Kadra piłkarek ma coś, czego brakuje męskim drużynom [KOMENTARZ]

Jakub Radomski

14 października 2026, 08:46 • 9 min czytania 20

Reklama
Kadra piłkarek ma coś, czego brakuje męskim drużynom [KOMENTARZ]

Reprezentacja Polski piłkarek jest bliżej awansu do mistrzostw świata. Drużyna Niny Patalon w barażowym rewanżu odwróciła losy rywalizacji i wyeliminowała po rzutach karnych Belgię (po 120 minutach było 3:2). Do spełnienia marzeń pozostał dwumecz z Irlandkami i być może jeszcze baraż interkontynentalny. Wydaje się jednak, że najtrudniejszy rywal został pokonany. Polki osiągnęły sukces, mimo że we wtorkowym meczu w Gdańsku było kilka momentów, w których wiele drużyn zwiesiłoby głowę, zrezygnowało, poddało się mentalnie. Oglądałem ostatnie spotkania kadry Jana Urbana. Widziałem mecz Rakowa Częstochowa z GKS-em Katowice. Śledzenie piłkarek, które potrafią odpowiedzieć na każdy mocny cios, było miłą odmianą. 

Reklama

Tę umiejętność zwiastował już pierwszy mecz w Belgii, choć przegrany 0:1. Rywalki rozpoczęły go mocno, z animuszem, ale Polki przetrwały trudny moment i przez ponad pół godziny pierwszej połowy dominowały. W Gdańsku rewanż zaczęły spokojnie. W pierwszej połowie prezentowały się kiepsko (rywalki jeszcze gorzej), ale prowadziły 1:0. Straty były odrobione. Później oglądaliśmy cztery momenty, które można by pokazać młodym sportowcom, tłumacząc: „Zobacz, jak reagować na trudną sytuację na boisku. Patrz i się ucz”. 

Belgijki wyrównały na początku drugiej połowy. Ale reprezentacja Polski wróciła do gry

Pierwszy moment – na początku drugiej połowy Belgijki wyrównują. Jest 1:1 i cały misterny plan na drugą część gry – tak się wydaje – właśnie legł w gruzach. Biało-Czerwone potrzebują gola, żeby doprowadzić do dogrywki. Ale nie ma jakiegoś załamania, zachowań boiskowych, które pokazywałyby brak wiary. Polki potrzebują chwili, by wrócić do lepszego rytmu, by zagrać odważniej, ale zaczynają to robić. I po jakimś czasie jest efekt. Ewelina Kamczyk popisuje się fantastycznym strzałem zza pola karnego. Znów prowadzenie.

Ewelina Kamczyk

Ewelina Kamczyk

Reklama

I teraz następuje druga chwila. Sędzia spotkania biegnie do monitora, wezwana przez VAR. Na trybunie prasowej szybko orientujemy się, że chodzi o pozycję spaloną Oliwii Woś, której zachowanie mogło zostać zinterpretowane jako przeszkadzanie w interwencji bramkarce. Ale czy na pewno? Polka nie stała przecież tak blisko od bramki przeciwniczek. Sędzia ogląda sytuację, widać, że podjęła decyzję. Odwołuje gola. Podobno jedno z ujęć pokazywało dość wyraźnie, że Lowiese Seynhaeve nie widziała przez chwilę dobrze piłki, zasłonięta właśnie przez polską obrończynię. Wiecie, jak działa VAR – pewnie właśnie ten moment był kilka razy odtwarzany w zwolnionym tempie. Wracasz do meczu, zdobywasz piękną bramkę, znów panuje euforia i po chwili ktoś ci to zabiera.

Można się załamać. Przestać już w ogóle wierzyć w ten mundial.

A Polki po chwili znów trafiają do siatki. Robi to po akcji prawą stroną Paulina Tomasiak, która w pierwszym spotkaniu z Belgią zawiodła, a we wtorek wygrała kilka ważnych pojedynków. To dziewczyna, która jeszcze do ubiegłego roku występowała w klubie Trójka Staszkówka Jelna. Polska Ekstraliga stoi na niskim poziomie, a co dopiero powiedzieć o dywizji niżej? Tomasiak przez lata, na pewno za długo, grała tam, bo miała blisko rodzinny dom. Pisząc większy tekst na jej temat, od osób, które znają Paulinę, słyszałem, że grała tak długo w tej Trójce ze strachu. Bała się opuścić mamę. Większego świata. Wyzwań. Presji. I teraz właśnie ona nie spuszcza głowy, nie boi się atakować, tylko ładuje gola w kluczowym momencie. Już się nie boi.

Reklama

Wiecie, ile minęło czasu od momentu, gdy Chorwatka Ivana Martincić odwołała bramkę dla Polek, do chwili, gdy piłka po strzale Tomasiak wpada do siatki? Równe 90 sekund. 

W drugiej połowie Polki mogły się naprawdę podobać. Atakowały, grały krótkimi podaniami, różnorodnie. Wydawało się, że rozstrzygną to spotkanie przed dogrywką, ale nie dały rady.

Mało kto wierzył, że piłkarki Niny Patalon będą w stanie odpowiedzieć w dogrywce

I teraz nadchodzi moment trzeci. Grasz dodatkowe 30 minut. Zawodniczki Patalon wyglądały bardzo dobrze fizycznie, ale w dogrywce tempo gry spadło. Polki rozgrywają swoją najładniejszą akcję w meczu, prawą stroną, ale nie udaje się zamienić ją na gola. W ostatnich sekundach pierwszej połowy dogrywki Belgia ma rzut wolny. Wrzutka i gol, trochę z niczego. Konsternacja. Ewa Pajor jest wściekła. Ma świadomość, że ciężko będzie po raz kolejny odpowiedzieć. Jest mało czasu, masz też coraz mniej sił. Niby właśnie jest przerwa, można porozmawiać ze sztabem, ale ona jest bardzo krótka.

Reklama

Pajor w meczu z Belgią

Pajor w meczu z Belgią

Na trybunie prasowej dominuje poczucie w stylu: „Nie no, teraz już się nie uda”. 

A Polki znowu to robią. W 116. minucie piłka trafia do Pajor, której Belgijkom nie udaje się zatrzymać. Napastniczka Barcelony, o której mówi się, że może nawet zdobyć Złotą Piłkę, trafia na 3:2. Polki znów oszukały przeznaczenie, a w ostatniej akcji dogrywki były o centymetry (dosłownie) od rozstrzygającego trafienia na 4:2. Nie wyszło. Karne.

Reklama

Konkurs jedenastek zaczyna się dobrze. W drugiej serii świetna w tym dwumeczu Kinga Seweryn broni strzał Jarne Treulings. I do piłki zmierza Pajor, która w pierwszym spotkaniu obu drużyn zmarnowała jedenastkę. Wydaje się, że mimo wszystko to pewniaczka. Tym razem strzela trochę inaczej, bardziej na siłę, ale jednocześnie dość blisko środka bramki. I Seynhaeve, słaba i niepewna w całym dwumeczu, znowu odbija jej uderzenie. Zaskoczenie, nawet szok. Liderka drużyny, jedna z najlepszych napastniczek świata, która w dodatku gra świetny mecz (w skali 1-10 i tak powinna dostać za to spotkanie ósemkę albo dziewiątkę), znów się pomyliła. Często takie coś negatywnie wpływa na drużynę. Tymczasem ledwo załamana Pajor wróciła do koła środkowego, a Seweryn obroniła drugi rzut karny. I rozpacz zmienia się w radość.

Reklama

Skojarzyło mi się to od razu z półfinałem męskiego mundialu w 1982 roku. Słynny mecz Francja – Niemcy, też z konkursem jedenastek. W trzeciej kolejce zawiódł Uli Stielike i kamery pokazały, jak jest załamany, ale po chwili podbiegł do niego kolega i pokazuje, że Toni Schumacher obronił właśnie uderzenie Didiera Sixa. Wtedy to właśnie Niemcy awansowali do finału.

A w Gdańsku Polki wywalczyły awans do finału barażów, bo trzy kolejne Biało-Czerwone nie myliły się już z 11 metrów.

Tuż po ostatnim gwizdku miałem w głowie właśnie to – że oglądałem ważną wygraną, ale również spotkanie, które pokazało istotną cechę i pewien etap rozwoju tej reprezentacji.

Reklama

Nina Patalon na konferencji prasowej: Taki człowiek jest najbardziej niebezpieczny

Gdy na konferencji prasowej Dawid Szymczak, dziennikarz Sport.pl, zapytał Patalon o ten właśnie aspekt spotkania, selekcjonerka mówiła nie tylko o samym futbolu.

– Człowiek, który wie, że może i jednocześnie chce, to jest najbardziej niebezpieczny człowiek. Przed meczem z Francją w Dijon (w dywizji A Ligi Narodów – przyp. red.) powiedziałam zawodniczkom, że może być różnie, ale jest jedna ważna rzecz: trzeba trzymać się razem. Jeżeli masz serce do tego, to wiele możesz ułożyć. Możesz też przełknąć coś, co nie do końca ci pasuje, bo to jest lepsze dla drużyny. Wprowadziłam na boisko Olę Zarembę, która miała pomagać w obronie. Ona później zeszła, zrobiła to dla zespołu. Trochę jest tak, że gdybyś był samotny w trakcie takiego meczu, byłoby ci ciężko. Ale jeżeli stoi za tobą zespół, a ty masz prawo do popełniania błędów, ale też do odwagi, możesz robić takie rzeczy. Będę o tym meczu opowiadać wnukom. Żeby się nie poddawać i odpowiadać, trzeba mieć dużo wyobraźni, stalowe nerwy i być dobrym człowiekiem – odpowiedziała.

Patalon mówiła też o ewolucji swojego zespołu. Podkreślała, że dzięki doświadczeniom z Dywizji A Ligi Narodów jej zawodniczki lepiej grają w kontakcie, mocniej walczą z silnym przeciwnikiem. Bardzo spodobało jej się, że piłkarki w tak ważnym i jednocześnie nerwowym spotkaniu chciały same podejmować wiele decyzji, np. w kontekście strzelania rzutów karnych.

