Siemieniec: Słychać było, jak kamień spada z serca Kamila

Przemysław Michalak

16 października 2026, 13:30 • 10 min czytania 3

Reklama
Siemieniec: Słychać było, jak kamień spada z serca Kamila

Jagiellonia Białystok do meczu z Araratem-Armenia przystępowała nie tylko z presją odniesienia pierwszego zwycięstwa w Lidze Europy, ale także uniknięcia poważnego kryzysu i totalnego zakopania się w marazmie. Jaga miała na koncie cztery porażki z rzędu i ewentualna wpadka z niżej notowanym rywalem mogłaby ją na dobre pogrążyć. Nic więc dziwnego, że na pomeczowej konferencji trener Adrian Siemieniec był w bardzo dobrym humorze po wygranej 3:1. 

Reklama

Doceniał on zarówno postawę drużyny jako całości, jak i poszczególnych piłkarzy.

Adrian Siemieniec bardzo zadowolony po wygranej z Araratem

– Zobaczyłem nie jedenastu dobrych zawodników, tylko zespół, który razem bronił, atakował, wychodził do kontrataku, razem atakował pole karne i bronił pola karnego. Było dużo poświęcenia, determinacji, komunikacji, z czego bardzo się cieszę, bo potrzebowaliśmy tego, by wrócić do naszego fundamentu. Ja dzisiaj go widziałem – podkreślił Siemieniec.

– Mimo że ten mecz miał taki scenariusz, że straciliśmy gola na 0:1, co dodatkowo utrudnia sprawę po czterech porażkach, widać było, że zespół był nie tyle spięty, co aż nadto skupiony. Bramka stracona prosto, łatwo można było uniknąć jej, ale niesamowite brawa, że w takim momencie tak szybko zespół potrafił się podnieść. Determinacja przy golach była na najwyższym poziomie. Na bardzo dobrym poziomie też broniliśmy, nie przypominam sobie innej czystej sytuacji dla przeciwnika – dodał.

Reklama

– Pomimo zapowiedzi środowiska, że przyjedzie słaby rywal i trzy punkty są pewne, to możemy się wyleczyć z tego w Lidze Europy. Każda drużyna ma tu jakość i odpowiedni poziom, bo aby tu trafić, trzeba najpierw osiągać dobre wyniki na własnym podwórku, a potem przejść przez eliminacje. Nie ma co oczekiwać, że cokolwiek dostaniemy za darmo. Dziś bardzo ciężko pracowaliśmy, żeby wygrać. Było to czuć i z tego bardzo się cieszę, ale to na razie tylko moment. Tylko dyscyplina i konsekwencja pozwoli nam to przedłużyć, bo jeszcze trudniej jest to utrzymać i kontynuować, by budować serię. Krok po kroku. Teraz skupienie na regeneracji i spotkaniu ligowym. Bardzo ważnym, bo potrzebujemy punktów w lidze – zaznaczył szkoleniowiec Jagiellonii.

Życie oddało Kamilowi Jóźwiakowi

Jednym z największych wygranych czwartkowego meczu był Kamil Jóźwiak, który niespodziewanie zagrał od początku i strzelił gola wyrównującego. To była jego pierwsza bramka w oficjalnym występie od 1278 dni.

Kamil Jóźwiak, Jagiellonia Białystok.

Reklama

Siemieniec: – Jeśli chodzi o indywidualne historie, to chciałbym zacząć od Kamila Jóźwiaka, bo myślę, że jeśli ktoś nie miał zaufania u kibiców – przede wszystkim w internecie – to jest to dokładny tego przykład. Wiele historii widziałem, gdy zawodnicy na początku nie mają szans grać, a potem przez konsekwencję, pokorę i ciężką pracę dochodzili do odpowiedniego poziomu. Kamil już na wysokim poziomie był – w reprezentacji, w poważnych ligach i klubach. Ta jego kariera miała różne etapy, nawet na poziomie Jagiellonii. Przyszedł z dużymi oczekiwaniami, on sam je miał i pewnie chciał nawet więcej, a jednak rzeczywistość okazała się inna.

Obserwowałem go i widziałem w nim zmianę. Zawodnika, który już przychodził doświadczony i dojrzały, a i tak zarazem zawodnika, który teraz dojrzał. Można upaść, ale nie można się poddać. Trzeba wstać, pracować, być cierpliwym. Tak Kamil zrobił. Widziałem to od początku okresu przygotowawczego, jak też na początku sezonu, gdy złapał kontuzję. Wrócił, a my sprowadziliśmy nowych piłkarzy i musiał czekać. Ciężko pracował jednak na każdym treningu wyrównawczym, mimo że to nie jest najwygodniejsza sytuacja. On za każdym razem był gotowy, nastawienie do pracy i pokora były na najwyższym poziomie. Dzisiaj życie to oddało, ale i on na to zapracował, bo po obronionym strzale poszedł za dobitką i strzelił gola. Wszędzie było słychać, jak ten kamień spada z jego serca. Szczególnie jeśli chodzi o statystyki i pewnie słusznie, bo sam sobie zdawał sprawę z tego, ile było tych meczów bez gola. Ale nie chciałbym mówić tylko o golu, lecz też o tym, ile pracy dla zespołu włożył. Pokazał bardzo dużą intensywność, aspekty defensywne, na czym mi bardzo zależało, bo tego potrzebowałem od każdego piłkarza. Dzisiaj mogę tylko chwalić zespół, choćby takich piłkarzy jak Imaz, który był pierwszym obrońcą, ile było w nim poświęcenia. Bardzo się cieszę, że zespół pokazał te wartości i chciałbym, żebyśmy byli w tym konsekwentni.

Jagiellonia w poszukiwaniu ligowych punktów pojedzie teraz do Lubina. Miejscowe Zagłębie na razie wyprzedza Białostoczan w tabeli, ale ma mecz więcej. Po tym spotkaniu podopieczni Siemieńca znów zagrają w Lidze Europy – u siebie z Anderlechtem.

Reklama

fot. Newspix

3 komentarze
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Europy

Reklama