Łukasz Becella: Gdy piłkarz jest kochany, może iść tylko do przodu [WYWIAD]

Antoni Figlewicz

09 września 2026, 12:16 • 18 min czytania 3

Reklama
Łukasz Becella: Gdy piłkarz jest kochany, może iść tylko do przodu [WYWIAD]

Łukasz Becella to przykład faceta, który w swojej karierze postawił stopę na właściwie wszystkich szczeblach trenerskiej drabiny. Krok po kroku pracował na to, by znaleźć się na zapleczu Ekstraklasy i teraz coraz śmielej puka do niej samej – w ubiegłym sezonie był naprawdę bliski wejścia na najwyższy poziom rozgrywkowy z Chrobrym Głogów i wraz z drużyną zebrał wiele pochwał. W rozmowie z Weszło szkoleniowiec tłumaczy, gdzie jego zdaniem leży trenerski złoty środek i dlaczego organizacja we wszystkich klubowych działach jest nawet ważniejsza od samych środków treningowych. Opowiada również o swoim podejściu do pracy, życia i piłkarzy, których… po prostu kocha.

Reklama

Mój rozmówca zajął nam już stolik w hotelowym holu i i dobrze zrobił, bo wpadłem odrobinę spóźniony i tym samym trochę zdezorientowany. Szybko mnie jednak wyłapał wzrokiem, zaprosił gestem w swoją stronę i przeszliśmy do rzeczy. Od razu jednak rzuciła mi się w oczy kartka, która towarzyszyła trenerowi Chrobrego.

Antoni Figlewicz: Taktyka na najbliższy mecz? Tajne notatki?

Łukasz Becella: To tylko taki godzinowy plan na dziś.

Czyli wszystko jak w zegarku. Mogę zerknąć?

Reklama

Jasne. Małe rzeczy tworzą wielkie rzeczy. Jeśli poukładasz wszystko organizacyjnie, to ta organizacja przekłada się potem również na boisko. Jeżeli jest tu wszystko od A do Z, jeżeli w takich kwestiach zachowasz punktualność, to „punktualny” będziesz też na boisku.

Tym bardziej mi głupio, że wpadłem tu pięć minut po czasie.

Nie, nie, to są losowe, życiowe sytuacje, a ja bardzo się cieszę, że się spotykamy. Dla mnie taki wywiad to przede wszystkim poznawanie ludzi. Nigdy nie lubię dawać pierwszych wywiadów przez telefon, tego nauczył mnie Lech Poznań. Spotkajmy się, zobaczmy się chociaż na wideo, byle nie telefonicznie.

Tak, zobaczyć chociaż twarz rozmówcy, to zupełnie co innego.

Reklama

Właśnie. Mowa ciała ma w rozmowach szczególne znaczenie. Oddaje uczucia, nastawienie, widać więcej w sposobie, w jaki ktoś rozmawia o piłce. Dużą wagę przywiązuję do odbierania takich sygnałów od moich piłkarzy. Widzę, czy słucha odprawy, czy jest skoncentrowany. W czasie odprawy obserwuję zespół bardzo uważnie – patrzę w oczy, sprawdzam, jak piłkarze siedzą. Jeśli są zmęczeni, to to od razu widzę. Wtedy co? Włączymy klimatyzację, macie jeszcze po wodzie, wstańcie sobie na chwilę, usiądźcie.

Uważam, że piłka nie polega na tym, żeby cokolwiek odbębnić, odhaczyć. I dlatego trzeba patrzeć i – tak jak na boisku – reagować na pewne rzeczy. Podchodzę do piłki jak do pracy na żywym organizmie, bo zawsze musisz się dostosować do nowego miejsca. Zrobić nowy SWOT (metoda oceny mocnych, słabych stron oraz szans i zagrożeń – przyp. AF), wypisać sobie to wszystko i potem po prostu działać. Odrobina korporacyjnego podejścia pomaga, bo jak jest dobra organizacja, to potem jest też dobry wynik.

Klub jako sprawna organizacja. Trener Becella rozumie wartość „korporacji” w piłce

Kiedy ktoś słyszy „piłka nożna” i „korporacja” w jednym zdaniu, to zwykle łapie się za głowę. Gdzie zapach szatni, śmierdzące skarpety?

