Grał w Realu, potem popadł w alkoholizm. Dziś jest kaznodzieją

Patryk Idasiak

10 października 2026, 08:45 • 4 min czytania 4

Reklama
Grał w Realu, potem popadł w alkoholizm. Dziś jest kaznodzieją

Pamiętacie Cicinho? To dawny prawy obrońca Realu Madryt, który słynął z atomowych uderzeń. Później popadł w uzależnienie alkoholowe, a teraz… przestrzega innych przed popełnianiem takich błędów. Pokonał problemy dzięki żonie i religii. The Sun przypomniał historię piłkarza, który dziś prowadzi wykłady, a w nich pokazuje szkodliwe skutki tego uzależnienia.

Reklama

Do Realu trafił w styczniu 2006 roku, z São Paulo. Miał wtedy 25 lat, świeżo wygraną Copa Libertadores i występy w reprezentacji Brazylii. Zresztą Królewscy byli wtedy transferowo mocno brazylijscy, bo w letnim okienku kupili wcześniej Robinho i Julio Baptistę, którzy grali sporo w sezonie 2005/06. Oczywiście był też od kilku lat Roberto Carlos. No i Ronaldo Fenomeno.

Dla Cicinho najlepszy moment to ten tuż po transferze. Grał nawet po 90 minut, regularnie wystawiał go Juan Ramón López Caro albo na prawej obronie, albo na prawym skrzydle. Czwarty mecz? Gol. Piąty? Dwie asysty. Siódmy? Kolejna bramka. Później już tak dobrze nie było. Cicinho doznał kontuzji kolana, która praktycznie wykluczyła go na cały sezon 2006/07. Następnie Królewscy sprzedali go do Romy za 15 mln euro.

Reklama

Cicinho sam to potwierdził. Na trening Realu przyszedł pijany

Ale Cícero João de Cézare nie został zniszczony przez urazy. Były gracz Realu mówił o uzależnieniu, które towarzyszyło mu w okresie kariery zawodowej. Przyznał, że na treningi w Madrycie przychodził po alkoholu. Nie jest to nic nowego, bo już w 2016 roku na łamach ESPN przyznawał, że jak sięga po alkohol, to do tzw. „odciny”.

Woń alkoholu maskował kawą i perfumami. Opowiedział też o halucynacjach, które wiązał z nadmiernym piciem. Tak mówił w głośnym wywiadzie z 2016 roku:

– Zobaczyłem Jezusa Chrystusa po wypiciu 18 caipirinhi i 14 piw. Paliłem przez 11 lat, od 1999 do 2010 roku. Paliłem tylko wtedy, gdy piłem, ale piłem….całymi dniami. W Rzymie pobiłem rekord – 70 piw i 15 caipirinhi w jeden dzień. Plus dwie paczki papierosów. W Madrycie kładłem się spać o czwartej rano, a o ósmej byłem już pijany na treningu.

Początek był znacznie wcześniejszy niż kariera w Europie. Od bycia nastolatkiem miał „zadatki” na bycie alkoholikiem.

Reklama

– Gdy miałem 13 lat, pierwszy raz spróbowałem alkoholu i już nigdy nie przestałem. Powiedzieli mi, że piwo jest dobre, więc je wypiłem. Wszystko zaczęło się od pierwszego łyku i nie przestałem, dopóki nie skończyłem trzydziestu lat – powiedział z kolei w wywiadzie dla hiszpańskiej gazety Marca.

Cicinho przestrzega innych, by nie popełniali jego błędów. Źródło: prywatny Instagram piłkarza

Pił w towarzystwie kolegów, a alkohol zdobywał przy udziale osób dorosłych. Picie taił przed rodzicami i przed policją. W Realu Madryt z kolei robił to, bo bał się popularności, nie znał języka. Śledzili go fotoreporterzy, w końcu grał w wielkim klubie, nie miał już – można powiedzieć – spokojnego życia prywatnego. Rano wypijał kawę, żeby nie śmierdziało mu z ust alkoholem.

Reklama

2012 rok, przyszła żona i etat kaznodziei

Przełom przyniósł 2012 rok, gdy poznał swoją przyszłą żonę. Wtedy zaczął wychodzić z uzależnienia i dołączył do ruchu ewangelickiego, a później zrezygnował także z papierosów.

Po zakończeniu kariery pracuje jako kaznodzieja ewangelicki: prowadzi spotkania w kościołach i rozmawia o swoich doświadczeniach z osobami uzależnionymi. Równolegle komentuje mecze w telewizji i jest ambasadorem Realu Madryt w Brazylii.

Reklama

– Nie piję i nie palę. Nie zdradzam żony i żyję tak, jak Bóg przykazał. Chcę, żeby mój przykład stanowił przestrogę dla młodych piłkarzy nie tylko z Brazylii, ale i całego świata. Tak, by zeszli ze złej ścieżki i trafili na tę prawidłową – mówił jeszcze w 2020 roku. 

Fot. Newspix

4 komentarze
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

FC Barcelona bez Raphinhi spróbuje wyrównać rekord. Brakuje niewiele

Patryk Idasiak
0
FC Barcelona bez Raphinhi spróbuje wyrównać rekord. Brakuje niewiele

La Liga

Reklama
La Liga

FC Barcelona bez Raphinhi spróbuje wyrównać rekord. Brakuje niewiele

Patryk Idasiak
0
FC Barcelona bez Raphinhi spróbuje wyrównać rekord. Brakuje niewiele