Kibice Legii niezbyt dobrze będą go wspominać. Edward Iordanescu dał się zapamiętać jako „zmęczony” trener, który był nieudanym eksperymentem ze strony kierownictwa klubu. Skutkiem tego było potem przeciąganie liny w sprawie Marka Papszuna, co Legia z Inakim Astizem na kierownicy przypłaciła wylądowaniem w strefie spadkowej na przełomie 2025 i 2026 roku. Bardzo możliwe, że Rumun wróci wkrótce do pracy. Znów miałby być selekcjonerem.
Iordanescu może wrócić do pracy już w listopadzie
Edi Iordanescu ponownie jest na językach. Znany rumuński trener, który nie zagrzał na długo miejsca w Legii Warszawa, łączony jest z posadą selekcjonera reprezentacji Bułgarii. To niejedyne nazwisko, które sugerowane jest jako następca Aleksandara Dimitrowa – trenera, który podał się do dymisji po 10 spotkaniach.
Poza byłym szkoleniowcem z Ekstraklasy, media na Bałkanach mówią też o Sylvinho. Rumuński Digi Sport oraz bułgarski Filter News sugerują, że to jednak Iordanescu jest faworytem w wyścigu o posadę. Zbyt ekskluzywne stanowisko to nie jest, w końcu Bułgaria zajmuje 90. miejsce w rankingu FIFA, ale widocznie dla byłego trenera rumuńskiej kadry to dobry moment, by wrócić do pracy. Od roku jest na bezrobociu. Otoczenie trenera miało potwierdzić, że rozmowy się odbyły.
Federacja uznaje Rumuna za człowieka, który swoje w piłce już pokazał. Do tego nie miał on zbyt wygórowanych oczekiwań finansowych. Na ostatnim Euro doprowadził Rumunię do fazy pucharowej. Iordanescu nie jest też dla tamtejszego rynku postacią anonimową. Jesienią 2016 roku przez krótki czas prowadził CSKA Sofia.
Odkąd zakończył się jego epizod w Warszawie, łączono go choćby z posadą na Bliskim Wschodzie, a także z powrotem do reprezentacji Rumunii. Jego rodzima federacja po śmierci Mircei Lucescu postawiła jednak na absolutną legendę tamtejszej piłki, Gheorghe Hagiego.
„Gica” zdecydowanie nie ma komfortu pracy. Przegrał cztery mecze Ligi Narodów tej jesieni. O realiach w tamtejszej piłce pisał Antoni Figlewicz w tekście pt. Skala upadku rumuńskiego futbolu”. A było to jeszcze przed laniem od Polski…
Nowa miotła nic nie da? Tak sugeruje zorientowany w temacie
W Bułgarii jest jednak jeszcze gorzej. Gra w Lidze Narodów C i przegrała chociażby z Luksemburgiem (1:2) i Islandią (0:3). Gdzie jej do ekipy z 2004 roku…
Były trener bułgarskiej młodzieżówki Aleksandar Stankow powiedział w temacie najważniejszej drużyny w swoim kraju, że wie co to znaczy eksperymentować z kadrą narodową i naprawdę wątpi, że ktokolwiek, kto zostanie zatrudniony, zrobi znaczący postęp.
– Rzeczy potoczyłyby się znacznie lepiej z kimś, kto jest lepiej wykwalifikowany od poprzednika, ale jestem przekonany, że za wiele się nie zmieni. Jakim cudem nagle mielibyśmy zrobić coś pozytywnego?
Morderstwo prezesa Botewa Płowdiw sprawiło, że całkiem umknęła mi informacja o rezygnacji z pracy selekcjonera Bułgarii 🇧🇬
Aleksandyr Dimitrow podał się do dymisji bezpośrednio po meczu z Estonią.
Do końca zgrupowania kadrę objął Atanas Rybarski. https://t.co/t5QZ2iVA1F— Sławomir Słowik (@SSlawslow) October 4, 2026
– Dla mnie, trenerem kadry narodowej powinien być Bułgar. Nie chcę wymieniać nazwisk, ale są wystarczająco dobrzy szkoleniowcy w kraju, którzy są wolni. Niech odpowiedzialni za to się nad tym zastanowią, jeśli mają zdolność myślenia – mówił Stankow, cytowany przez Gol Bulgaria.
– Wszyscy wiemy, co się dzieje, ale wybraliśmy opcję schowania głowy w piasek. Nie możemy oczekiwać jakichkolwiek wyników, jeśli nie dojdzie do fundamentalnych zmian. Zawodnicy reprezentacji nie są niczemu winni, oni nie są od tego by ich obwiniać. Jedyne co można im zarzucić, że czasem nie dają z siebie wszystkiego mecz po meczu – dodał.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix