Valverde przypomniał o legendarnym wywiadzie. Przyznał się do problemu

Marcin Ziółkowski

03 kwietnia 2026, 12:09 • 4 min czytania 0

Reklama
Valverde przypomniał o legendarnym wywiadzie. Przyznał się do problemu

Federico Valverde to bez wątpienia jeden z najlepszych środkowych pomocników na świecie. W ostatnich tygodniach jego forma strzelecka była ponadprzeciętna. Jego Real Madryt po pewnym czasie od zwolnienia Xabiego Alonso zaczyna nabierać barw, a to wszystko na krótko przed decydującymi meczami sezonu. Urugwajczyk wrócił do tematu legendarnego wywiadu, który po latach nadal jest viralem. Valverde przyznał się, że jego piskliwy głos był skutkiem problemu zdrowotnego.

Valverde niczym Myszka Miki – viral, który każdy widział chociaż raz

Urugwajski zawodnik był gościem podcastu Terapia Picante. Wrócił w nim między innymi do czasów, gdy grał jeszcze w Ameryce Południowej, a także do początków w hiszpańskiej stolicy. Nie mogło więc zabraknąć wątku słynnego virala, na którym to Valverde ma głos niczym Myszka Miki.

Gdy miał około 17 lat, podszedł on do wywiadu krótko po zakończonym spotkaniu. Nie trwał on długo, ale wbił się na stałe do świadomości wielu przyszłych fanów futbolu. Valverde ma na nim głos, jak gdyby nie przeszedł jeszcze mutacji. Dorobił się nawet pseudonimu Mały Ptaszek. Urugwajczyk wyznał, że tak piskliwy ton był efektem problemu z gardłem.

Reklama

– Tak, to było niesamowite. Nie zapomnę tego nigdy, tak jak hattricka z Manchesterem City (śmiech). Zupełnie szczerze, miałem wtedy problemy z moim głosem. Gdy mówiłem, następował problem z gardłem. Cały czas polecano mi, abym udał się na operację.

– Odwiedziłem wielu specjalistów, każdy z nich mówił o operacji. Nie mogłem jednak rozwiązać tego problemu z powodów finansowych. Byliśmy skromną rodziną, nie mieliśmy pieniędzy by ot tak dokonać zabiegu. Myśleliśmy raczej, że ten problem to coś, co zdarza się w trakcie dorastania i z czasem będzie lepiej, ale… nigdy w tej sprawie się nie polepszyło.

– Teraz jest lepiej, dzięki Bogu, bo trochę się przez to nacierpiałem. Po tamtym wideo miałem problemy, bo ludzie nie wiedzieli dlaczego tak się działo. Teraz to jest zabawne i ja sam się z tego śmieję, ale wtedy byłem dzieckiem. Przez wiele lat nie rozmawiałem z ludźmi w grupie, gdzie był ktoś mi nieznajomy. Wiedziałem, że mam tę wadę. Czułem się z tego powodu bardzo nieśmiały.

Reklama

Trudne początki w Madrycie i obawa o wyrzucenie ze składu

Valverde powiedział też o trudnych początkach w madryckiej szatni. Choć był już piłkarzem z doświadczeniem w ekstraklasie swojego kraju, czuł się swego rodzaju intruzem. Człowiekiem, który nie pasuje do otaczającej go rzeczywistości.

– Real to była oferta nie do odrzucenia. Czułem się trochę wyobcowany, nawet będąc w Castilli. To było niesamowicie niezręczne, byłem zdruzgotany. Pomyślałem, że nie wiem co ja tutaj robię. Gdy byłem na parkingu, zauważyłem, że koledzy z Castilli mają drogie samochody, a ja nie wiem czy na którykolwiek było mnie wtedy stać. A już wtedy byłem po Penarolu. Zacząłem się zastanawiać – w co ja się wpakowałem? (…) Nie chciałem nawet zbytnio pokazywać swoich ubrań, bo oni mieli te wszystkie markowe. To był dla mnie prawdziwy szok.

Reklama

Dodał też, że podczas treningów w Valdebebas jego siła strzału doprowadziła do… dwóch kontuzji bramkarzy. Valverde obawiał się wyrzucenia z drużyny. Chodziło bowiem o Lucę Zidane’a.

– Uszkodziłem bramkarza albo dwóch. Między innymi bark Luki Zidane’a. Czułem frustrację, myślałem, że mnie wyrzucą. W końcu chodziło o syna Zidane’a. Było kilka urazów, głównie cierpiały barki. Mam chude nogi, naprawdę nie wiem skąd mi się to wzięło.

Real Madryt cały czas jest w walce o mistrzostwo Hiszpanii oraz triumf w Lidze Mistrzów. W ćwierćfinale w europejskich pucharach Królewscy zmierzą się z Bayernem Monachium. Na to starcie kuruje się Harry Kane, który w pogoni za rekordem Roberta Lewandowskiego planuje opuścić mecz z Freiburgiem, celem szybkiego powrotu do zdrowia na starcie, które rozegrane zostanie 7 kwietnia na Estadio Santiago Bernabeu.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

` ` ` `

La Liga

` `
La Liga

Enzo Fernandez flirtuje z Realem. Transfer już latem?

Braian Wilma
1
Enzo Fernandez flirtuje z Realem. Transfer już latem?
` `