Fatalna skuteczność transferowa Pogoni. A miało być tak pięknie

Aleksander Rachwał

07 kwietnia 2026, 19:19 • 7 min czytania 13

Reklama
Fatalna skuteczność transferowa Pogoni. A miało być tak pięknie

Pogoń Szczecin po przejęciu przez Aleksa Haditaghiego miała bić się o czołowe lokaty, tymczasem na siedem kolejek przed końcem sezonu jedyne, o co walczą Portowcy, to utrzymanie. Trudno jednak bić się o cokolwiek innego, gdy zdecydowana większość zawodników sprowadzonych w tym sezonie okazała się niewypałami.

Reklama

Trzeba postawić sprawę jasno: Pogoń od momentu zmiany właścicielskiej ma póki co mizerną skuteczność transferową. Dyrektor sportowy Tan Kesler ani latem, ani zimą nie sprowadził do klubu nikogo, kto wydatnie podniósłby jakość zespołu. Po niektórych nowych piłkarzach spodziewaliśmy się sporo, po innych niewiele, ale wszystkich jak na razie łączy to, że trudno określić ich mianem poważnych wzmocnień.

Po meczu z Legią Haditaghi skrytykował trenera i piłkarzy za złe wybory i brak zaangażowania, ale zwrócił również uwagę, że niewłaściwe były także niektóre decyzje transferowe klubu. Można by w tym miejscu zapytać: A które były właściwe?

Żeby było jasne: nie mówimy, że w żadnym z nowych piłkarzy nie drzemie potencjał. Być może Rajmund Molnar po wyleczeniu kontuzji okaże się poważnym napastnikiem, może rozkręci się Sam Greenwood, którego transfer w teorii miał wszelkie przesłanki, by okazać się hitem. Fakty są jednak takie, że na razie najsolidniejszym zawodnikiem z nowego zaciągu można określić Paula Mukairu, co – z całym szacunkiem do Nigeryjczyka – jest dosadnym komentarzem w tej sprawie.

Były zapowiedzi o nowej jakości w Pogoni, kwieciste wypowiedzi o wysyłaniu sygnału do świata, że Szczecin rośnie w siłę, ale jedyne co przez ten czas urosło, to strata Portowców do miejsc dających udział w europejskich pucharach.

Reklama

Alex Haditaghi na meczu Pogoni Szczecin

Tan Kesler i Alex Haditaghi

Fatalna skuteczność transferowa Tana Keslera. Nowi piłkarze Pogoni Szczecin zawodzą

W pierwszej dziesiątce zawodników, którzy uzbierali w tym sezonie najwięcej minut w drużynie Pogoni jest tylko trzech piłkarzy, którzy dołączyli do zespołu po sezonie 2024/2025. Pierwszy to wspominany Mukairu, drugi to Marian Huja, którego już w Szczecinie nie ma. Trzeci to również wspomniany już Greenwood, sprowadzony do klubu za rekordowe 2 miliony euro, ale na razie nie dający zbyt wielu sportowych argumentów potwierdzających zasadność tej sumy.

A przecież w letnim okienku do Pogoni trafiło aż dziesięciu nowych graczy i to takich, po których spodziewaliśmy się, że coś do niej wniosą. Prześledźmy więc jak wówczas „wzmocniono” zespół. Zacznijmy od obrony.

Reklama

Hussein Ali, który miał rywalizować o grę na prawej stronie z Linusem Wahlqvistem, na razie głównie wzmacnia pozycję tego drugiego w hierarchii. Gdy Szwed był zdrowy, Irakijczyk po prostu grał niewiele. W obliczu kontuzji Wahlqvista trudno zaś stwierdzić, by wykorzystywał swoją szansę. Zagrał nawet przyzwoicie z Górnikiem i Widzewem (choć oba spotkania to było mordowanie futbolu), ale potem osłabił zespół w starciu z Rakowem, nie zagrał z Koroną z powodu nadmiaru żółtych kartek, a w meczu z Lechią Thomasberg wolał postawić na nominalnego stopera – Loncara. Ponieważ sytuacja kadrowa w Pogoni nie jest optymalna, pewnie Ali jeszcze swoje minuty w tym sezonie dostanie, ale – no właśnie – raczej z konieczności, niż dlatego, że prezentuje wysoką jakość.

