Afimico Pululu się doczekał. Ma za sobą debiut w reprezentacji

Marcin Ziółkowski

02 października 2026, 22:10 • 2 min czytania 0

Reklama
Afimico Pululu się doczekał. Ma za sobą debiut w reprezentacji

Perypetie Afimico Pululu z wyborem kadry narodowej trwały wiele miesięcy. Choć urodził się w Angoli to czuł się emocjonalnie związany z Demokratyczną Republiką Konga i po długim namyśle zdecydował się reprezentować ekipę Lampartów. Debiut w drużynie narodowej ma już za sobą. Nie zaliczy go do udanych.

Reklama

Wielki moment Afimico Pululu. Skończyło się jednak bez happy endu

Pululu latem tego roku zamienił Białystok na Arabię Saudyjską. Po trzech sezonach pod wodzą Adriana Siemieńca, przyszedł czas na nowe wyzwania. W Al Hazem póki co nie błyszczy skutecznością tak jak na Podlasiu przy ulicy Słonecznej.

Napastnik trafił do siatki raz w Saudi Pro League, a dwukrotnie w King Cup. Na trafienie w lidze czeka już od 30 sierpnia. Nie przeszkodziło to jednak w otrzymaniu kolejnego powołania do reprezentacji Demokratycznej Republiki Konga. Przypomnijmy – zawodnik jeszcze w barwach Jagiellonii był w szerokiej kadrze na MŚ 2026.

Choć Sebastien Desabre zdecydował się podzielić jesienną listę powołanych na dwie części to Pululu oraz obrońca Widzewa Steve Kapuadi znaleźli się w obydwu grupach. Zgrupowanie trwa więc dla nich od 21 września i zakończy się 6 października.

Reklama

Pululu może jednak powiedzieć „nareszcie!”. Po wielu perturbacjach w końcu zadebiutował w drużynie narodowej. Ta wyjątkowa chwila przypadła na mecz towarzyski przeciwko reprezentacji Ugandy. Napastnik saudyjskiego Al-Hazem nie wpisał się na listę strzelców, ale podobnie było z resztą jego kolegów. Ugandyjczycy wygrali 2:0.

Reklama

Wcześniej, podczas jesiennego zgrupowania zasiadł on na ławce rezerwowych w meczu z Gwineą Równikową w ramach eliminacji do Pucharu Narodów Afryki. Przed duetem kojarzonym z Ekstraklasy jeszcze jeden sparing z Ugandą (5 października). Nie należy wykluczać kolejnych minut w przypadku każdego z nich.

 

 

Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Lewandowski jak za dawnych lat, Świderski jak trzecioligowiec. Noty Polaków po Rumunii

Patryk Idasiak
1
Lewandowski jak za dawnych lat, Świderski jak trzecioligowiec. Noty Polaków po Rumunii

Inne reprezentacje

Reklama