Mariusz Malec wciąż się odkręca po Walemarku [KOZACY I BADZIEWIACY]

Mikołaj Duda

14 października 2026, 16:46 • 5 min czytania 5

Reklama
Mariusz Malec wciąż się odkręca po Walemarku [KOZACY I BADZIEWIACY]

Jeśli masz na nazwisko Malec, to zdecydowanie to nie był twój weekend. Paweł jako sędzia VAR nie pomógł Wojciechowi Myciowi w uniknięciu błędu, a następnie zawołał go do monitora, by odwołał prawidłowo strzelonego gola. Na jego temat napisaliśmy już wystarczająco wiele, więc z czystym sumieniem możemy skupić się na Mariuszu, obrońcy Śląska. Podobno wciąż dochodzi do siebie po meczu z Lechem. 

Reklama

Jedyne, co dobrego wydarzyło się dla Mariusza Malca jest to, że Patrik Walemark wszedł na boisko dopiero w drugiej części gry, więc karuzela, na której wylądował trwała mniej więcej 30 minut, a nie cały mecz. Szwedowi to jednak w zupełności wystarczyło, żeby zakręcić rywalem niczym Tymoteuszem Puchaczem i Przemysławem Frankowskim w niedawnym meczu reprezentacji.

Jedenastka Kozaków. Silna reprezentacja Lecha i stały punkt programu – Bartosz Nowak

Walemark, mimo choroby, przez którą nie był gotowy na 100%, wyglądał na tle obrońców Śląska jak zawodnik z innego piłkarskiego świata i z olbrzymią łatwością strzelił dwa gole. Albo inaczej: to pewnie nie było takie proste, ale w jego wykonaniu dokładnie tak to wyglądało. Zejście na lewą nogę i raz strzał na bliższy, a następnie dla odmiany na dalszy słupek.

Dla szwedzkiego skrzydłowego mamy tylko jedną złą wiadomość, co na portalu X zauważył znany użytkownik o pseudonimie Kevol. Mianowicie w najbliższym meczu z Bayerem Leverkusen w Lidze Europy obrońcy będą na nieco wyższym poziomie od takiego Mariusza Malca. Natomiast rozgrzewkę przed Niemcami zdał celująco.

Reklama

Walemark jednak nie jest jedynym lechowym kozakiem po tym weekendzie. Już drugi raz w tym sezonie znalazło się miejsce także dla Pablo Rodrigueza, który w końcu zaczął grać tak, jak się od początku od niego oczekiwano. Swoje dało przesunięcie go z dziesiątki piętro niżej, ale faktem jest, że w tym momencie to jeden z liderów ekipy Nielsa Frederiksena.

Hiszpan w tym sezonie ma na koncie już cztery gole i trzy asysty w lidze, czym wyraźnie przebił swój dorobek z poprzednich rozgrywek, a przypomnijmy, że jesteśmy dopiero w połowie października. Ze Śląskiem raz trafił do siatki, miał też kluczowy udział przy bramce na 1:0, ale poza konkretami bardzo dobrze wypadł również w teście oka. Pod nieobecność w pierwszym składzie Walemarka czy Sayyadmanesha był głównym motorem napędowym poznańskiej ofensywy.

Trzecim przedstawicielem mistrza Polski jest Joel Pereira. Portugalczyk we Wrocławiu zaliczył asystę, a także bezbłędnie radził sobie w obronie, co potwierdził świetną interwencją na linii bramkowej. Po paru słabszych meczach w ostatnich tygodniach, w ten weekend zobaczyliśmy Joela Pereirę w jego najlepszej wersji.

Reklama

W pierwotnej wersji znalazł się tutaj Mateusz Skrzypczak, który rozegrał chyba jedno z lepszych spotkań od momentu powrotu do Lecha, następnie praktycznie w ostatniej chwili wygryzł go Rafał Augustyniak, jednak po głębszym namyśle wracamy do stopera mistrza Polski.