Sprowadzony z Petrolulu Ploiesti Marian Huja przez większość jesieni był podstawowym stoperem Portowców, ale pod koniec rundy stracił uznanie w oczach trenera, aż wreszcie zimą wrócił do Rumunii, wcześniej będąc bohaterem rozmaitych plotek transferowych. Choć kilka razy przysłużył się drużynie – zwłaszcza w ofensywie – nadal zapamiętamy go głównie z niskich lotów żartów z jego nazwiska.

Benjamin Mendy? Władze Portowców mogły się zachwycać, jak to dzięki jego transferowi o Szczecinie usłyszał cały świat, natomiast sportowo ten ruch to porażka, której można było się spodziewać. Francuski lewy obrońca rozegrał do tej pory około 300 minut w Ekstraklasie, niewiele pokazał i trudno liczyć, że jeszcze pokaże, biorąc pod uwagę stan jego zdrowia.

Benjamin Mendy

Reklama

Benjamin Mendy

Idźmy dalej, środek pola. Jan Biegański w 13 meczach uzbierał ledwie 532 minuty i jak dotąd niczym szczególnym się nie wyróżnił. Mor Ndiaye ma w nogach około 300 minut więcej, ale większość meczów miał gorszych, niż lepszych. Na dodatek wygląda na to, że został już skreślony, bo ostatni występ zanotował 8 lutego. O żadnym z tej dwójki nie powiedzielibyśmy, że to realny konkurent dla Fredrika Ulvestada.

No i wreszcie ofensywa, której twarzą w tym sezonie musi być Sam Greenwood. Rekordowy transfer Pogoni to na razie olbrzymie rozczarowanie – jeśli coś pokazał, to były to co najwyższej pojedyncze przebłyski.

Łatwiej jednak wyobrazić sobie, że Anglik wreszcie odpali, niż że zrobi to Musa Juwara – sprowadzony za 850 tys. euro (wg Transfermarkt) skrzydłowy to bodaj największa wtopa transferowa Pogoni w letnim oknie. Gambijczyk irytował na boisku, a poza nim stwarzał problemy natury dyscyplinarnej, w efekcie czego od 8 lutego oglądamy go wyłącznie w trzecioligowych rezerwach. Ostatnio znowu trenował z pierwszym zespołem, natomiast wątpliwe, by fani z wytęsknieniem wyczekiwali jego powrotu.

Reklama

Najtrudniejsze zadanie z pewnością miał Rajmund Molnar, szykowany na następcę Efthymiosa Koulourisa. Jak już zaznaczyliśmy, nie przesądzamy, że Węgier nie rozstrzela się w Szczecinie, niemniej – oceniając wyłącznie efekty tego transferu – uzupełnić luki po Greku, nawet chwilowo, się nie udało. Trzymamy jednak kciuki, że po kontuzji Molnar jeszcze pokaże, na co go stać.

W tych okolicznościach na najbardziej wartościowe letnie wzmocnienie Pogoni nieoczekiwanie wyrósł Paul Mukairu, o którym wciąż nie powiedzielibyśmy, że jest nawet nie tyle gwiazdą ligi, co choćby swojej drużyny. Nigeryjczyk grał regularnie, wystąpił we wszystkich 27 ligowych spotkaniach, w których zanotował sześć goli i asystę – bez szału, ale na tle konkurencji – po prostu nieźle.

Szukając pozytywów możemy też wspomnieć o Jose Pozo. Sprowadzony za frytki ze Śląska Wrocław Hiszpan miał swoje momenty, czasami potrafił wnieść sporo kreatywności. Nadal jednak tych momentów było stanowczo za mało, byśmy mówili o postaci absolutnie kluczowej dla zespołu.

Jose Pozo

Reklama

Jose Pozo, bohater meczu z Koroną Kielce

Zimowe okienko nie rozwiązało problemów

I tak dochodzimy do zimowej przerwy, w trakcie której Portowcy mieli naprawić letnie błędy.

