Iordanescu wróci do pracy? Łączy się go z posadą selekcjonera

Marcin Ziółkowski

08 października 2026, 23:57 • 3 min czytania 1

Reklama
Iordanescu wróci do pracy? Łączy się go z posadą selekcjonera

Kibice Legii niezbyt dobrze będą go wspominać. Edward Iordanescu dał się zapamiętać jako „zmęczony” trener, który był nieudanym eksperymentem ze strony kierownictwa klubu. Skutkiem tego było potem przeciąganie liny w sprawie Marka Papszuna, co Legia z Inakim Astizem na kierownicy przypłaciła wylądowaniem w strefie spadkowej na przełomie 2025 i 2026 roku. Bardzo możliwe, że Rumun wróci wkrótce do pracy. Znów miałby być selekcjonerem.

Reklama

Iordanescu może wrócić do pracy już w listopadzie

Edi Iordanescu ponownie jest na językach. Znany rumuński trener, który nie zagrzał na długo miejsca w Legii Warszawa, łączony jest z posadą selekcjonera reprezentacji Bułgarii. To niejedyne nazwisko, które sugerowane jest jako następca Aleksandara Dimitrowa  – trenera, który podał się do dymisji po 10 spotkaniach.

Poza byłym szkoleniowcem z Ekstraklasy, media na Bałkanach mówią też o Sylvinho. Rumuński Digi Sport oraz bułgarski Filter News sugerują, że to jednak Iordanescu jest faworytem w wyścigu o posadę. Zbyt ekskluzywne stanowisko to nie jest, w końcu Bułgaria zajmuje 90. miejsce w rankingu FIFA, ale widocznie dla byłego trenera rumuńskiej kadry to dobry moment, by wrócić do pracy. Od roku jest na bezrobociu. Otoczenie trenera miało potwierdzić, że rozmowy się odbyły.

Federacja uznaje Rumuna za człowieka, który swoje w piłce już pokazał. Do tego nie miał on zbyt wygórowanych oczekiwań finansowych. Na ostatnim Euro doprowadził Rumunię do fazy pucharowej. Iordanescu nie jest też dla tamtejszego rynku postacią anonimową. Jesienią 2016 roku przez krótki czas prowadził CSKA Sofia.

Reklama

Odkąd zakończył się jego epizod w Warszawie, łączono go choćby z posadą na Bliskim Wschodzie, a także z powrotem do reprezentacji Rumunii. Jego rodzima federacja po śmierci Mircei Lucescu postawiła jednak na absolutną legendę tamtejszej piłki, Gheorghe Hagiego.

„Gica” zdecydowanie nie ma komfortu pracy. Przegrał cztery mecze Ligi Narodów tej jesieni. O realiach w tamtejszej piłce pisał Antoni Figlewicz w tekście pt. Skala upadku rumuńskiego futbolu”. A było to jeszcze przed laniem od Polski…

Nowa miotła nic nie da? Tak sugeruje zorientowany w temacie

W Bułgarii jest jednak jeszcze gorzej. Gra w Lidze Narodów C i przegrała chociażby z Luksemburgiem (1:2) i Islandią (0:3). Gdzie jej do ekipy z 2004 roku…

Były trener bułgarskiej młodzieżówki Aleksandar Stankow powiedział w temacie najważniejszej drużyny w swoim kraju, że wie co to znaczy eksperymentować z kadrą narodową i naprawdę wątpi, że ktokolwiek, kto zostanie zatrudniony, zrobi znaczący postęp.

Reklama

– Rzeczy potoczyłyby się znacznie lepiej z kimś, kto jest lepiej wykwalifikowany od poprzednika, ale jestem przekonany, że za wiele się nie zmieni. Jakim cudem nagle mielibyśmy zrobić coś pozytywnego?

– Dla mnie, trenerem kadry narodowej powinien być Bułgar. Nie chcę wymieniać nazwisk, ale są wystarczająco dobrzy szkoleniowcy w kraju, którzy są wolni. Niech odpowiedzialni za to się nad tym zastanowią, jeśli mają zdolność myślenia – mówił Stankow, cytowany przez Gol Bulgaria.

Reklama

– Wszyscy wiemy, co się dzieje, ale wybraliśmy opcję schowania głowy w piasek. Nie możemy oczekiwać jakichkolwiek wyników, jeśli nie dojdzie do fundamentalnych zmian. Zawodnicy reprezentacji nie są niczemu winni, oni nie są od tego by ich obwiniać. Jedyne co można im zarzucić, że czasem nie dają z siebie wszystkiego mecz po meczu – dodał.

 

Fot. Newspix

Reklama
1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne reprezentacje

Reklama