30-40 minut i są na nim omawiane wszystkie tematy związane z organizacją meczu oraz bezpieczeństwem. Potem na stadionie dzieją się takie rzeczy jak kalibracja VAR. Zazwyczaj o godzinie 12:00 rusza krótka wycieczka po mieście, którą oprowadzam opisując historię Białegostoku przedstawicielom drużyny przeciwnej i delegatowi. Następnie w planach jest spotkanie z prezydentem Białegostoku i wspólny obiad – opisuje pracownik Jagiellonii.
Potem, już podczas samego meczu, Kamiński musi – jak sam to opisuje – „krążyć”. Czyli poświęca się dynamicznym zadaniom i jest gotowy do rozwiązywania wszystkich organizacyjnych problemów czy spraw, jeśli takie tylko pojawią się ze strony pracowników UEFA czy drużyny gości.
– Po każdym meczu mamy natomiast tak zwany „The Brief”. Zbierają się tam wszystkie osoby odpowiedzialne za organizację meczu, czyli osoby funkcyjne, ludzie odpowiadający za bezpieczeństwo czy media. Są tam takie punkty – dlaczego było tak i tak, dlaczego nie było tak i tak. Mówimy o rzeczach bardzo małych, które z boku, bez świadomości tego wszystkiego, trudno wychwycić. To nie jest żadna połajanka czy sąd kapturowy. Chodzi bardziej o to, żeby ułatwić sobie robotę – zaznacza Main Contact Jagi.
Tak Jagiellonia zdobywała doświadczenie. „Legia czy PZPN byli nam pomocni”
Biorąc pod uwagę, że Białostoczanie dwukrotnie zaszli aż do fazy pucharowej Ligi Konferencji, a teraz grają w Lidze Europy, nowych doświadczeń i historii nie brakuje. – Jak my dostaliśmy się do europejskich pucharów w 2024 roku, to po raz pierwszy była faza ligowa. Czyli z danym klubem grało się tylko raz. Wcześniej obowiązywała niepisana zasada, że jak ktoś cię gdzieś przyjmie, tak ty potem tak samo możesz przyjąć go u siebie – przedstawia Kamiński.
Natomiast teraz jest trochę tak, że nie ma rewanżów, zatem mogą przyjąć kogoś obojętnie jak. Nikt się za to nie odpłaci.
Gdzie Jagiellonia czuła się najgorzej? – Może nawet nie tyle, że potraktowali nas w kiepski sposób, co po prostu mieli słabą organizację. Tak było z Pazarem. Serbia to pierwsza destynacja, która przychodzi mi do głowy. Też ci Albańczycy, Dinamo City. Widać było, że się starali, ale popełnili parę błędów w komunikacji – opowiada Main Contact Jagiellonii w UEFA.
– Takie problemy dotyczą klubów mniej doświadczonych w pucharach. Podobne błędy nie zdarzyłyby się w Ajaksie, Bodo czy Rangersach – nie ma wątpliwości Kamiński.
W Białymstoku nim okrzepli w kwestii organizowania pucharowych meczów, sami musieli poświęcić trochę czasu na nauczenie się nowych rzeczy. – Na początku to było trudne. Dostawałem maila, a tam napisane „CDTKO”. Myślisz sobie – co to kurde jest? A to „Countdown to kick-off”. Albo na przykład „MDOM”. Zastanawiasz się, o co tu chodzi, a to „Matchday Organizational Meeting”. To takie dwa przykłady. Jak się czegoś nie wiedziało, to też oczywiście można było zapytać, nikt nie miał pretensji, że się pytało o coś oczywistego. W relacjach z UEFA panuje duże zrozumienie, spora cierpliwość i fajna współpraca – mówi nasz rozmówca.
I dodaje: – Jak patrzę z dzisiejszej perspektywy, to na początku potrafiłem pytać o naprawdę banalne tematy. Ale taki był los świeżaka w europejskich pucharach.