– Nadchodzące okienko transferowe będzie decydujące. Ściągniemy piłkarzy, którzy rozumieją miasto i kibiców, których reprezentują, rozumieją czemu tutaj są i co to znaczy walczyć o nieśmiertelność, nosząc ten herb – zapowiadał szumnie Alex Haditaghi 30 listopada.

Cóż, póki co trudno odnieść wrażenie, że jego deklaracja spotkała się z rzeczywistością.

Reklama

Attila Szalai, który wzmocnił środek obrony to na papierze całkiem konkretny transfer – 49-krotny reprezentant Węgier, z ponad setką występów w Fenerbahce na koncie. Natomiast czy słowa „walka o nieśmiertelność” w kontekście zawodnika, który jest wypożyczony na pół roku bez opcji wykupu, a jedyne, o co może walczyć, to utrzymanie w lidze, są w tej sytuacji adekwatne? Mamy wątpliwości. Szalai to transfer typowo na tu i teraz, uznane nazwisko mające natychmiast robić różnicę. Tylko czy możemy po dotychczasowych meczach powiedzieć, że Pogoń ma w obronie prawdziwą skałę, szefa defensywy, dzięki któremu szanse na utrzymanie wyraźnie poszły w górę? Raczej nie.

Zbawcą środka pola nie okazał się też pozyskany z MLS Kellyn Acosta. Amerykanin na razie dał się poznać głównie jako boiskowy rzeźnik, który tylko dzięki wyrozumiałości sędziów zamiast dwóch czerwonych kartek obejrzał jak dotąd jedną. Mads Agger? Pięć meczów, zero goli, zero asyst, ani jednego spotkania, po którym moglibyśmy o duńskim skrzydłowym napisać, że dał drużynie więcej niż dawał Juwara.

Mimo sprowadzenia dwóch nowych napastników, Pogoń wciąż nie ma też dziewiątki, która regularnie dostarczałaby gole. Jedna bramka w dziewięciu meczach to jednak nieco mniej niż oczekiwaliśmy po Karolu Angielskim, choć przy swoim konkurencie, Filipie Cuiciu, Polak i tak wypada niczym Robert Lewandowski. 23-letni Bośniak w dotychczasowych pięciu występach nawet nie oddał celnego strzału na bramkę (próbował siedem razy).

Filip Cuić - napastnik Pogoni Szczecin

Reklama

Filip Cuić

Jak trwoga, to do młodzieży

Bilans ruchów przychodzących Pogoni wygląda więc zatrważająco. Z piętnastu sprowadzonych przez Tana Keslera za pieniądze Aleksa Haditaghiego piłkarzy tylko dwóch-trzech możemy jak na razie uznać za względnie przydatnych i to przy sporej dozie życzliwości.

Szczególnie odbija się to na ofensywie. O ile w tyłach Pogoń miała wystarczająco dużo solidnych zawodników, by Thomasberg nawet w obliczu kontuzji wciąż miał z czego szyć, tak z przodu wciąż nie znalazł się nikt, kto wszedłby w rolę lidera przy słabszej formie Kamila Grosickiego. To na barkach 37-letniego kapitana Portowców nadal w największej mierze spoczywa odpowiedzialność za liczby. W klasyfikacji kanadyjskiej żaden z piłkarzy Pogoni nie ma podjazdu do „Grosika”, mimo że od 9 listopada ten zanotował tylko jeden konkret w postaci ostatniego podania.

Nie dziwi więc specjalnie, że Thomasberg zaczyna w końcówce sezonu odważniej stawiać na młodzież. Debiuty Natana Ławy i Jacka Czaplińskiego, choć doceniamy chęć dania szansy młodym zawodnikom, w obecnej sytuacji Pogoni wyglądają na akt pewnej desperacji. Nie mówimy, że ta decyzja się nie opłaci, obaj młodzi zawodnicy pokazali się zresztą z dobrej strony i być może powinni otrzymać szansę nawet wcześniej.

Reklama

Sprawia to jednak wrażenie próby ratowania dwóch nieudanych okienek wdrożeniem planu C.

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

13 komentarzy
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ligue 1

Skandal po derbach we Francji. Działacz Lille został pobity

Maciej Piętak
2
Skandal po derbach we Francji. Działacz Lille został pobity

Ekstraklasa

Reklama