Kolejna porażka FC Porto. Pietuszewski był aktywny, a później zły

Jakub Radomski

20 października 2026, 22:53 • 4 min czytania 3

Reklama
Kolejna porażka FC Porto. Pietuszewski był aktywny, a później zły

Jak ocenić występ Oskara Pietuszewskiego w spotkaniu z PSV? Skrzydłowy Porto już po dziewięciu minutach mógł mieć na koncie dwa gole. Później oddał jeszcze jeden strzał. Ale był nieskuteczny. Gdy dość szybko schodził z boiska, ewidentnie był wściekły. Jego zespół po trzech meczach fazy ligowej Champions League ma na koncie same porażki. Przeciwko PSV po 90 minut rozegrali Jan Bednarek (debiut w Lidze Mistrzów!) i Jakub Kiwior. Jeżeli ktoś kompromitował się w obronie zespołu gospodarzy, to akurat nie Polacy. 

Reklama

Porto przystępowało do spotkania z PSV, mając w lidze portugalskiej komplet ośmiu wygranych. W Lidze Mistrzów natomiast zespół Francesco Farioliego doznał wcześniej dwóch porażek, ale miał też bardzo trudnych rywali: Porto najpierw uległo u siebie 0:2 Manchesterowi City, by następnie przegrać na wyjeździe 2:3 z Betisem. Tym razem w pierwszym składzie oglądaliśmy aż trzech Polaków: Jana Bednarka, Jakuba Kiwiora (stworzyli duet na środku obrony), a na lewym skrzydle spotkanie rozpoczął Oskar Pietuszewski.

Ten pierwszy dopiero teraz zadebiutował w Lidze Mistrzów. Natomiast 18-latek, były zawodnik Jagiellonii Białystok, tworzył zagrożenie od pierwszej minuty.

Oskar Pietuszewski w pierwszych minutach miał dwie okazje. Ale był nieskuteczny

Najpierw w szóstej minucie Pietuszewski znalazł się z piłką w polu karnym gości. Był szybszy od reprezentanta USA, Sergino Desta, a później – no właśnie: podawał czy jednak strzelał? Tak czy siak trafił w boczną siatkę. Chwilę później młody reprezentant Polski znowu miał szansę i tym razem już na pewno uderzał na bramkę, ale niecelnie. Pietuszewski był groźny w pierwszych minutach, ale później prezentował się gorzej. A to stracił piłkę, a to dwa razy upadł, jednak sędzia uznał, że nie było fauli (wydaje się, że słusznie), a to nie pilnował linii spalonego. Był nierówny, w niektórych sytuacjach trzeba na pewno wymagać od niego więcej.

Goście z Holandii, choć grali bez klasycznego środkowego napastnika, też byli groźni. W pierwszej połowie stworzyli cztery niezłe szanse. Na bramkę Porto uderzali Ivan Perisić i Guus Til, później zza pola karnego niecelnie strzelał Mauro Junior. Ale bez efektu. Mimo że Porto w dwóch pierwszych spotkaniach Ligi Mistrzów raczej oddawało piłkę rywalom i czekało na swoją szansę, mogło jednak dziwić, że podobnie wyglądał również mecz z PSV. Po 30 minutach grania goście posiadali piłkę aż przez 66% czasu gry.

Reklama

W 37. minucie oglądaliśmy kolejny rajd Pietuszewskiego, w jego stylu. Polak rozpędził się, ale z niełatwej pozycji uderzył niecelnie. To był już trzeci strzał w tym meczu 18-latka. Co ciekawe, jednocześnie Pietuszewski przez pierwszych 45 minut wykonał tylko pięć podań. Koledzy szukali go na boku boiska, a on próbował rozwiązywać akcje indywidualnie.

Jednak najlepszą okazję mieli zawodnicy PSV – po fatalnym błędzie Alberto Costy na bramkę gospodarzy popędził Filip Kostić, ale reprezentant Serbii trafił w słupek.

Jan Bednarek i Jakub Kiwior próbowali ratować sytuację. Ale Porto straciło gola

Druga połowa rozpoczęła się od ataków Porto, ale gospodarze niedługo później zostali skarceni. Najpierw przyszło ostrzeżenie, gdy Esmir Bajraktarević uderzał, ale piłka odbiła się od słupka. Znów zabrakło niewiele. Ale chwilę potem było 0:1. Znów fatalny błąd popełnił boczny obrońca Porto, ale tym razem lewy – Zaidu stracił piłkę i PSV wyprowadziło zabójczy cios. Zarówno Kiwior, jak i Bednarek próbowali ratować sytuację, ale bez powodzenia. Til tym razem z kilku metrów trafił do siatki.

Porto próbowało odpowiedzieć, ale akcję Pepe znakomicie, choć też trochę szczęśliwie zatrzymał w polu karnym bramkarz gości, Matej Kovar. Pietuszewski opuścił boisko po godzinie gry. Widać było, że jest bardzo niezadowolony, że Farioli go zmienił. To był nierówny mecz 18-latka, któremu nie można jednak odmówić chęci do atakowania i aktywności.

Reklama

Kiwior z Bednarkiem dograli mecz do końca. Gospodarze robili wiele, żeby wyrównać. Mieli jeszcze dwie świetne okazje – najpierw znów świetnie bronił Kovar, a strzał Victora Froholdta wybił z bramki obrońca gości. Po chwili Porto znów było blisko, ale PSV uratował świetny w tym meczu Dest. W końcówce niecelnie uderzał jeszcze Pepe i kolejną ważną interwencję zanotował Kovar. Ostatecznie lider portugalskiej ekstraklasy nie dał rady i przegrał trzeci mecz tej edycji Ligi Mistrzów.

PSV po trzech kolejkach Ligi Mistrzów ma cztery punkty. Wcześniej drużyna z Holandii zremisowała 1:1 z Szachtarem i przegrała 0:1 z Lipskiem.

FC Porto – PSV 0:1 (0:0)

  • 0:1 Til – 57′

Fot. Newspix.pl 

Reklama
3 komentarze
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama