Wejście smoka Oskara Pietuszewskiego! Dał FC Porto trzy punkty

Maciej Bartkowiak

Opracowanie:Maciej Bartkowiak

10 października 2026, 21:07 • 5 min czytania 6

Reklama
Wejście smoka Oskara Pietuszewskiego! Dał FC Porto trzy punkty

Już wydawało się, że Maritimo pierwszy raz od pięciu lat zatrzyma Porto. Wtedy jednak na murawie pojawił się on – Oskar Pietuszewski. Po zaledwie kilku minutach występu Polak pięknym strzałem dał Smokom trzy punkty. Mistrzowie Portugalii zaliczyli już dziesiątą z rzędu wygraną na krajowym podwórku. A trzeci raz na przestrzeni czterech ostatnich ligowych meczów zdołali odwrócić wynik.

Reklama

U Polaków bez zmian

Na horyzoncie wyjazd do stolicy Andaluzji na mecz Ligi Mistrzów z Betisem, jednak mimo roli murowanego faworyta w starciu z Maritimo Francesco Farioli niespecjalnie chciał oszczędzać podstawowych graczy. A szkoda, bo mogła być to okazja na pierwszy od 2 maja występ w wyjściowym składzie dla Oskara Pietuszewskiego. Jakub Kiwior i krytykowany za poniedziałkowy występ w Zenicy Jan Bednarek w pierwszej jedenastce się już znaleźli, ponieważ roszady dotyczyły jedynie środka pola. Włoski szkoleniowiec oszczędził Gabriego Veigę i Pablo Rosario.

Polskie akcenty mieliśmy nie tylko po stronie mistrza Portugalii. W wyjściowym składzie drużyny z Madery znaleźli się Paulo Henrique i Maxime Dominguez. Ten pierwszy na początku sezonu 2024/25 podpisał dwuletnią umowę z Radomiakiem, lecz opuścił go już po roku, powołując się na kwestie rodzinne. Dominguez zaś poprzedni sezon kończył w Cracovii, a parę lat wcześniej dwa sezony spędził w Miedzi Legnica. I awansował, i spadł z nią do Ekstraklasy, a po degradacji trafił do Rakowa. Zdążył zagrać w Superpucharze i mistrz Polski go pożegnał.

Reklama

Znów stracili bramkę pierwsi

Beniaminek świetnie wszedł w sezon, bo od dwóch zwycięstw, ale w kolejnych pięciu meczach nie wygrał już ani razu. Poniósł w tym czasie trzy porażki. Porto natomiast w rozgrywkach ligowych punktów jeszcze nie straciło. W tym sezonie potknęło się jedynie w Lidze Mistrzów – Manchester City wygrał na do Dragao 2:0. Dwa z ostatnich trzech ligowych zwycięstw Smoki odniosły odwracając wynik. I paradoksalnie nie było to z Benfiką, a Morereinse i Casa Pią. Chyba lubią podwyższać sobie poziom trudny, gdyż i tym razem bramkę straciły jako pierwsze.

Gospodarze rezultat otworzyli w sposób kuriozalny. Diogo Costa sądził, że po lucie Gabora Szalaia nic z tego nie będzie, a tymczasem piłka wylądowała tuż po słupku. Dodajmy, że asystę przy bramce Węgra mógł dopisać nasz stary dobry znajomy z Ekstraklasy. Dominguez udział przy golu zanotował pierwszy raz od 17 miesięcy. Sygnał ostrzegawczy Szalai dał już parę minut wcześniej, ale wtedy Costa po jego strzale z dystansu złapał piłkę do koszyczka. A doszedł do niego dzięki nieudanemu wybiciu Bednarka po zagraniu rywala z autu.

Reklama

Wrzucili wyższy bieg i szybko poszło

W tych meczach z Moreirense i Casa Pią Porto bramkę traciło jako pierwsze, ale przed przerwą potrafiło wyrównać. I również tym razem jeszcze przed zejściem do szatni zdołało doprowadzić do remisu. Na dobrą sprawę wystarczyło wziąć się do roboty w ostatnich minutach pierwszej połowy i efekty szybko przyszły. Wcześniej, po dostaniu gonga, Porto przejęło inicjatywę, ale Francisco Vieites rąk pełnych roboty nie miał. Mimo to musiał skapitulować. Strzał głową Moury zdołał jeszcze zatrzymać, jednak wobec dobitki Froholdta był już bezradny.

Reklama

Przed drugimi 45 minutami MVP minionego sezonu Ligi Portugal zmienił się partner w środku pola. Farioli posłał do bazy Varelę, który w głupi sposób złapał kartkę. Pod polem karnym rywala piłka mu odskoczyła – na notabene dalekiej od oczekiwań murawie – i musiał ratować się faulem taktycznym. Argentyńczyka zastąpił Rosario. Minęło parę minut po przerwie i Farioli znów musiał rotować. William Gomes, który dopiero co przedłużył umowę do 2031 roku, pressując bramkarza podkręcił staw skokowy i trzeba było go ściągać z boiska za pomocą noszy.

fot. screen O Jogo

Reklama

Wspominaliśmy, że w pierwszej połowie Vieintes zbytnio zatrudniany być nie musiał, no to po przerwie trzeba już było się wykazać. Zwłaszcza w drugim kwadransie parę razy uratował skórę kolegom. Na dublet polował Froholdt, jednak Hiszpan przeniósł piłkę nad poprzeczką. Porto dostało więc rzut rożny, a po nim były bramkarz Betisu z linii bramkowej zatrzymał strzał z metra Alberto Costy. Chwilę później była jeszcze parada po bombie wpuszczonego w międzyczasie Veigi, ale sędzia i tak odgwizdał spalonego, po drodze obity został będący na nim Sainz.

Wejście smoka Pietuszewskiego

Po tej sekwencji powietrze zaczęło jednak schodzić – nie tylko z Porto, ale w ogóle z całego meczu. W trakcie tej najspokojniejszej po przerwie fazy na boisku zameldował się Pietuszewski. Już po dwóch minutach zaznaczył swoją obecność. Minął w polu karnym dwóch rywali, ale piłka po drodze podskoczyła, przez co strzał był do zapomnienia. Przeciwnicy sugerowali sędziemu zagranie ręką Polaka, lecz takowego nie było.

Reklama

Wykończenie palce lizać było za to chwilę później. Aż żal się zrobiło Igora Juliao, bo znów to jego Polak ograł, a przy tym posadził na tyłku. Zanim jednak mógł świętować pierwszą bramkę od siedmiu miesięcy, musiał jeszcze poczekać kilka minut. VAR sprawdzał bowiem, czy aby na pewno znajdował się na pozycji spalonej, który sędziowie początkowo odgwizdali. Okazało się jednak, że przeciwnik, który łamał linię spalonego, był ustawiony… zaledwie centymetr przed Polakiem. Był to czwarty gol wychowanka Jagiellonii w barwach Porto. 

Tuż przed upływem podstawowego czasu popis dał jeszcze jeden Polak. Już napastnik Marimito zmierzał do dobitki po niepewnej interwencji Diogo Ciosty, ale Bednarek w ostatniej chwili zdążył wybić piłkę za linię końcową.

Reklama

Mistrzom Portugalii stuknęła już dziesiąta z rzędu wygrana na krajowym podwórku. Dziewięć z tych meczów wygrali w lidze, w międzyczasie pokonali jeszcze Torreense w Superpucharze. W najgorszym przypadku ich przewaga nad drugim miejscem wynosić będzie pięć punktów. W niedzielny wieczór wskoczyć na nie może Benfica.

CS Maritimo – FC Porto 1:2 (1:1)

  • 1:0 – Gabor Szalai ’16
  • 1:1 – Victor Froholdt ’42
  • 1:2 – Oskar Pietuszewski ’86

fot. Newspix

6 komentarzy
Maciej Bartkowiak

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Bundesliga

Potulski zawiódł, rywal Lecha wręcz przeciwnie. Ciężary przed Kolejorzem?

Maciej Piętak
0
Potulski zawiódł, rywal Lecha wręcz przeciwnie. Ciężary przed Kolejorzem?
La Liga

Diomande zatopił Villarreal. Vinicius też poszedł na dno

Jan Broda
2
Diomande zatopił Villarreal. Vinicius też poszedł na dno

Inne ligi zagraniczne

Reklama