Reklama

Jedno i drugie jest ważne, ale uważam, że organizacja jest kluczowa. Pracując, nawet krótko, z Markiem Papszunem, zauważyłem, że pierwsi trenerzy kładą duży nacisk na organizację wszystkich swoich działów – medycznego, taktycznego, trenerskiego, zawodników. To nawet ważniejsze, niż sam środek treningowy, bo trenerzy mają teraz dostęp do mnóstwa nowinek, do ćwiczeń, to nie jest problem. Teraz jest kwestią to, jak ten trening przeprowadzisz, choćby to, czy odbędzie się on na dobrze przygotowanej murawie, czy na takiej kiepskiej.

Kto, jak nie szef powinien patrzeć na te wszystkie szczegóły…

Prezes nazywa mnie niekiedy „gospodarzem” Chrobrego Głogów. Spotykam się czasem z panami zajmującymi się stanem murawy – dbam o nich, rozmawiam z nimi, pytam, jak mogę im pomóc. Ale również wymagam, bo w zawodowej piłce liczą się zawsze wymagania, bo kluczowy jest wynik. Ten nie jest tylko sportowy, ale również indywidualny. Jedno to zespół, a drugie to kwestia akademii i tego, że Chrobry jest klubem o określonej specyfice, który chce pokazywać swoich zawodników i ich też odpowiednio rozwijać.

To w takim razie pierwszy trener powinien mieć bardziej papiery z zarządzania, czy jednak z trenowania?

Reklama

Przede wszystkim na zarządzanie, ale musi to iść w parze z trenowaniem. Jestem troszkę innym przykładem, bo przeszedłem wszystkie etapy kariery – od młodzika, przez juniora młodszego, starszego, potem drugi zespół, pierwszy zespół, szef skautingu, szef działu motorycznego.

Też wydawało mi się, że nie ma czegoś, czego trener jeszcze nie spróbował.

Ale to pomaga mi później zarządzać moimi przyjaciółmi, moim sztabem. Bardzo ważne w zarządzaniu jest też to, by mieć kim zarządzać. Bo to są ludzie, którzy mają wiedzę i doświadczenie. Często trenerzy mają młodszych od siebie asystentów, a ja uważam, że trzeba też mieć też koło siebie bardziej doświadczonego człowieka, który spojrzy na pewne sprawy właśnie przez pryzmat tego doświadczenia.

Znów trochę teorii zarządzania – im bardziej zespół jest różnorodny, tym łatwiej będzie mu osiągać cele.

Reklama

To jest właśnie to. Są trenerzy w moim wieku, młodsi, ale mamy też Pawła Barylskiego i jego kilkaset meczów na poziomie Ekstraklasy. Mieć obok siebie tak doświadczonego kolegę, to zarazem mieć możliwość zderzenia się w rozmowie jako partnerzy.

Tym bardziej, że pewnie nie zawsze pierwszy trener ma rację.

Na tym to polega i to jest siła sztabu, w którym ma się ludzi w różnym wieku i o różnych doświadczeniach. Ale dzielących tę samą pasję – w PZPN mówią, że łączy nas piłka, ale nas łączy pasja, przede wszystkim do rozwoju. Nie myślę zresztą tylko o rozwoju zespołu, ale i o rozwoju sztabu, bo zależy mi na tym, byśmy się od siebie nawzajem uczyli i byśmy się wzajemnie bardzo szanowali. Jestem wymagający i wobec siebie, i wobec całego sztabu, ale nadal uznaję, że bardzo ważni są ludzie. Mają swoje cele, są z różnych środowisk, trzeba to wszystko połączyć, więc równolegle zarządzać w tym samym stopniu zespołem i tym właśnie sztabem.

Reklama

Grunt to otoczyć się dobrymi ludźmi. „Lojalność, pasja i kompetencja”

Wydaje się panu, że trudno znaleźć ludzi, których połączy na tym poziomie taka sama pasja? Skompletowanie sztabu Chrobrego było trudne?