Kamiński nie ukrywa, że Jaga nie miała problemów, żeby w pewnych kwestiach radzić się osób bardziej doświadczonych w kontaktach z UEFA. Legia i PZPN w tym pomagali. Choćby w sytuacjach, gdy dany rywal się powtarzał i czego można się po nim organizacyjnie spodziewać. Jak jakaś polska drużyna grała już z kimś, z kim my się dopiero zmierzymy, to zawsze można wykonać szybki telefon i zapytać, czego możemy się spodziewać. To absolutnie normalne – przedstawia pracownik Jagi.

Rangersi prosili o pokój do modlitwy, Ajax przepraszał za słowa piłkarza
Na przestrzeni ostatnich lat do Białegostoku przyjechały już takie drużyny jak Ajax, Betis, Fiorentina czy Rangers. Czy uznane europejskie firmy miały jakieś specyficzne życzenia? – Z takich nietypowych próśb, to na przykład Rangersi poprosili nas o pokój do modlitwy, ponieważ mieli czterech bardzo wierzących muzułmanów, którzy potrzebowali przestrzeni. Zaaranżowaliśmy im pokój dla sędziów meczów piłki kobiecej, z którego przy naszych meczach nikt nigdy nie korzysta – opowiada Kamiński.
– Anderlecht teraz poprosił nas na przykład o zagwarantowanie kanapek bez mięsa, choć to nic nadzwyczajnego – dodaje.
Szczególnie w pamięci utkwił mu jednak inny zespół goszczony w Białymstoku. – Najbardziej wymagający – nie w kwestii zachcianek, ale pod takim kątem logistycznym – był Cercle Brugge. W Białymstoku przygotowywali się do derbów z Club Brugge, uznali, że zrobią to w Polsce. Przywieźli całą drużynę, ponad trzydziestu zawodników. Trzeba było im pomóc zaaranżować trening w dniu meczowym. To nie jest wymagane przez UEFA, mogliśmy odmówić, ale z uwagi na chęć dobrej współpracy, pomogliśmy – wspomina Kamiński.
No więc pomógł znaleźć boisko pod Białymstokiem – chodziło o czwartoligowy klub Hetman Tykocin. Belgowie wydawali się bardzo zadowoleni z takiego obrotu spraw.
Jagiellonia również potrafiła korzystać z uprzejmości pucharowych rywali. – W tym sezonie trenowaliśmy w ośrodku Rangersów, a Olympiakos Pireus specjalnie przesunął swój trening, żebyśmy mogli potrenować na ich obiekcie. Powiem szczerze, że to była moja obawa szczególnie przed Ajaksem – że przyjedzie wielki klub do świeżaka, nowicjusza i potraktuje nas z góry, że nie wiadomo gdzie się znalazł – mówi nasz rozmówca.
Choć akurat przy wizycie klubu z Amsterdamu, piłkarz tej ekipy, Steven Berghuis, w jednej z rozmów po wygranej swojej drużyny 4:1 powiedział, że „teraz przynajmniej możemy mieć nadzieję na kilka fajnych podróży, a nie jeździć do Polski czy Serbii”. – Pamiętam te słowa piłkarza Ajaksu w wywiadzie pomeczowym. Wiem, że byliśmy za nie później bardzo przepraszani. Holendrzy skontaktowali się z nami i powiedzieli, że takie komentarze absolutnie nigdy nie powinny były paść – przedstawia Kamiński.
I mówi dalej: – Ajax absolutnie nie traktował nas z góry. W Amsterdamie zresztą wpuścił nas do swojej bazy, żeby drużyna mogła tam potrenować. Podeszli do nas poważnie, a nie na zasadzie, że przyjedzie jakiś tam mały zespół z Polski, zagra mecz i do widzenia, trzymajcie się. Podam też taki przykład. Rok temu jak graliśmy w Alkmaar, to Ajax pomógł zorganizować nam firmę transportową w Holandii. Współpraca jest cały czas, kluby, które kiedykolwiek się zetknęły, utrzymują kontakty. Wiem, że jeżeli oni też znów zagraliby w Polsce i mieli jakieś pytania, również mogliby się do nas odezwać – opisuje pracownik Jagiellonii.
