Grecja blisko kolejnej sensacji, ale Xavi uratował punkt zmianami

Marcin Ziółkowski

01 października 2026, 22:58 • 5 min czytania 0

Reklama
Grecja blisko kolejnej sensacji, ale Xavi uratował punkt zmianami

Grecja już witała się z gąską, zmierzała do kolejnego pomeczowego świętowania z racji na pokonanie renomowanego rywala. Nic z tego, bo po takiej pierwszej połowie jaką widzieli kibice w Salonikach, może pozostać głównie niedosyt. Było już 2:0, świetną zmianę dał Georgios Masouras. Po przerwie Grecy oddali inicjatywę i przeważyła jakość rywala. Bramkę na remis wypracował tercet zmienników. Skończyło się 2:2. Obydwa zespoły nadal nie przegrały więc w Lidze Narodów.

Reklama

Okoliczności meczu

Grecy po dwóch kolejkach Ligi Narodów uzbierali komplet sześciu punktów. Podopieczni Ivana Jovanovicia pokonali Serbów i Niemców. Co ważne, historyczne zwycięstwo miało miejsce na ziemi naszych zachodnich sąsiadów, a zapewnił je Dimitrios Kourbelis z Asterasu Tripolis. Mistrzowie Europy z 2004 roku wydają się najlepszą drużyną narodową swojego kraju od lat.

Holendrzy pod wodzą Xaviego mieli cztery punkty, a w dodatku byli bez dwóch podstawowych piłkarzy. Cody Gakpo i Jan Paul van Hecke wrócili do swoich klubów z racji na urazy. Ponowną szansę, aby zabłysnąć w międzynarodowych rozgrywkach otrzymali Mexx Meerdink oraz Ruben van Bommel, dla których to początki w seniorskiej kadrze Oranje.

Reklama

Mecz w Salonikach zapowiadał się więc pasjonująco.

Grecja XI: Tzolakis – Saliakas, Mavropanos, Retsos, Tsimikas – Karetsas, Kourbelis, Androutsos, Tzolis – Pavlidis, Ioannidis,

Holandia XI: Verbruggen – Dumfries, J.Timber, van Dijk, van de Ven – Veerman, Til, Q.Timber – Summerville, Meerdink, van Bommel.

Masouras top jokerem. Holandia nieporadna

Holendrzy rozpoczęli niepewnie. Atmosfera na Toumbie w Salonikach wydawała się dość mocno sprzyjać gospodarzom. Po 13. minutach przez moment Grecy prowadzili po uderzeniu Christosa Tzolisa, ale włoscy sędziowie uznali, że będący na spalonym Vangelis Pavlidis absorbował uwagę Barta Verbruggena.

Reklama

Ivan Jovanović krótko później był już zmuszony dokonać przedwczesnej zmiany. Wspomniany piłkarz Arsenalu musiał zejść z powodu urazu mięśniowego. Optyczna przewaga Greków mimo zaistniałej sytuacji utrzymywała się.

Piłka posłana przez Kostasa Tzolakisa dotarła do jokera, Georgiosa Masourasa. Ten zgrał to do Fotisa Ioannidisa. Napastnik Sportingu CP popędził w stronę bramki, a Virgil van Dijk spóźnił się w kryciu, zlekceważył piłkarza z ligi portugalskiej. Verbruggen musiał wyjmować piłkę z siatki po dobrym uderzeniu z pola karnego.

Reklama

Holendrzy nie mieli pomysłu na to jak przełamać grecką defensywę. Próbował Summerville, ale nic poważnego ani konkretnego z tego nie wynikało.

Jeszcze przed przerwą na Holendrów spadł drugi cios. Znakomite pół godziny z ławki notował Masouras. Wszystko zaczęło się od niedokładnego podania Rubena van Bommela, który na dobrą sprawę wystawił na prawej flance piłkę Ioannidisowi. Wyszło spore nieporozumienie po stronie Oranje.

Reklama

Napastnik, który miał już gola w Salonikach, doskonale odwdzięczył się koledze asystą. Wystawił piłkę Masourasowi jak na tacy. Tym razem spóźnił się Jurrien Timber i było 2:0.

Wynik nie był ani trochę dziełem przypadku. Holendrzy byli bezzębni. Grecja grała inteligentnie i bez bojaźni.

Reklama

Holandia uratowała remis. Grecy już wiedzą, że 2:0 to niebezpieczny wynik

Xavi zdecydował się na trzy roszady w przerwie. Noa Lang miał odmienić oblicze holenderskiej kadry swoją nieszablonowością. Na gonienie wyniku miał się też przydać Tijjani Reijnders, a drugą linię miał uporządkować Ryan Gravenberch. Hiszpana nie przekonał w pierwszej połowie żaden z tercetu van Bommel – Til – Quinten Timber.

Gdy nie idzie z gry, czasem warto spróbować zaatakować po stałym fragmencie. I to przyniosło upragniony skutek. Świetny w tym aspekcie Joey Veerman dokładnie dograł z rzutu rożnego, a najwyżej wyskoczył van Dijk. Widowisko dostało powiew świeżego powietrza, którego zaczynało brakować, stoper Liverpoolu zmniejszył przewagę Greków po uderzeniu piłki głową.

Reklama

Po przerwie zespoły jakby zamieniły się koszulkami, bo to Holendrzy radzili sobie znacznie lepiej, a Grecy zeszli do cienia. Wrzutka w pole karne, Retsos zagapił się, stracił piłkę. Dumfries ją przechwycił i z pięciu metrów trafił do siatki. Marco Guida po konsultacji z systemem VAR gola anulował, bo prawy obrońca Realu Madryt nadbiegał do stopera z pozycji spalonej.

Dumfries kilka minut później: ponownie pokonał Tzolakisa i znów był spalony. Los mu nie sprzyjał, choć koledzy próbowali z podobnym skutkiem.

Reklama

Drużyna Xaviego była coraz bliżej porażki, jej wysiłki nie były wystarczająco skuteczne. Tzolakis świetnie obronił główkę innego zmiennika, Joshuy Zirkzee. Hiszpański trener posłał też do boju (debiutanta) Gjivaia Zechiela z Feyenoordu. I była to kolejna dobra decyzja.

Pod koniec spotkania Noa Lang wrzucił w stronę debiutanta z Eredivisie. W zamieszaniu piłka trafiła do Reijndersa, a ten z bliska oddał mocny strzał na remis. Akcja trzech zmienników uratowała Holendrom punkt.

Reklama

Przy wygranej Niemców z Serbami, oznacza to, że Grecy mają siedem oczek, Holendrzy pięć, Niemcy cztery, a Serbowie mają okrągłe zero punktów. Najbliższe mecze już za kilka dni.

Grecja – Holandia 2:2 (2:0)

  • 1:0 – Fotis Ioannidis – 23′
  • 2:0 – Georgios Masouras – 45+2′
  • 2:1 – Virgil van Dijk – 59′
  • 2:2 – Tijjani Reijnders – 89′

 

 

Reklama

 

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Narodów

Reklama