Było trudne. To muszą być przede wszystkim lojalność i pasja, a w krok za nimi również kompetencja. W zawodowej piłce nie ma miejsca na brak kompetencji. Ten sztab jest rozbudowany i tak – długo trwało jego skompletowanie. W sumie z działem medycznym mamy 13 osób i to dużo, ale musimy w Chrobrym poświęcać bardzo dużo czasu na indywidualizację. Mamy zawodników nieoczywistych, po pewnych przejściach, po kontuzjach, bez gry – musimy ich odbudowywać, nie tylko motorycznie, ale przede wszystkim mentalnie. Potrzebna jest im pewność siebie. A kiedy przychodzi pewność siebie? No kiedy we wszystkich działach wokół wszystko będzie na wysokim poziomie, a nie tylko przeciętne. Nie zbuduje się kogoś mentalnie, jeśli trzy inne osoby wokół nie są zbudowane mentalnie, czyli pewne siebie. Cieszę się, że prezesi zrozumieli, że serwis jest kluczowy dla zawodników. Nie liczy się dla nich aż tak nazwa klubu, choć też bywa ważna – moment w którym dochodzi do interakcji trenera z zawodnikiem jest ważniejszy niż interakcja zawodnika ze stadionem.

Myśli trener, że większym sukcesem jest to, jak wysoko zaszedł Chrobry w tabeli za ubiegły sezon, że załapał się do baraży, czy może to, że udało się wypromować Szymona Bartlewicza i ważniejszym osiągnięciem jest jego transfer do GieKSy?

Wszystko po części, ale na pewno nie patrzę tylko ostatni rok. Był też ten wcześniejszy sezon, w którym graliśmy o utrzymanie i punktowaliśmy bardzo dobrze. Najpierw dobrze dostosowaliśmy taktykę do tej grupy, która grała o ligowy byt, potem dobraliśmy ją do trochę odmłodzonego składu. Teraz też będzie inaczej – czternastu zawodników odeszło, wszyscy trenerzy powinni być podłamani, bo jak to wszystko połączyć. A my się cieszymy, bo nasi piłkarze poszli albo do klubów Ekstraklasy, albo do klubów, które są znaczącymi w Polsce. Nie rozwijamy tylko tego pierwszego, bo równocześnie rozwijamy u nas tego jedenastego, siedemnastego i dwudziestego czwartego.

Reklama

Myślę, że na tym to polega i mam z tego olbrzymią satysfakcję. Choć oczywiście czeka nas teraz wielkie wyzwanie, bardzo trudne, musimy tworzyć nowy zespół, a to nie musi się od razu łączyć z wynikiem. Jeśli będzie, to będzie fantastycznie i do tego dążymy, bo nie boimy się oczekiwań. Ale musimy być w tym wszystkim – jako Chrobry Głogów – cierpliwi i spokojni. Myślę, że tego też się nauczyłem od wielu trenerów – że nie wolno robić gwałtownych ruchów, trzeba być spokojnym. Nie chodzi o to, by porzucić sportową złość po porażce, ona musi wystąpić, ale potrzeba wyważenia. Warto pokazać, co zrobiliśmy dobrze.

W meczu z Odrą Opole (3 sierpnia, przegrany 0:1 – przyp. AF) zrobiliśmy duży progres w drugiej połowie, kiedy wynik był niekorzystny i myślę, że zasłużyliśmy na remis. Nie udało się, szanujemy to, jest złość sportowa, ale wiemy, co dobrego wtedy zrobiliśmy. Pokazaliśmy zawodnikom nie tylko na wideo, ale również w liczbach – bo zbieramy więcej niż podstawowe statystyki, choćby prawidłowy ruch czy kluczowy odbiór piłki, kluczowe podanie – co dobrego zrobili. Dzięki temu piłkarz widzi dokładnie, czy zagrał dobry mecz i co faktycznie dał zespołowi. Indywidualności rozwijają się szczególnie wtedy, gdy rozwija się zespół.

Znów zarządzanie – najlepsze jest dla wszystkich to, co jest dobre i dla nich indywidualnie, i równocześnie dla grupy.

Tak, właśnie tak.

Reklama

Stara szkoła kontra nowoczesne technologie? „Chodzi o to, żeby dotrzeć do zawodnika”

Wykorzystanie statystyk z jednej strony, z drugiej umiejętności miękkie – to dla mnie starcie trenera „komputerowca” z tym ze „starej szkoły”. Da się to łączyć? Przestrzeń pomiędzy jest na tyle duża, że to w nią trzeba celować i to najlepsza droga?

Myślę, że tak. Trzeba obserwować zespół i jednocześnie umieć korzystać ze statystyk. Ale mądrze. Z tych, z których chcesz, a nie z takich co ci dostarczy jakiś program.

To z których trener korzysta?

