Federico Valverde to bez wątpienia jeden z najlepszych środkowych pomocników na świecie. W ostatnich tygodniach jego forma strzelecka była ponadprzeciętna. Jego Real Madryt po pewnym czasie od zwolnienia Xabiego Alonso zaczyna nabierać barw, a to wszystko na krótko przed decydującymi meczami sezonu. Urugwajczyk wrócił do tematu legendarnego wywiadu, który po latach nadal jest viralem. Valverde przyznał się, że jego piskliwy głos był skutkiem problemu zdrowotnego.
Valverde niczym Myszka Miki – viral, który każdy widział chociaż raz
Urugwajski zawodnik był gościem podcastu Terapia Picante. Wrócił w nim między innymi do czasów, gdy grał jeszcze w Ameryce Południowej, a także do początków w hiszpańskiej stolicy. Nie mogło więc zabraknąć wątku słynnego virala, na którym to Valverde ma głos niczym Myszka Miki.
Gdy miał około 17 lat, podszedł on do wywiadu krótko po zakończonym spotkaniu. Nie trwał on długo, ale wbił się na stałe do świadomości wielu przyszłych fanów futbolu. Valverde ma na nim głos, jak gdyby nie przeszedł jeszcze mutacji. Dorobił się nawet pseudonimu Mały Ptaszek. Urugwajczyk wyznał, że tak piskliwy ton był efektem problemu z gardłem.
🗣️ Fede Valverde: “The famous video of my voice? I will never forget this, like my hattrick vs City (laughs).
I had voice problems. When it came to speaking, I had an issue in my throat, and I was always advised to get surgery. We were a humble family and didn’t have the means… pic.twitter.com/4JVFFXXSvz
— Madrid Xtra (@MadridXtra) April 2, 2026
– Tak, to było niesamowite. Nie zapomnę tego nigdy, tak jak hattricka z Manchesterem City (śmiech). Zupełnie szczerze, miałem wtedy problemy z moim głosem. Gdy mówiłem, następował problem z gardłem. Cały czas polecano mi, abym udał się na operację.
– Odwiedziłem wielu specjalistów, każdy z nich mówił o operacji. Nie mogłem jednak rozwiązać tego problemu z powodów finansowych. Byliśmy skromną rodziną, nie mieliśmy pieniędzy by ot tak dokonać zabiegu. Myśleliśmy raczej, że ten problem to coś, co zdarza się w trakcie dorastania i z czasem będzie lepiej, ale… nigdy w tej sprawie się nie polepszyło.
– Teraz jest lepiej, dzięki Bogu, bo trochę się przez to nacierpiałem. Po tamtym wideo miałem problemy, bo ludzie nie wiedzieli dlaczego tak się działo. Teraz to jest zabawne i ja sam się z tego śmieję, ale wtedy byłem dzieckiem. Przez wiele lat nie rozmawiałem z ludźmi w grupie, gdzie był ktoś mi nieznajomy. Wiedziałem, że mam tę wadę. Czułem się z tego powodu bardzo nieśmiały.
Trudne początki w Madrycie i obawa o wyrzucenie ze składu
Valverde powiedział też o trudnych początkach w madryckiej szatni. Choć był już piłkarzem z doświadczeniem w ekstraklasie swojego kraju, czuł się swego rodzaju intruzem. Człowiekiem, który nie pasuje do otaczającej go rzeczywistości.
– Real to była oferta nie do odrzucenia. Czułem się trochę wyobcowany, nawet będąc w Castilli. To było niesamowicie niezręczne, byłem zdruzgotany. Pomyślałem, że nie wiem co ja tutaj robię. Gdy byłem na parkingu, zauważyłem, że koledzy z Castilli mają drogie samochody, a ja nie wiem czy na którykolwiek było mnie wtedy stać. A już wtedy byłem po Penarolu. Zacząłem się zastanawiać – w co ja się wpakowałem? (…) Nie chciałem nawet zbytnio pokazywać swoich ubrań, bo oni mieli te wszystkie markowe. To był dla mnie prawdziwy szok.
🗣️ Fede Valverde: “I’ve injured goalkeepers in training because of my shooting. There have been shoulder tears, or making them pop out of place.
One of them was Zidane’s son Luca. I injured him and I wanted to die. I said to myself ‘They will kick me out!’ (Laughs).” pic.twitter.com/G7rQRKC1MO
— Madrid Xtra (@MadridXtra) April 2, 2026
Dodał też, że podczas treningów w Valdebebas jego siła strzału doprowadziła do… dwóch kontuzji bramkarzy. Valverde obawiał się wyrzucenia z drużyny. Chodziło bowiem o Lucę Zidane’a.
– Uszkodziłem bramkarza albo dwóch. Między innymi bark Luki Zidane’a. Czułem frustrację, myślałem, że mnie wyrzucą. W końcu chodziło o syna Zidane’a. Było kilka urazów, głównie cierpiały barki. Mam chude nogi, naprawdę nie wiem skąd mi się to wzięło.
Real Madryt cały czas jest w walce o mistrzostwo Hiszpanii oraz triumf w Lidze Mistrzów. W ćwierćfinale w europejskich pucharach Królewscy zmierzą się z Bayernem Monachium. Na to starcie kuruje się Harry Kane, który w pogoni za rekordem Roberta Lewandowskiego planuje opuścić mecz z Freiburgiem, celem szybkiego powrotu do zdrowia na starcie, które rozegrane zostanie 7 kwietnia na Estadio Santiago Bernabeu.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Korona Kielce ogłosiła współpracę z Zygmuntem Chajzerem
- Legenda Interu doradza Bastoniemu transfer dla własnego bezpieczeństwa
- Nie tylko Jovićević. Michal Gasparik także kandydatem na selekcjonera
Fot. Newspix