Polonia z dwoma golami, ale ta bytomska też. Remis przy Konwiktorskiej

Marcin Ziółkowski

11 września 2026, 20:57 • 5 min czytania 1

Reklama
Polonia z dwoma golami, ale ta bytomska też. Remis przy Konwiktorskiej

Sporą część meczu zanosiło się na to, że Polonia Warszawa może wygrać przy Konwiktorskiej w starciu dwóch Polonii. Piłkarze z Bytomia byli jednak zdeterminowani, aby przerwać dość długą passę bez wygranej. Brakło niewiele, ale bierność obrońców przy rzucie rożnym w 89. minucie kosztowała Królową Śląska utratę prowadzenia i potencjalnego zwycięstwa. Było 2:2, a Bytomianie muszą liczyć na przełamanie z Ruchem Chorzów. Warszawianie od wygranej z Unią Skierniewice nadal czekają na domową wygraną. Wynik może więc sugerować, że po meczu mamy dwóch rannych.

Reklama

Okoliczności meczu

Spotkanie dwóch Polonii trafiło się w okresie, gdy każda z drużyn szukała ligowej formy. Gdzieś ją zagubiono, choć przecież oba zespoły rozpoczęły zmagania pierwszoligowe od wygranej. Później było już tylko gorzej, choć warszawski zespół zasmakował jeszcze smaku zwycięstwa i po drodze zgarnął awans w Pucharze Polski.

W barwach Czarnych Koszul zadebiutował krótko po transferze czasowym German Barkowski. W tej części Warszawy kibice liczyli, że odwróci on negatywny trend z wynikami (cztery z ostatnich pięciu meczów w lidze bez wygranej). Mowa w końcu o piłkarzu, który trafiał na poziomie Ekstraklasy. Bytomianie liczyli na pierwszą wygraną od blisko dwóch miesięcy.

Reklama

Polonia W XI: Sandach – Olszewski, Budnicki, Marcjanik, Olafsson – Gnaase, Skrabb – Paszkowski, Kowalczyk, Durmus, Barkowski,

Polonia B XI: Banasik – Szymański, Krzyżak, Wołkowicz – Stefański, Kądziołka, Łabojko, Zieliński – Orlik, Andrzejczak – Wojtyra.

Polonia z Warszawy z optyczną przewagą

Zagrożenie pod bramką rywala jako pierwsza stworzyła Królowa Śląska. Po składnej akcji w środkowej strefie boiska, choć nie w pierwsze tempo – uderzał przed upływem szóstej minuty Kamil Orlik. Łatwego początku nie miał nowy nabytek Czarnych Koszul. Barkowski rywalizował z Oskarem Krzyżakiem i zdecydowanie było fizycznie.

Z dystansu szczęścia spróbował Simon Skrabb. Były pomocnik Brescii nadział się jednak na jednego z obrońców gości, co skutecznie pomogło w wygaszeniu zagrożenia blisko bramki. Po stałym fragmencie gry, jeden z piłkarzy gości wybił piłkę poza pole karne. Wróciła ona tam za chwilę, po świetnej wrzutce z prawej strony wspomnianego już Fina. Michał Marcjanik zachował się jak rasowy napastnik i doskonale wykończył tę sytuację uderzeniem piłki głową.

Reklama

Nie trzeba było długo czekać na kolejną okazję. Warszawski zespół rozkręcał się z każdą minutą. Okazję miał Skrabb, a chwilę później po świetnej wrzutce Durmusa niewiele brakowało, aby stworzyć drugą bramkową sytuację. Bytomianie czekali aż do 32. minuty na atak, który mógł przynieść szansę powodzenia. Wizualna przewaga Czarnych Koszul była w tym spotkaniu dostrzegalna.

Indywidualna akcja Gnaase popchnęła akcję Warszawiaków. Krótko później świetną próbą z dystansu popisał się Durmus. Z trudem wybił to Banasik. Marcjanik po rzucie rożnym ponownie poczuł przypływ mocy, ale tym razem bez szczęścia. Bytomianie by wywieźć punkty z Warszawy musieli się co nieco postarać.

Reklama

„Polonia derby” na remis

Polonia Bytom nie mogła lepiej rozpocząć zmagań po przerwie. Jakub Budnicki poczuł się zbyt pewnie, a do końca poszedł Konrad Andrzejczak i przejął piłkę na trzydziestym metrze od bramki Sandacha. Skrzydłowy uderzył płasko i jego rywal nie miał szans. Na tym poziomie błędy takie jak w przypadku byłego piłkarza Korony są warte utratę punktów, a nowy wynik na tablicy taki przypadek mocno sugerował. 1:1

Bytomianie rozkręcili się, poczuli wiatr w żagle. Barkowski dzielnie stawiał czoło Krzyżakowi, zdecydowanie nie był to łatwy debiut na poziomie pierwszej ligi. Andrzejczak po otrzymaniu piłki nie czekał i ponownie sprawdził Sandacha, tym razem młokos był górą.

Reklama

Po godzinie gry Simona Skrabba znowu korciło żeby uderzyć z dystansu i podjął się próby, minimalnie chybił. Piotr Stokowiec mimo wszystko zdjął Fina krótko później. A Andrzejczak? Z frustracji kopnął w reklamę przy murawie, gdy nie zdążył do piłki i… już w ósmym meczu złapał zawieszenie. Z Ruchem Chorzów nie zagra. Prosił się o kolejny kartonik, będąc spóźnionym przy jednym z wejść, ale arbiter nie pogorszył jego sytuacji.

Polonia z Warszawy jakby przysypiała. Andrzejczak, Kądziołka, z pierwszej piłki Wojtyra i także z pierwszej piłki Andrzejczak – i pachniało niespodzianką coraz mocniej. Wspaniała akcja drużyny z południa doprowadziła do małej remontady. 1:2.

Reklama

Gospodarze nie poddawali się. Barkowski spróbował z dystansu i Banasik musiał się wykazać. Trener Stokowiec dorzucał kolejnych zawodników do ofensywy – Wojciechowski, Dadok i Dani Vega mieli zmienić oblicze spotkania. Warszawianie dopięli swego w 89. minucie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, bez krycia był Dave Gnaasse. Niemiec zdołał przyjąć sobie piłkę i leżąc, doprowadził do wyrównania.

Fatalne było to zachowanie drużyny gości, to już trzeci raz w sezonie, gdy stracili bramkę w ostatnim kwadransie.

Reklama

I to by było na tyle z fajerwerków przy Konwiktorskiej. Mecz był bardzo wyrównany, a wynik wydaje się sprawiedliwy. Po przerwie gospodarze poczuli się zbyt pewni siebie, co wykorzystała imienniczka z Bytomia. Nie można jednak tak bronić jak goście w sytuacji z końcówki spotkania.

Polonia Warszawa – Polonia Bytom 2:2 (1:0)

  • 1:0 – Michał Marcjanik – 23′
  • 1:1 – Konrad Andrzejczak – 48′
  • 1:2 – Konrad Andrzejczak – 75′
  • 2:2 – Dave Gnaase – 89′

Fot. Newspix

1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Betclic 1. Liga

Reklama