Diomande zatopił Villarreal. Vinicius też poszedł na dno

Jan Broda

Autor:Jan Broda

10 października 2026, 23:20 • 3 min czytania 4

Reklama
Diomande zatopił Villarreal. Vinicius też poszedł na dno

W bólach i męczarniach rodziło się skromne zwycięstwo Realu nad Villarrealem. Królewscy utrzymali sześciopunktową stratę do Barcelony dzięki błyskowi geniuszu Yana Diomande, ale więcej niż o debiutanckim golu Iworyjczyka będzie się mówiło o skandalicznym zachowaniu Viniciusa Juniora. Brazylijczyk strzelił gola, a gdy trafienie zostało anulowane, wyleciał z boiska z czerwoną kartką za ciągnięcie rywala za włosy. 

Reklama

O pierwszej połowie możemy się jedynie dyplomatycznie wypowiedzieć, że się odbyła i trwała dokładnie 46 minut. Real niby kontrolował grę, niby miał inicjatywę, niby przeważał, ale… no właśnie, to wszystko było na niby, bo nie szły za tym konkrety. Nie licząc dwóch uderzeń Kyliana Mbappe na początku spotkania, gdy najpierw ostemplował słupek, a potem jego strzał zatrzymał Gulacsi – na Bernabeu nie wydarzyło się nic wartego uwagi. Z przebiegu spotkania zadowolony mógł być Villarreal, który nie dopuszczał Królewskich do zbyt wielu sytuacji bramkowych, lecz jednocześnie trzeba uczciwie przyznać, że sami również niewiele kreował.

Dość powiedzieć, że po obydwu stronach oglądaliśmy 8 strzałów, z czego tylko jeden (ten Mbappe obroniony przez Gulacsiego) zmierzał w światło bramki. Trochę mało jak na drugą i trzecią drużynę w lidze pod względem liczby oczekiwanych goli w tym sezonie.

Ponarzekaliśmy sobie, bo i mieliśmy ku temu powody, ale na szczęście po przerwie spotkanie wreszcie nam się rozkręciło. W 62. minucie Real wreszcie dopiął swego. Fede Valverde w swoim stylu wziął piłkę, szarpnął z nią ładnych kilkanaście metrów i obsłużył podaniem lepiej ustawionego Yana Diomande, a ten błyskawicznym uderzeniem znalazł drogę do bramki swojego byłego kolegi z RB Lipsk.

Oficjalnie: Vinicius nie został podmieniony. To nadal on!

Chciałoby się powiedzieć, że Iworyjczyk za sprawą debiutanckiego trafienia został bohaterem Realu, natomiast niedługo potem show skradł Vinicius Junior. Szkoda tylko, że w negatywnym tego słowa znaczeniu. Dużo mówiło się ostatnio o formie (a raczej jej braku) Brazylijczyka, stąd też nic dziwnego, że zasiadł dzisiaj na ławce kosztem właśnie Diomande. Podniósł się z niej tuż po przerwie, zmieniając Alexandra-Arnolda i już kwadrans później, wydawało się, odpłacił się za zaufanie Mourinho w najlepszy możliwy sposób.

Reklama

Jude Bellingham przebiegł z piłką pół boiska i podał do lepiej ustawionego w polu karnym Viniciusa, a ten w najprostszy możliwy sposób umieścił piłkę w siatce. Radość z pierwszego od sierpnia gola nie trwała jednak długo, bo do akcji wkroczył VAR, a sędzia dopatrzył się grubego przewinienia – Vini ciągnął rywala za włosy. Efekt? Bezpośrednia czerwona kartka i przedwczesna wycieczka do szatni.

Jeśli więc ktoś myślał, że Brazylijczyk naprawdę został podmieniony przez swojego sobowtóra, właśnie otrzymał koronny dowód na to, że Vinicius Junior to jedna i ta sama osoba. Mógł to być moment przełomowy dla 26-latka, a tak odpocznie sobie przynajmniej jeden mecz (jeśli nie więcej, o ile tak zdecyduje Komisja Dyscyplinarna LaLiga).

Reklama

Osłabiony Real zdołał w nerwach dowieźć jednobramkową przewagę do końca. Mourinho i spółka odpowiedzieli na zwycięstwo 3:0 Barcelony z Getafe i utrzymali do liderującej Blaugrany sześciopunktowy dystans w tabeli.

Real Madryt – Villarreal CF 1:0 (0:0)

  • 62′ Diomande – 1:0

Fot. Newspix

4 komentarze
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Bundesliga

Potulski zawiódł, rywal Lecha wręcz przeciwnie. Ciężary przed Kolejorzem?

Maciej Piętak
0
Potulski zawiódł, rywal Lecha wręcz przeciwnie. Ciężary przed Kolejorzem?

La Liga

Reklama
La Liga

Barcelona nie dała szans Getafe. A przy okazji wyrównała rekord

Jakub Radomski
2
Barcelona nie dała szans Getafe. A przy okazji wyrównała rekord
La Liga

Atletico ze szpilką w Real Madryt. „Cudowne ozdrowienie”

Patryk Idasiak
0
Atletico ze szpilką w Real Madryt. „Cudowne ozdrowienie”
La Liga

Ustrzelił klub z rodzinnego miasta i świętował. Kibice byli wściekli

Maciej Bartkowiak
1
Ustrzelił klub z rodzinnego miasta i świętował. Kibice byli wściekli
La Liga

FC Barcelona bez Raphinhi spróbuje wyrównać rekord. Brakuje niewiele

Patryk Idasiak
1
FC Barcelona bez Raphinhi spróbuje wyrównać rekord. Brakuje niewiele