Jeszcze jedno zdanie z selekcjonerki: – Ta drużyna zebrała sporo ciosów. Ale one stały się naszą siłą. 

Reklama

Nina Patalon

Nina Patalon

Gdy ogląda się ostatnio męską reprezentację Polski czy Raków Częstochowa, takiego charakteru nie widać

Miałem ostatnio wątpliwą przyjemność oglądać spotkania reprezentacji Polski Jana Urbana. Mecz w Solnej w pierwszej połowie mógł się nawet w wykonaniu Polaków podobać, ale w drugiej części, zwłaszcza po tym kuriozalnym golu na 1:2 (stały fragment, zagranie po ziemi, strzał, wszystko bardzo łatwo) piłkarzom Urbana brakowało również wiary w doprowadzenie do remisu.

Widziałem też mecz Rakowa z GKS-em Katowice. Niby zespół z Częstochowy odpowiedział błyskawicznie, trafiając na 1:1 tuż po bramce gości, ale gdy w drugiej połowie GKS-owi przyznano wątpliwy rzut karny i zrobiło się 1:2, Raków KOMPLETNIE przestał grać. Okoliczności podobne – bramka dla przeciwnika na początku drugiej części, ale reakcja skrajnie różna. Trener zespołu z Częstochowy, Tomasz Kaczmarek wyraźnie podkreślał, że jego zespół przegrał mecz z GKS-em głównie w warstwie mentalnej, a za najważniejszy moment uznał właśnie początek drugiej połowy i bramkę z karnego.

Reklama

Kadra Patalon jest na takim etapie, że reaguje inaczej. Potrafi sobie radzić w sytuacjach, które dla wielu drużyn w różnych dyscyplinach (męska kadra i Raków to tylko dwa przykłady) byłyby skrajnie trudne. Ta drużyna ma liderkę, która ciągle jest jedną z najlepszych piłkarek świata. Mimo wywalczenia awansu Pajor po spotkaniu nie podeszła do dziennikarzy w strefie mieszanej. Rozmawiały inne zawodniczki. Jest kapitanem, ktoś powie, że to trochę słabe, ale jednocześnie można w pewnym stopniu zrozumieć, że osoba wyjątkowo ambitna, choć zespół osiągnął cel i zrobił to w efektownym stylu, jest jednocześnie sobą rozczarowana.

Pajor i Natalia Padilla-Bidas

Pajor i Natalia Padilla-Bidas

Piłkarki czeka teraz dwumecz z Irlandią, która w tym roku dwukrotnie pokonała Polskę w meczach o stawkę – 3:2 i 1:0 – ale to były wyrównane spotkania. Wydaje się, że to zespół nieco słabszy od Belgii, Polki będą podbudowane sukcesem, ale na pewno nie będzie łatwo.

Reklama

Nasz zespół też ma swoje problemy. Weźmy środek obrony – Oliwia Woś nie zaprezentowała się dobrze w pierwszym meczu w Belgii. W Gdańsku zagrała trochę lepiej, ale to ona przed rzutem wolnym i golem na 2:2 w dogrywce źle wybijała piłkę, a wcześniej trochę dziwnie do niej biegła. Jest lewonożną zawodniczką (podobnie jak jej partnerka ze środka obrony, Paulina Dudek) i gdy piłka zmierza w jej prawą stronę, czasami robi się problem. Nie jest też najszybsza, a kobieca piłka wyraźnie stawia w ostatnich latach na szybkość, zwłaszcza na tej pozycji.

Belgijki we wtorek nieprzypadkowo atakowały głównie swoją prawą stroną, bo na lewej obronie pod nieobecność Martyny Wiankowskiej grała Milena Kokosz. I w pierwszej połowie kilka razy tworzyły w ten sposób zagrożenie.

W pierwszym meczu z Irlandią zabraknie Dudek, która będzie pauzować za kartki.

Patalon podkreślała na konferencji, jak wiele ma zawodniczek kontuzjowanych i rzeczywiście z takich piłkarek dałoby się ułożyć całkiem niezłą jedenastkę. Prowadzenie tej kadry w ostatnim czasie to trochę lepienie z materiału, który ma się akurat do dyspozycji i radzenie sobie z kolejnymi problemami.

Reklama

Na razie się udaje. I niech tak będzie dalej. Od mundialu w Brazylii Polki dzielą dwa albo trzy mecze, gdyby musiały zagrać jeszcze baraż interkontynentalny. Z Irlandią szanse będą pewnie oceniane 50/50, choć sporo osób ze środowiska mówi po cichu, że to kadra Patalon ma więcej argumentów. W rywalizacji z drużyną z innego kontynentu Polki na pewno byłyby faworytkami.

Mistrzostwa świata są naprawdę blisko.

JAKUB RADOMSKI 

Fot. Newspix.pl 

Reklama

 

20 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama