Z Harrym Kanem czy bez Harry’ego Kane’a – to pytanie zadają sobie wszyscy kibice od Madrytu do Monachium. Szefowie Bawarczyków nie chcą składać jednoznacznej deklaracji, ale wiele wskazuje na to, że Anglika zobaczymy na Santiago Bernabeu od pierwszej minuty. – Zagrałby nawet na wózku inwalidzkim – uśmiecha się Joshua Kimmich.
Ściągnięcie Harry’ego Kane’a do Bayernu Monachium jest jednym z najlepszych ruchów transferowych ostatnich lat. Pierwszy sezon snajpera? 44 gole w 45 meczach. Drugi? 41 goli w 51 meczach. Trzeci – już teraz 48 trafień w 40 występach.
Choć Kane ostatnie spotkanie rozegrał 21 marca, zdążył już przebić swój najlepszy dorobek strzelecki w koszulce Bayernu. Jest liderem klasyfikacji Złotego Buta (Kyliana Mbappe wyprzedza o osiem bramek), jest drugim najlepszym strzelcem Ligi Mistrzów (tu do Mbappe traci trzy bramki). Do tego trwa pogoń za bundesligowym rekordem Roberta Lewandowskiego.
I tak jak w przypadku Lewandowskiego, któremu pobicie Gerda Muellera omal nie uniemożliwiła kontuzja, tak w przypadku Kane’a problemy zdrowotne przyszły w momencie, gdy wydawało się, że już nic nie może go powstrzymać. Najpierw opuścił spotkanie z Gladbach, potem nie zagrał w LM z Atalantą, z Leverkusen wszedł na boisko tylko z ławki rezerwowych. Gdy wrócił, za chwilę przypałętały się problemy z kostką.
Z tego powodu sobotnie spotkanie z Freiburgiem (3:2) Kane oglądał tylko w telewizji. Aby pokonać Lewandowskiego, Anglik musiałby w sześciu ostatnich spotkaniach Bundesligi zdobyć 11 goli – zadanie trudne, choć nie niewykonalne. Zwłaszcza że przed Bayernem głównie starcia z zespołami z dołu tabeli – w tym z niemal pewnym spadku Heidenheim, tracącym seryjnie gole Wolfsburgiem, a także z St. Pauli, Mainz czy FC Koeln. Jedynym silniejszym rywalem (ale wciąż dalekim do półki Bayernu) jest w tym zestawieniu VfB Stuttgart.
Priorytetem jest Liga Mistrzów
Ale rekord Lewandowskiego z pewnością schodzi dla Kane’a na drugi plan. To Liga Mistrzów jawi się obecnie jako największy priorytet. A w Monachium znów mają małe deja vu.
Kwiecień 2017 roku, niemal dokładnie dekadę temu – Bayern gra z Realem Madryt w ćwierćfinale Champions League. W tamtym sezonie Lewandowski z powodu kontuzji opuszcza tylko jedno spotkanie, ale jest to właśnie pierwszy mecz z Królewskimi. Bawarczycy przegrywają 1:2, na rewanż Lewandowski już wraca, strzela nawet gola, ale Bayern odpada po dogrywce.

Teraz inny napastnik, którego kontuzje normalnie się nie imają, może wypaść na najważniejszy dotychczas mecz sezonu. Choć wiele wskazuje na to, że Kane będzie miał więcej szczęścia niż Lewy i absencja zamknie się na niedawnym meczu ligowym.
– Poczekamy do wtorku i zdecydujemy. Cieszymy się, że jest z nami – mówił ostrożnie na przedmeczowej konferencji prasowej trener Vincent Kompany. Niemieckie media szanse na występ napastnika oceniają jednak na 90 do 10. Piłkarz trenował ostatnio z zespołem, został też włączony do oficjalnej kadry meczowej.
– Sporo trenował, gdy nie mógł grać. Odbył też dwa treningi z drużyną. Nie sądzę, by stracił rytm – dodawał belgijski szkoleniowiec.
Mniej kurtuazyjny był Joshua Kimmich:
– Harry zagrałby nawet na wózku inwalidzkim!

Kane ma wpływ nawet na defensywę Bayernu
Wpływ Kane’a na Bayern w tym sezonie jest niezaprzeczalny i dalece wykracza jedynie poza zdobywane bramki. Anglik rozgrywa, broni, na boisku wciela się w rolę szóstki, ósemki, dziesiątki – a to wszystko bez straty na jakości strzeleckiej. Kiedy trzeba, zawsze jest w polu karnym i ze spokojem kilera pakuje piłkę do bramki. Z łatwością, nienachalnie, tak jakby stemplował znaczki na poczcie.
– Nie jest typowym egzekutorem. Nie jest egoistą, który tylko chce strzelać gole. To ktoś, kto dąży do maksymalnego sukcesu z drużyną – opisuje swojego kolegę z drużyny Kimmich.
Jaki to inny obraz od wszystkich dzisiejszych gwiazd futbolu, prawda? W świecie, w którym wmawia się, że środkowy napastnik musi być pazernym na gole samolubem, bo inaczej nie da się osiągnąć sukcesu (patrz: Lewandowski, Cristiano Ronaldo), czy wręcz uznaje się, że liczba zdobywanych bramek usprawiedliwia toksyczny wpływ na zespół (Mbappe, Vinicius), Harry Kane pokazuje, że jednak można żyć inaczej.