W normalnych warunkach gracz Legii nie miałby zaliczonego udziału przy bramce. Raz, że aut jego drużynie w ogóle się nie należał, a dwa, że przy jego wyrzucie przekroczył linię, co jest niedozwolone. Nie nasza wina, że sędzia liniowy najwidoczniej zapomniał założyć soczewek…

Kogo wyróżniliśmy spoza Lecha? Oczywiście, że tak, jego nie mogło zabraknąć, a mowa tu oczywiście o Bartoszu Nowaku. Mamy 10. kolejkę, a lider GieKSy już czwarty raz wylądował w najlepszej jedenastce. W meczu z Rakowem gol i dwie asysty – klasa sama w sobie. W Częstochowie taki gracz byłby bezcenny, ale cóż, swego czasu został oddany bez żalu… Jakość pokazał także z Wieczystą, ale to był zaległy mecz z drugiej kolejki, więc nie bierzemy go pod uwagę w tym zestawieniu.

Bartosz Nowak

Reklama

A co do Wieczystej, w końcu wygrała i zrobiła to w naprawdę ładnym stylu. Może nie było to specjalnie trudne zadanie. bo Wisła Płock zawiesiła poprzeczkę na poziomie parkingu podziemnego, jednak docenić beniaminka warto. Bliźniaczy występ do Patrika Walemarka zaliczył Lisandro Semedo. Też wszedł z ławki i również strzelił dwa gole, a w rolę Mariusza Malca wcielił się Marcus Haglind-Sangre. Był kręcony w podobny sposób i tak samo jak kolega ze Śląska wyląduje w badziewiakach.

Semedo towarzyszy jeszcze Lucas Piazon. Znamy wiele przypadków zawodników typu odrzutki z największych klubów świata, którzy poza nazwiskiem na boisko nic nie wnoszą, ale w jego przypadku jest inaczej. Kozak jak się patrzy.

Z coraz większym przekonaniem podobne słowa można wypowiadać na temat Paula Mukairu. Przy obu golach z Koroną miał swój wkład. Ewidentnie się odblokował po trudniejszych początkach w Szczecinie i z kolejnymi tygodniami wyrasta na jednego z liderów Pogoni.

Reklama

Jedenastka Badziewiaków. Tragiczna Wisła Płock i nie lepszy Raków

O Haglindzie-Sangrze już mówiliśmy, ale oczywiście, że nie jest jedynym przedstawicielem swojej drużyny. Rzutem na taśmę postanowił załapać się Rafał Leszczyński, do którego, mimo puszczenia trzech goli, długo ciężko było mieć do niego jakieś większe zastrzeżenia. Przy czwartym trafieniu jednak wyszedł z bramki i kompletnie mu to nie wyszło. Na pocieszenie: dla losów meczu jego pusty przelot nie miał już większego znaczenia.

Płockie trio dopełnia Nuno Tavares. Nie wywiązywał się z roli defensywnego pomocnika, a właściwie z żadnej innej również nie. To on zaliczył stratę, która skończyła się kontrą i pierwszą straconą bramką, a ponadto Wieczysta miała całe połacie przestrzeni w środku pola.

Mariusz Malec także nie pozostał osamotniony. Dołączył do niego Luka Marjanac, o którym ciężko w ogóle powiedzieć, co jest jego atutem. Tak biega po tym boisku, jakby trochę nie wiedział w jakim celu i co chce tym uzyskać. Jak akurat jest potrzebny, to go nie ma, a nawet jeśli jest, to i tak ciężko spodziewać się fajerwerków.

Wracając do Wisły Płock, ma ona godnego konkurenta w postaci Rakowa. Dziewięć porażek w 10 meczach – to nie jest już byle jaki wyczyn. Przerwa reprezentacyjna miała przynieść odmianę, ale no cóż, nie przyniosła. Z ekipy Tomasza Kaczmarka załapali się Marko Bulat, Adin Molnar i Arvid Brorsson. Zwyczajnie byli jeszcze gorsi od reszty swoich kolegów, a to zadanie do specjalnie łatwych nie należało.

Reklama

Fot. Weszło/Newspix

5 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Polecane

Hiszpański klub chce Sancho. Jest jednak jeden „mały” problem

Kacper Korpak
0
Hiszpański klub chce Sancho. Jest jednak jeden „mały” problem

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Górnik zrobił z niego ważną postać. Gasparik jasno o roli Urbańskiego

Wojciech Piela
2
Górnik zrobił z niego ważną postać. Gasparik jasno o roli Urbańskiego
Ekstraklasa

Największa rola Polaków w Legii od kilkunastu lat. Efekt braku pucharów

AbsurDB
8
Największa rola Polaków w Legii od kilkunastu lat. Efekt braku pucharów