Edward Iordanescu od blisko roku od momentu zwolnienia z Legii pozostaje bez pracy, chociaż na pewno wkrótce się to zmieni. O Rumuna (od razu przepraszamy, że tak go nazywany) zabiegają kluby ze wszystkich zakątków świata i on sobie przebiera w ofertach. Jak widać, specjalnie mu się nie śpieszy i czeka na tą, która spełni jego oczekiwania.
Legia może żałować, że wypuściła z rąk takiego fachowca. Swoją drogą czapki z głów przed tymi, którzy namówili Iordanescu do pracy przy Łazienkowskiej, bo jak widać to wcale nie jest taka łatwa sztuka. Rumuński trener dostaje kolejne propozycje, pojawiają się następni chętni, jednak dziwnym trafem on wciąż nigdzie nie wylądował. Teraz opowiada jaką atrakcyjną ofertę przyszło mu odrzucić.
Kolejka chętnych do Edwarda Iordanescu. „Wyjątkowa atrakcyjna oferta”
Od momentu, gdy z końcem października minionego roku Iordanescu pożegnał się z Legią, w mediach ruszyła cała giełda klubów, które rzuciły się w stronę 48-latka. W pewnym momencie był już blisko jednego z klubów z Zatoki Perskiej, później był już dogadany z Al-Shabab, wszystko było praktycznie klepnięte, jednak dziwnym trafem znów fiasko.
Po drodze był jeszcze powrót do reprezentacji Rumunii, o czym federacja informowała w oficjalnym komunikacie. Postawiono na Gheorge Hagiego, a Iordanescu oburzał się, że został wykorzystany i nie da z siebie robić frajera. Później była także kadra Ukrainy, jednak ponownie fiasko. Po drodze przewinęło się jeszcze co najmniej kilka rumuńskich i zagranicznych klubów, a w tamtejszych mediach przewinął się nawet Radomiak.
Iordanescu jednak konsekwentnie odmawia i tym razem również to zrobił. W rozmowie ze Sport Total FM stwierdził, że wyjątkowo atrakcyjną ofertę złożyło mu Dynamo Kijów. Pod wpływem słabości nawet ją zaakceptował, jednak po jakimś czasie się opamiętał i jednak odmówił ukraińskiemu klubowi. Ale podkreślmy, że propozycja była naprawdę atrakcyjna.
Co ciekawe, Iordanescu twierdzi, że ujawniły ją polskie media. Nie wiemy, jakie serwisy czyta były trener Legii, ale my nic takiego nie znaleźliśmy…
– Nie czuję się komfortowo, rozmawiając o Dynamie Kijów, ponieważ klub wciąż szuka nowego trenera, a ja obiecałem dyskrecję i tej dyskrecji dotrzymałem. Niestety widzę, że polskie media poinformowały o tym jako pierwsze, a później temat pojawił się również na Ukrainie. Tak, była to prawdziwa oferta, wyjątkowo dobra, którą w pierwszej fazie zaakceptowałem. Był to impuls, wyzwanie, ale również dobra okazja zarówno pod względem sportowym, jak i finansowym – tu Iordanescu mówi o momencie słabości.
Tu przyszła refleksja: – Jednak po wielu rozmowach z rodziną, członkami mojego sztabu, a także z ich rodzinami, zrobiłem krok wstecz. Dla mnie było to wyróżnienie, ponieważ jest to klub z ogromną tradycją. Zdałem sobie z tego sprawę podczas wszystkich przeprowadzonych rozmów, również z właścicielami klubu, ale tym razem nie doszło do tego transferu.
Zaraz upłynie rok od zwolnienia z Legii i Iordanescu pozostaje bez zatrudnienia. Liczymy jednak, że w końcu znajdzie się klub, który spełni jego oczekiwania.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix