Na początku XXI wieku widział z bliska jak Milan w derbach Mediolanu masakruje jego Inter 6:0. Niepodważalną pozycję we Florencji błyskawicznie zmienił mu swoim przybyciem Artur Boruc, który wygryzł go z pierwszego składu. Sebastien Frey, dwukrotny reprezentant Francji, to jeden z najlepszych bramkarzy Serie A lat dwutysięcznych. 46-latek w rozmowie z Corriere della Sera wspominał o licznych meandrach swojej kariery. Jak zdradził Frey, dzięki problemom mentalnym zdecydował się… przejść na buddyzm.
Frey, czyli uznany bramkarz z historią pełną perturbacji
Sebastien Frey długo w swojej karierze występował w Serie A. Kojarzony jest przede wszystkim z Fiorentiną, Parmą oraz Interem. W tym pierwszym klubie zagrał ponad 200 spotkań. Podkreśla, że pomimo wielu problemów dużo się nauczył. Przez nie poznał choćby buddyzm i zaczął doceniać piękno dnia codziennego. To bardzo ciekawa rozmowa.
– W moim życiu doznałem cierpienia na własnej skórze. Miałem tak trzykrotnie. Pierwsze było cierpienie fizyczne, następnie psychiczne. Trzecie miało wpływ zarówno na moje ciało, jak i umysł. Ale mimo to, jestem wdzięczny za pewne doświadczenia – powiedział Frey w rozmowie dla włoskiego dziennika.
Po karierze piłkarskiej Francuz łączy czas z rodziną w Nicei wraz ze spotkaniami z dawnymi kolegami na różnych wydarzeniach piłkarskich. We własnym domu posiada on pokój pełen pamiątek, jak koszulki, rękawice, czy artykuły z prasy. To przypomina mu o latach świetności. Ma w nim też wiele zabawek związanych z postaciami z kreskówek. Jak mówi Frey, to naznaczyło jego dzieciństwo.
Frey: «Convulsioni e febbre a 40, ho rischiato di morire. Un ritardo aereo mi ha salvato dalla strage di Nizza» https://t.co/gv91QREZP5
— Corriere della Sera (@Corriere) April 22, 2026
– Gdy byłem mały, moi rodzice nie mogli mi kupić tych rzeczy. Nie było ich na to stać. Lata później, dzięki mojej karierze piłkarskiej, mogłem to sobie kupić. Ten pokój to mój świat (…) Miałem wspaniałe dzieciństwo, choć nie mieliśmy niczego. Z czasem zrozumiałem, jak dużo rodzice poświęcili dla mnie i mojego brata. W pewnym momencie ryzykowaliśmy eksmisją.
Warto tu przypomnieć, że dziadek piłkarza Andre Frey zagrał sześciokrotnie dla Les Bleus w latach 1944-1950, a ojciec, Raymond, grał jako bramkarz w Ligue 2. Brat – Nicolas, ponad dekadę występował w Chievo Werona, a 24-letni syn Daniel – należy do Cremonese, które jest beniaminkiem Serie A.
– Gdy ludzie wymieniają piłkarskie dynastie, zawsze mówi się o tych samych nazwiskach. Nikt nie wspomina o mojej rodzinie. Mój dziadek był członkiem francuskiej kadry narodowej, mój tata grał w Ligue 2, mój brat i ja – w Serie A. Mój syn gra w Cremonese. Cztery generacje – kto może powiedzieć o sobie to samo?
Official: #Chievo have sent defender Nicolas Frey to #Venezia on loan https://t.co/cNn6Alp7SH #SerieB pic.twitter.com/i7kHZiExPS
— Football Italia (@footballitalia) January 31, 2018
Frey po kilku miesiącach we Florencji był blisko zakończenia kariery. Pomógł mu Roberto Baggio. Włoski maestro opowiedział Freyowi czym jest buddyzm.
– Drugi bramkarz pokłócił się z trenerem. Ja zderzyłem się na treningu z Zalayetą, czułem jakby kolano eksplodowało. Pierwsze, co wtedy pomyślałem, to o mundialu. Moja cała kariera stanęła pod znakiem zapytania. Lekarze mówili, że więcej nie zagram. (…) Trenowałem cztery razy dziennie. Niesamowicie trudny był pierwszy miesiąc, ból był nieznośny. Miałem pauzować od 16 do 18 miesięcy, a mi wystarczyło sześć.
– Miałem kryzys. Zadzwoniłem do Roby’ego. Pokazał mi, czym jest buddyzm. To zmieniło moje życie. (…) Druga kontuzja kolana zniszczyła mnie psychicznie. Stało się to w tym samym czasie, gdy rozwodziłem się z byłą żoną, coś, co uznaję za swoją osobistą porażkę jako człowiek. Wpadłem w depresję. We Florencji miałem duży apartament, wypełniony miłością, głosami dzieci i psów. Nagle nie zostało nic. Było pusto, ciemno, dużo myśli. Straciłem poczucie własnej wartości. Nie mogłem sobie z tym poradzić. (…) To był czas, w którym futbol nie był gotów rozmawiać o zdrowiu psychicznym, zrobiliby ze mnie chorą osobę.
Sébastien Frey enjoying the morning papers. Goalkeeper in outfield shirt. That football. There is a lot to admire. pic.twitter.com/w3WgxMj9GK
— FOOTBALL ITALIA (@FutbolShIrTALIA) August 3, 2025
Po zakończeniu kariery Frey uniknął śmierci – oszukał przeznaczenie dwukrotnie. Miał on być w Nicei, gdy doszło do ataku terrorystycznego w lipcu 2016 roku. Trzy lata później doświadczył bardzo groźnych epizodów zdrowotnych.
– Tego wieczoru miałem być na mieście z przyjaciółmi z okazji Dnia Niepodległości. Finalnie nie dałem rady być, mój lot się opóźnił. Byłem w domu, spokojny, gdy nagle ludzie zaczęli do mnie dzwonić, ze zmartwieniem. Pamiętam, że włączyłem telewizję i zobaczyłem, co się stało. Nie mogłem zasnąć przez całą noc. Przez miesiące nie byłem w stanie pojawić się w miejscu, w którym doszło do ataku.
Tak mówił z kolei o tajemniczej chorobie:
– Przez dwa tygodnie miałem wysoką gorączkę i drgawki. Pociłem się i miałem dreszcze. Lekarze nie wiedzieli, co mi dolega. Po powrocie do domu nie poprawiało się. Pewnego razu mogłem tylko ruszyć głową, reszta ciała była nieruchoma. Doktor ostrzegł mnie, że może się to skończyć śmiercią. Naprawdę myślałem, że to będzie mój koniec. Poprosiłem nawet notariusza o sporządzenie testamentu. Na szczęście, pozostał zapieczętowany.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO O LIGACH ZAGRANICZNYCH:
- Porto pozostało już tylko na jednym froncie
- Przypomniał o sobie Jesse Lingard. Premierowe trafienie w Brazylii
- Były piłkarz Romy zarabia na Uberze. Zaskakujące odkrycie internautów
Fot. Newspix