Reklama

Mamy swoje statystyki, liczymy je sami. Są też dwie firmy zewnętrzne, które liczą nam tylko to, o co je poprosiliśmy.

Wszystko pod własny model w takim razie.

Jak najbardziej, dostosowane do naszego modelu gry.

Czy to coś wyjątkowego na tle innych zespołów w lidze?

Reklama

Piłka poszła tak do przodu, że każdy ma swoje przeliczenia i swój model. My pracujemy w taki sposób, umiemy to odczytywać, przekazywać zawodnikom, oni potrafią pewne rzeczy zauważyć sami, więc jesteśmy z tego zadowoleni. Bo o to w tym wszystkim chodzi, żeby dotrzeć do zawodnika, żeby zrozumiał, że dzięki temu i temu może być lepszy.

Mówił trener o zbieraniu doświadczeń od innych trenerów i faktycznie – długa była pańska droga do roli pierwszego szkoleniowca. Polecałby ją pan każdemu? Bo czasem wydaje się, że trenerskie gwiazdy rozbłyskują zbyt szybko.

Ciężko powiedzieć, bo każdy ma swoją drogę. Przeszedłem te wszystkie stopnie, z żadnego nie wystrzeliłem jak z katapulty gdzieś do Ekstraklasy. Myślę, że te wszystkie doświadczenia dały mi inne spojrzenie, choć wiem, że nie można patrzeć na wszystko, bo można się zagubić. Może też zwyczajnie braknąć czasu – a w pracy trzeba umieć zarządzać własnym czasem.

Reklama

Dochodzę zresztą do wniosku, że nie można zbyt ciężko pracować. Każdy trener ciężko pracuje i nikomu tego nie zabiorę, ale bardzo ważne, by pracować mądrze, tryb pracy dostosować do swoich zawodników, współpracowników, ale też do siebie. Trzeba żyć, a wtedy zawodnicy widzą, że etos pracy łączy się u trenera z dbaniem o siebie i o własną rodzinę. To często są młodzi ludzie, patrzą na szkoleniowca i dobrze, żeby mogli brać z niego przykład. Ja jestem zresztą trenerem, który dużo rozmawia z zawodnikami – nie tylko zespołowo, ale i indywidualnie, bo wtedy taki piłkarz bardziej się otworzy niż przed grupą. Czasem bywa zły, przybity, bo może nie gra. Trzeba mu pokazać, z czego to wynika, jaka jest droga do poprawy takiego stanu rzeczy. I trzeba mieć świadomość, że ja też czasem się mylę, popełniam błędy, choć po to mam asystentów, by popełniać tych błędów mniej. Na przestrzeni lat nauczyłem się słuchać, to dobra cecha.

Zasłuchałem się właśnie, ale to chyba dobrze.

Bardzo dobrze (śmiech).

Kulisy pracy w Chrobrym. „Piłka nożna to synergia podkuta systematycznością”

Zastanawiam się, czy jeśli wszystko zrobi trener dobrze, sztab równie dobrze i zawodnicy też zrobią dobrze, to nadal istnieje w trenera filozofii przestrzeń na to, że wyniku nie będzie?

Reklama

To trudne pytanie. Wiele czynników wpływa na wynik, a naszym celem, celem Chrobrego Głogów, jest odbudowa kadry. Ilościowo i jakościowo – tak, by móc przeprowadzić pełny trening, ale też mieć dwie równe jedenastki. Wcześniej udało nam się stworzyć wyrównaną grupę dwudziestu zawodników, bardzo głodnych, i do tego znów zmierzamy. Drugi aspekt dotyczy tego, by ci zawodnicy mieli oprócz pasji pewne podstawy jakościowe do tego, by marzyć o Ekstraklasie, o lepszym graniu. Nie tylko w Chrobrym, ale też w ogóle.

No i trzeci aspekt – wszyscy muszą w ten projekt i nasze starania wierzyć od początku. Po to zapewniamy serwis, po to jesteśmy z tablicą czy telewizorem na boisku i dbamy o stałe fragmenty czy pokazujemy szczegóły gry. Każdy mężczyzna lepiej widzi niż słyszy, więc pokazujemy jak najwięcej. Naśladujemy przy tym największe zespoły na świecie, w tym PSG, gdzie mają swoją olbrzymią tablicę i z niej korzystają. Niektóre te kwestie wiążą się z większymi nakładami finansowymi, ale niektóre wymagają jedynie tego, żeby chcieć. A ja jestem trenerem, który chce.

Niektóre takie cuda można pewnie w jakiś chałupniczy sposób przenieść na nieco mniej podlany pieniędzmi grunt.

Zdecydowanie. Dziś też mieliśmy odprawę na temat ŁKS-u i po prostu zrobiliśmy ją na dwóch telewizorach. Na jednym przedstawieni rywale z ich indywidualnymi opisami, a na drugim ruchoma analiza naszego sposobu grania i pomysłu na to, jak wykorzystać pewne przestrzenie i zachowania przeciwnika. Równocześnie można więc zobaczyć, gdzie gra który piłkarz drużyny przeciwnej, jak gra, jaką ma mocną, jaką słabą stronę. To nie zawsze wpłynie na wynik, ale dobre przyjdzie z regularnością. Piłka nożna to synergia podkuta systematycznością.

Reklama

Trochę ponad rok temu rozmawiał trener z Dominikiem Pasternakiem z TVP Sport i złapałem w tej rozmowie fragment, w którym trener zdradził, że co rundę zmienia się drużyna, którą trener podgląda, podbierając od niej dobre praktyki dla swojego zespołu. Faktycznie to tak działa?

Już nawet nie co rundę, a co rok. Jeżeli już złapaliśmy nasz sposób grania, to szukamy zespołów, które grają do nas podobnie. Jest taka jedna grupa, założona przez moich przyjaciół, najlepszych analityków w Polsce, gdzie oni dzielą się po każdym obejrzanym meczu swoją analizą. Ja oczywiście zbieram te materiały i dzielę się nimi ze swoim sztabem – szukamy inspiracji, ale też zachowań zbliżonych do naszych. Trzeba to oczywiście dostosować do potencjału piłkarzy, bo nie możemy szukać tego u drużyn z najwyższej półki. Żadna Barcelona, żadne PSG, żaden Bayern Monachium. Tam grają najlepsi aktorzy świata, którzy robią różnicę indywidualną. Szukam więc zespołów, które robią różnicę poprzez organizację – na przykład Bodo/Glimt, które pokazuje, że systematyka, przygotowanie motoryczne i dyscyplina taktyczna mogą robić różnicę. Ja też poszukuję tych czynników, które mogą nam zapewnić różnicę.

Wydaje się, że dobrze czerpać z dobrych praktyk innych.

Reklama

Przez ostatni rok są to dwa zespoły, które były bardzo zbliżone w różnych aspektach. Jeden bardziej do nas pasował w zachowaniu w fazie bronienia i fazie przejściowej z obrony do ataku, a drugi kwestii typowo ofensywnej. Połączyliśmy te zachowania i stworzyliśmy naszą hybrydę.

Skoro drużyna tak się zmieniła, odeszło tak wielu zawodników, to może mi trener zdradzić, jakie to były zespoły? Teraz trzeba to będzie na pewno zestawić inaczej, są inni piłkarze…

Tak, ale wolałbym to jeszcze przytrzymać w tajemnicy, ponieważ jeszcze korzystamy. Ale obiecuję, że w przyszłości się tym podzielę.

Sam też będę uważnie oglądał.

Reklama

To mogę powiedzieć, że jest w tym gronie polski zespół.

Z Ekstraklasy.

Z Ekstraklasy. I drugi jest zagraniczny.

To teraz już tylko ustalić, który pasuje do ofensywy Chrobrego, a który do defensywy… No nic, będę próbował jakoś się domyślić.

Reklama

Dobrze, dobrze!

Sukces zespołu sukcesem trenera. I odwrotnie

W sumie zaczepię się o tamten sezon, bo wynik to jedno, a drugie to pochwały spływające ze wszystkich stron dla trenera, całego zespołu i pracy, jaka została w Głogowie wykonana. Jak bardzo patrzy trener na to pod kątem własnej kariery? Bo to nobilitacja, dostrzeżenie i pewnie szansa na to, by ktoś zaproponował trenerowi pracę w jeszcze lepszym miejscu, Chrobry mimo wszystko nie jest zespołem z futbolowego szczytu.

Jestem człowiekiem, który bardzo cieszy się każdym sukcesem mojego zespołu, pielęgnuję ten moment. I tamtym okresem też się bardzo cieszyłem, bo Chrobry jako klub naprawdę na ten czas zasłużył – od pań sprzątających, poprzez cały sztab, panów dbających o boiska, panie dbające o kuchnię, naszą dietę. W tym wszystkim mam też jakiś osobisty progres, bo jak zostałem trenerem miesiąca, to sukces i dla mnie, i dla mojego sztabu. Jak każdy człowiek, chciałbym spróbować pokazać dużą jakość na wyższym poziomie. Po to właśnie się człowiek przygotowuje, rozwija siebie i sztab, by wszyscy byli gotowi, gdy dostaniemy naszą szansę. To bardzo ważne, by być ciągle gotowym, nie zatrzymywać się w rozwoju. Nie chodzi o to, by dawać sobie i piłkarzom ciągle nowe bodźce, bo od tego to wszyscy zwariują. Trzeba czasem spokoju, ale w nim też może być gotowość.

Reklama

Nie uciekam jednak od odpowiedzi, żeby nie było. Mam swoje marzenia, one są naturalne, ale po to tych dwadzieściakilka lat jestem w zawodzie i po to zebrałem tyle doświadczeń, by być przygotowanym na szanse. I byłem gotowy na swoją I ligę.

A jest trener gotowy na kolejny krok?

Tak, myślę, że tak. Tylko uważam, że przygotowanie to jedno, ale równie ważne jest dobre wejście w środowisko, czyli zobaczenie miejsca, w którym ktoś cię bardzo chce. A jak mnie ktoś bardzo chce, to ja zawsze w takim miejscu osiągam dobre wyniki. Jeśli jednak jesteś gdzieś tylko po to, żeby być i nie wiedzą do końca, czy będziesz dla nich dobry, czy nie, to… to nie byłoby dla mnie dobre miejsce.

Byłby pan gotów odrzucić ofertę z Ekstraklasy?

Reklama

Ciężko mi teraz powiedzieć. Mam ważny kontrakt, dobrze mi w Chrobrym. Natomiast – jeśli pojawi się taka oferta, to na pewno usiądę do niej z rodziną i z prezesami mojego klubu. Oni też wiedzą, że może coś takiego się zdarzyć i myślę, że są przygotowani na to, żeby być dumnym również z tego, że w Głogowie może rozwinąć się nie tylko zawodnik, ale również trener.

Chrobry ma prawo mierzyć wyżej, ale… „Dajemy sobie około dwóch lat”

To dobry moment na pytanie, gdzie jest sufit Chrobrego? Jest miejsce na taki projekt w najwyższej klasie rozgrywkowej?

Trudne pytanie. My cały czas rośniemy organizacyjnie, zapewniamy zawodnikom ekstraklasowy serwis, co oni również potwierdzają. Na pewno jesteśmy teraz na trudnym etapie i dajemy sobie około dwóch lat na to, by ten zespół był silny pod względem jakości i w tej perspektywie czasu mógł cieszyć kibiców. To nie jest łatwe, by co roku grać o najwyższe cele, bo do tego potrzebny jest wysoki budżet, stadion. Przygotowujemy się do takiej rywalizacji – podwyższamy budżet, w kwestii stadionu też myśli się o podniesieniu standardu. Zespół daje dobre powody ku temu, by iść tą drogą.

Przyznaję, na stadionie są pewne mankamenty. Choćby trybuna prasowa, na której dwa razy siedziałem, jest raczej z tych mało przyjaznych. 

Zgadzam się, są tam rzeczy do poprawy, bez dwóch zdań. Zakładam, że przy awansie do Ekstraklasy mielibyśmy zastępczy stadion w postaci tego w Lubinie, ale zrobilibyśmy też wszystko, by podnieść standardy na naszym obiekcie.

Z drugiej strony Chrobry to jednak „mister I liga” – dziś nie ma zespołu z dłuższym nieprzerwanym stażem na tym poziomie rozgrywkowym. Nie życzę tego, byście ciągle tkwili na zapleczu, ale to może po prostu miejsce tego klubu? Miara potencjału? Może nie ma sensu szaleć i myśleć o większych arenach?

Myślę, że Chrobry jest klubem, który musi dostać szansę dzięki swojej systematycznej pracy. Taka szansa nie może być dziełem przypadku, bo jeśli się zdarzy przypadkowo, to zaraz nastąpi spadek o dwie ligi niżej. Trzeba unikać kominów płacowych, potrzeba stabilizacji, która sprawiła, że teraz klub jest w miejscu, w którym jest. Piłka nożna lubi regularność i stabilizację.

Oczywiście, każdy klub chciałby sprawdzić, jak wyglądają te ekstraklasowe salony i były już zespoły, które tam dotarły. Puszcza Niepołomice, Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Byli tam, teraz znowu z nami w pierwszej lidze, ale przed awansem stworzyli warunki organizacyjne i sportowe, by się znaleźć w elicie. Wpadły do Ekstraklasy na rok czy dwa, ale mogą też pewne standardy po spadku utrzymać.

O, to może jest dla trenera inspiracją praca Tomasza Tułacza? On przeszedł tę drogę, utrzymał się w Ekstraklasie na przekór wszystkim prognozom.

Zdecydowanie, trener Tomek jest też moim kolegą i bardzo go cenię. Pamiętam, jak pracował też w II lidze, kiedy ja byłem w Młodej Ekstraklasie – utrzymywaliśmy kontakt, bo pytał wtedy o młodych zawodników, a ja dzieliłem się z nim moimi doświadczeniami. Doceniam jego pracę i myślę, że pokazał w Polsce, że można zrobić coś z niczego. To jest przykład dla nas.

Miłość w piłce nożnej. „Jeżeli ja się poświęcam i zawodnik również się poświęca, to to jest miłość”

Mi się właśnie zawsze wydawało, że praca trenera polega na tym, żeby tak dobrać taktykę, by była ona najlepsza dla danej grupy ludzi. A nie na tym, by zawsze wprowadzać jakiś swój model gry.

Trener Tułacz stworzył na pewno swoją niszę, a inne zespoły zaczęły go nawet naśladować. Robił w pewnym aspekcie przewagę, jej zawsze należy szukać. W tym wypadku przewagą była bardzo dobra obrona i stałe fragmenty gry. Wszyscy brali z Puszczy przykład, ja też obserwowałem ich pracę i widziałem, jakie mają nowe rzeczy, których inne zespoły nie potrafią zrobić. Nie wygrywa się oczywiście tylko stałymi fragmentami, trzeba jednocześnie utrzymać inne aspekty gry na pewnym poziomie, potrzeba równowagi i ona była w Puszczy zachowana. My w tamtym sezonie też swoją przewagę znaleźliśmy, ale cieszę się, że udało się równocześnie zachowywać równowagę. Kontrolowaliśmy grę we wszystkich fazach, w żadnej z nich nie czuliśmy źle. Tylko nie zawsze robiliśmy różnicę. Jakbyśmy robili w każdej fazie różnicę, to dziś rozmawialibyśmy przed naszym meczem w Ekstraklasie.

Jest jakiś trenerski proch, który trenerowi udało się wynaleźć? Coś jak te auty, które trener Tułacz wprowadził na salony…

Myślę, że zwracam na wszystko uwagę i w mojej filozofii małe rzeczy tworzą wielkie rzeczy. Robię wszystko, żeby wszyscy wokół się rozwijali. Kocham mój sztab, kocham moich piłkarzy. Używam tego słowa, bo używam go też wobec nich. Jak zawodnik czuje się chciany i kochany, jest też sprawiedliwie traktowany, to może iść już tylko do przodu. To jest takie moje motto.

Mógłbym tym zakończyć, ale muszę dopytać – łatwo przekonać zawodnika, że to miejsce, w którym go kochają? Na dzień dobry usłyszy „cześć, kocham cię, to miejsce dla ciebie”?

Nie, tak nie można od razu, trzeba zbudować pewne relacje. Jednym z kryteriów przyjęcia zawodnika do Chrobrego jest umiejętność poświęcenia się. Jeśli ktoś się dla kogoś poświęca, jak w związku mąż dla żony i żona dla męża, to to jest miłość. Jeżeli ja się poświęcam i zawodnik poświęca się dla mojego zespołu – nie dla mnie, dla zespołu – to to jest miłość.

ROZMAWIAŁ ANTONI FIGLEWICZ

Fot. Newspix

3 komentarze
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Fani Realu Madryt przeciwni inwazji na Ceutę

AbsurDB
1
Fani Realu Madryt przeciwni inwazji na Ceutę

Betclic 1. Liga

Reklama