Zidane z debiutem pełnym wrażeń. Włosi? Wygwizdani

Marcin Ziółkowski

26 września 2026, 00:06 • 3 min czytania 0

Reklama
Zidane z debiutem pełnym wrażeń. Włosi? Wygwizdani

Choć główne skupienie polskiej widowni poszło na to, co działo się w Warszawie, europejski futbol reprezentacyjny nie był w żadnym wypadku w fazie snu. Za nami także inne piątkowe mecze pierwszej kolejki Ligi Narodów 2026/27. Widowisko na Stadionie Narodowym nie porywało, tak jak i liczba bramek w Izmirze w meczu Francji z Turcją czy gra Włochów z Belgami. 

Reklama

W debiucie Zinedine’a Zidane’a piłka zatrzepotała w sieci tylko raz. Francja dopisała trzy punkty. Niewykluczone, że Zizou będzie miał spory ból głowy. Kontuzji doznał Kylian Mbappe. Ponowny debiut Roberto Manciniego we włoskiej kadrze wypadł za to znacznie gorzej. Belgowie powinni wygrać wyżej, ale rywale mieli w bramce Donnarummę.

Zidane zwycięski. Może mieć jednak spory problem

25 września 2026 roku to dzień, który na zawsze zostanie w pamięci kibiców nad Sekwaną. To właśnie wtedy po raz pierwszy Zinedine Zidane poprowadził w roli selekcjonera reprezentację Francji. Na ten moment czekano od dawna, w nadziei, że będzie kontynuował udaną pracę Didiera Deschampsa, autora mistrzostwa i wicemistrzostwa świata, a także wicemistrzostwa Europy podczas długoletniej, 14-letniej kadencji.

Oczekiwania są równie wysokie, jak i potencjał kadry Trójkolorowych. Nie od razu jednak Kraków zbudowano. W pierwszej połowie Francuzi popełniali sporo błędów i byli zagrożeniem dla rywala dopiero w końcowych minutach.

Reklama

Przełamanie nastąpiło po przerwie. Michael Olise przejął piłkę na połowie rywala i znalazł podaniem Kyliana Mbappe. Gwiazda Realu Madryt zrobiła to, co potrafi najlepiej. Uderzenie prawą nogą przy słupku bramki i było 1:0 dla gości na tureckiej ziemi. Niestety. Mbappe doznał w tej sytuacji kontuzji kolana. Niewykluczone, że to dla niego koniec zgrupowania.

Zidane tym samym stał się pierwszym od 32 lat selekcjonerem, który wygrał w debiucie. Poprzednim był Aime Jacquet, który wygrał z Włochami – także stosunkiem 1:0.

Mancini po raz drugi. Zaczęło się od klapy

Włosi po burzliwych miesiącach w krajowej federacji wrócili do gry po trzecich z rzędu nieudanych eliminacjach MŚ. Misję odbudowy Squadra Azzurra powierzono ponownie Roberto Manciniemu, który finalnie nie może zaliczyć piątku 25 września 2026 roku do udanych.

Reklama

Wcześniej jego dawny pracodawca (Manchester City) został uznany za winnego w przypadku 114 przestępstw w słynnej sprawie na Wyspach Brytyjskich. Na wieczór przyszedł zimny prysznic na Stadio Olimpico.

Belgowie zdominowali gospodarzy i pewnie wygrali 2:0. Obrazkiem meczu było to, jak zabawił się z Diego Coppolą oraz Gianlucą Mancinim piłkarz Paris Saint-Germain, Mika Godts. Włosi schodząc do szatni po 45 minutach zostali wygwizdani.

Reklama

Sporo dobrego robił Gianluigi Donnarumma, który wielokrotnie ratował kolegów z opresji. Ożywienie wniósł Nicolo Cambiaghi, ale to wszystko na co było stać Azzurrich. Bardzo chwalony za mecz był Kevin De Bruyne. Włochów dobił Dodi Lukebakio, który tydzień po tygodniu trafił na włoskiej ziemi (parę dni temu z Milanem na San Siro).

W pozostałych spotkaniach Ligi Narodów:

  • Gruzja przegrała z Irlandią Północną 0:1,
  • Węgrzy przegrali z Ukrainą 0:1,
  • Armenia pokonała Łotwę 2:0,
  • Czarnogóra wygrała z Cyprem 2:1

O reszcie przeczytacie w dedykowanych relacjach. Znajdziecie je w polecanych treściach na dole strony.

Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne reprezentacje

Reklama