Pucharowy sen Jagi. „To jest właśnie nieprzewidywalność życia”
A jak zmieniły się prace w zakresie organizacji meczów po tym, jak Jaga awansowała do Ligi Europy i opuściła Ligę Konferencji? – Gigantycznych różnić nie ma, ale jakieś na pewno występują. Zwłaszcza jeżeli chodzi o technologie. Nowa względem Ligi Konferencji jest goal-line technology, zmienił się też dostawca systemów trackingowych. Ta nowa firma musiała przyjechać wcześniej, porobić instalację kamer i tak dalej – mówi Main Contact ekipy z Podlasia w UEFA.
Pomimo rosnącego doświadczenia, Kamiński zachowuje pokorę. – Nie mogę powiedzieć, że nic nas nie jest w stanie zaskoczyć, bo życie bywa zaskakujące (śmiech). Ale w lutym, przed naszymi meczami z Fiorentiną, PZPN uruchomił platformę przygotowującą kluby do organizacji meczów europejskich pucharów. Poruszano tam wszelkie tematy – bezpieczeństwo, media, organizacja. Ja jako przedstawiciel Jagiellonii, ale też Piotrek Kwieciński z Lecha, Kinga Święcicka i Przemek Iwańczuk z Legii byliśmy mocno zaangażowani w realizację – nie ukrywa.
– Druga kwestia – i ona stanowi dla mnie takie osobiste ukoronowanie tych trzech lat – od kwietnia jestem członkiem Club Operations Working Group. To grupa powołana przez UEFA, w skład której wchodzi szesnaście klubów z Europy. Jagiellonia jest tam obok Romy, Liverpoolu, Feyenoordu, Porto czy Monaco. Mamy dwa spotkania w roku, pierwsze było przy okazji finału Ligi Konferencji, drugie będzie w listopadzie. Tam opiniujemy podręczniki rozgrywek z punktu widzenia klubów, czytamy regulaminy i podpowiadamy co warto, a czego nie warto – zdradza Kamiński.

– Takie dzieło, z którego możemy być dumni, to że wespół z innymi klubami biorącymi udział w eliminacjach – jak Viktoria Pilzno, Łudogorec czy Ferencvaros – opiniowaliśmy pakiet, który UEFA przygotowała dla klubów dopiero co wchodzących do rozgrywek, tak jak teraz Torreense czy powracający po latach Sunderland. Dawaliśmy UEFA swoje adnotacje i mieliśmy swój udział w kreowaniu tego wszystkiego. Dwa lata temu sami się uczyliśmy, a teraz możemy dzielić się doświadczeniem i zdobytą wiedzą z innymi – cieszy się przedstawiciel Jagiellonii.
Kilka lat temu w Białymstoku chyba nikt by nie pomyślał, że tamtejsi piłkarze z powodzeniem będą rywalizowali w europejskich pucharach, a pracownicy klubu wykształcą się w zakresie organizacji meczów pod egidą UEFA. – To jest właśnie nieprzewidywalność życia. Ono potrafi zaskakiwać. Nie ukrywam, że przychodząc do Jagiellonii w 2014 roku nie sądziłem, że będzie mi dane organizować tu mecze europejskich pucharów. Mogę nawet powiedzieć, że w 2025 roku jako ćwierćfinaliści Ligi Konferencji uczestniczyliśmy nawet w spotkaniach dotyczących finału, bo UEFA tego wymagała. To coś niezwykłego – nie ukrywa Kamiński.
I dodaje: – Moje pierwsze skojarzenie z Jagiellonią, kiedy miałem swoje naście lat, jest takie, że lokalny dziennik dał okładkę z ówczesnym prezesem klubu, który stoi pod pałacem kurialnym biskupa i żebrze o pieniądze. Bo wtedy była taka bieda. A dziś przyjeżdża do nas Anderlecht Bruksela, wtedy należący do innego świata.
– Kiedy się działa to nie ma czasu o tym myśleć, ale po czasie przychodzi refleksja, w jakim miejscu klub dziś się znajduje. Odczuwam dumę, że jestem częścią tej historii – kończy nasz rozmówca.
MARCIN DŁUGOSZ
Fot. Newspix / Archiwum własne