Że w piłce nożnej najważniejsza jest drużyna.
Wpływ Kane’a jest oczywisty jeśli weźmiemy liczbę zdobywanych przez Bayern punktów z nim oraz bez niego (średnio 2,3 pkt/m vs 1,8 pkt/m), ale istnieje też korelacja między obecnością Kane’a a liczbą… straconych goli. Gdy Anglik jest na boisku Bawarczycy tracą średnio 1,1 gola na mecz, bez niego – już aż 1,6.
Takie obrazki mają chyba z tym jakiś związek:
🏴🏃♂️ Harry Kane (32) out of nowhere with the sliding tackle, helping his team out! 😅💪 pic.twitter.com/gqLOFM6UWJ
— EuroFoot (@eurofootcom) November 16, 2025
73′ Harry KANE — incredible tackle on Mendes! pic.twitter.com/bTKCtwBjNS
— DAZN Football (@DAZNFootball) July 5, 2025
Bayern w drodze po strzeleckie rekordy
Z przodu Kane tworzy zabójczy duet z Michaelem Olise i Luisem Diazem. W Bundeslidze i LM ta trójka zdobyła łącznie już 74 gole i za chwile przebije dorobek Lewandowskiego, Muellera i Gnabry’ego (82 gole) z sezonu 2019/20, kiedy Bawarczycy sięgali po potrójną koronę.
W oddali zaczyna majaczyć się też dorobek legendarnego tria Leo Messi – Neymar – Luis Suarez. Rekordziści z Barcelony w sezonie 2014/15 zdobyli łącznie 108 bramek.
Do pobicia tego rekordu może trochę zabraknąć, ale Bayern za chwilę poradzi sobie z innym – i zdobędzie najwięcej bramek w pojedynczym sezonie Bundesligi. Bawarczycy bez Kane’a w meczu z Freiburgiem potrafili zdobyć 98., 99. i 100. bramkę w tym sezonie, co oznacza, że do wyrównania rekordu z sezonu 1971/72 potrzebują już tylko jednego trafienia.
Pytanie nie brzmi więc, czy uda się rekord pobić, ale jak bardzo wyśrubują go piłkarze Kompany’ego.
Niemcy pewni swego. Kompany tonuje nastroje
Szkoleniowcowi Bayernu trzeba oddać, że w ofensywie stworzył zespół właściwie kompletny. Formą imponują nie tylko Kane, Olise i Diaz, którzy wyglądają, jakby grali ze sobą od lat. Ale wrażenie robi też zaplecze ofensywne.
Latem zastanawiano się, kto – po odejściu Muellera i kontuzji Musiali – załata dziurę na „dziesiątce”. Okazało się, że doskonale w tej roli odnalazł się skreślany przez wielu Gnabry. Dziś Musiala wraca już do zdrowia, a wcześniej eksplodował jeszcze talent Lennarta Karla, 18-latka, który jest największą rewelacją tego sezonu w Niemczech. Kiedy więc wszyscy są zdrowi, alternatyw Kompany’emu nie brakuje.
Gdy trzeba dać odpocząć kluczowym graczom – na dziesiątce u Belga potrafi zagrać Raphael Guerreiro, ściągany jako lewy obrońca. W przeciwną stronę – ze środka pola na lewą obronę powędrował Tom Bischof, podobnie jak Konrad Laimer, który pod wodzą Belga jest przede wszystkim bocznym obrońcą. I ze swojej roli wywiązuje się znakomicie, długimi sprintami wychodząc nieraz nawet na pozycję właściwą napastnikowi.
Taktyczna elastyczność jest znakiem rozpoznawczym ekipy Kompany’ego, nad którą rozpływa się w niemieckich mediach Uli Hoeness.
– W ostatnich latach nie zawsze wszystko szło tak gładko. Gramy niemal perfekcyjną piłkę nożną. Wszystko zaczyna działać – twierdzi przed meczem z Realem.
A tak się składa, że mecz z Realem będzie – symbolicznie – setnym spotkaniem Kompany’ego na ławce trenerskiej Bawarczyków. Dotychczasowy bilans bramkowy: dokładnie 300 goli strzelonych, dokładnie 100 straconych. Pięknie, prawda?
Czytając niemieckie media można odnieść wrażenie, że wyeliminowanie Realu Madryt powinno być dla Bayernu niemal formalnością. Nawet znany z powściągliwości magazyn Kicker określa Królewskich jako „potwora z piętą achillesową” i zwraca uwagę, że jego sukces oparty jest na indywidualnościach, swoje problemy mają obrońcy, a w środku pola brakuje postaci kalibru Toniego Kroosa i Luki Modricia.
Belgijski trener Bayernu tonuje jednak nastroje:
– Przygotowujemy się na najlepszą wersję Realu Madryt. Na tę, która pokonała Manchester City.
A my przygotowujemy się na piłkarską ucztę w klasyku Champions League. Panowie, raz jeszcze pokażcie, dlaczego Liga Mistrzów to najlepsze rozgrywki, jakie kiedykolwiek wymyślono.
CZYTAJ WIĘCEJ O LIDZE MISTRZÓW NA WESZŁO:
- Bodo/Glimt i Fokus. Jak technologia pomaga robić transfery? [WYWIAD]
- TVP bez praw do Ligi Mistrzów? Kwiatkowski zabrał głos
- Vinicius Junior podjął decyzję. „To klub moich marzeń”
fot. Newspix