Kraj wygrywa mecz piłkarski na wyjeździe, a następnie przez prawie sto lat nie potrafi tego powtórzyć, choć próby podejmuje dziesięciokrotnie. Taka sytuacja jak Polaków, którzy w Szwecji nie mogą zwyciężyć od prawie wieku nie zdarza się w futbolu często. Sprawdziliśmy, drugiej takiej pary właściwie nie tylko w europejskim, ale i światowym futbolu właściwie nie ma. Są oczywiście tacy, którzy są od rywala tak znacząco słabsi, że nie wygrali nigdy. Ale kiedyś pokonać danego przeciwnika i to na jego terenie, a potem nie potrafić tego powtórzyć? Polacy w Szwecji od dekad przechodzą prawdziwą gehennę.
Najdłuższy czas oczekiwania na ponowną wygraną wyjazdową z danym przeciwnikiem
Pierwszy mecz Polski w Szwecji odbył się już w 1922 roku i przeszedł do historii. Padł w nim pierwszy gol dla Biało-Czerwonych i odnieśliśmy w nim debiutanckie zwycięstwo. Spotkanie odbyło się na Stadionie Olimpijskim, zbudowanym dziesięć lat wcześniej na igrzyska w Sztokholmie, a użytkowanym przez kobiecą drużynę Djurgarden do dziś. Pierwszą w historii bramkę dla naszych strzelił Józef Klotz. To Żyd zamordowany niecałe dwadzieścia lat później przez hitlerowców.
W latach 1928-1932 wygraliśmy ze Szwedami trzy kolejne mecze towarzyskie, w tym rozgrywane na tym samym obiekcie spotkanie z 28 września 1930 roku. Było wtedy aż 3:0 po dwóch golach Józefa Ciszewskiego i jednym Józefa Smoczka. Szansę dostało kilku debiutantów, w tym młody, 20-letni wówczas Władysław Szczepaniak, późniejsza legenda Polonii Warszawa. Dobre złego początki. Od tamtego czasu ani razu już w Szwecji nie wygraliśmy!
A przecież próby podejmowaliśmy aż dziesięciokrotnie:
- w 1934 roku towarzysko 2:4
- w 1947 roku towarzysko 4:5
- w 1964 roku towarzysko 3:3
- w 1985 roku towarzysko 0:1
- w 1989 roku w eliminacjach mistrzostw świata 1:2
- w 1992 roku towarzysko 0:5
- w 1997 roku towarzysko 2:2
- w 1999 roku w eliminacjach Euro 0:2
- w 2003 roku w eliminacjach Euro 0:3
- w 2004 roku towarzysko 1:3

Relacja Przeglądu Sportowego z ostatniej wygranej w Szwecji
Fatalny bilans Polaków w Szwecji
Obojętnie czy w eliminacjach do mundialu, czy mistrzostw kontynentu – zawsze przegrywaliśmy. Remisy udawało nam się osiągać tylko w sparingach i to rzadko. Potrafiliśmy w nich za to zebrać tęgie lanie, jak w 1992 roku, gdy przyszła rewelacja mistrzostw w USA spuściła nam manto (0:5).
Wliczając także mecze sprzed 1930 roku, łącznie w Szwecji przegraliśmy aż dziesięć razy. Zaś doliczając nieoficjalne spotkanie z 20 maja 1924 roku (w którym jednak graliśmy pierwszym składem) porażek jest aż jedenaście. Z nikim w historii częściej nie przegrywaliśmy poza domem. Tyle samo porażek mamy na Węgrzech. Zaledwie osiem – w Anglii, Danii i Rumunii.
Pod względem średniej punktów na mecz na wyjazdach w Szwecji wypadamy bardzo słabo. Niższą (spośród krajów, w których graliśmy co najmniej pięć razy) mamy tylko z potęgami: Niemcami, Anglią, Brazylią i Włochami oraz z Węgrami i Czechami/Czechosłowacją.
Wygranie meczu na terenie rywala prawie sto lat temu, a następnie brak kolejnego zwycięstwa aż do dziś i to przy regularnym graniu z danym przeciwnikiem – czy to się w ogóle zdarza w dzisiejszym futbolu? Kto jeszcze tego dokonał poza Polakami w Szwecji?
Trzeba to sprawdzić!
Hiszpanie u Węgrów, a ci u Belgów
Znalazłem jedynie cztery takie pary w Europie, ale w żadnej z nich dwie drużyny nie mierzyły się ze sobą od tego czasu tak często, jak Polska ze Szwecją.
Węgry wygrały w Belgii ponad sto lat temu. 14 lutego 1926 roku, a więc jeszcze przed zamachem majowym w Polsce. Od tego czasu Madziarzy mierzyli się z tym rywalem na wyjeździe siedem razy, ale zanotowali w tych spotkaniach tylko jeden remis i sześć porażek. A przecież zbiega się to z ich fenomenalnym czasem gry Złotej Jedenastki. No i co z tego? Nawet w tym okresie, po fenomenalnych emocjach, Belgowie wygrali u siebie 5:4. Grali w tym meczu Ferenc Puskas, Sandor Koscis, Jozsef Bozsek…
Wszystkie mecze tej pary były towarzyskie poza zapomnianym już nieco meczem o trzecie miejsce na Euro 1972. W Liege gospodarze na oczach zaledwie sześciu tysięcy widzów pokonali Węgrów 2:1. Goście kilka miesięcy później przegrali finał olimpijski w Monachium z jedenastką Kazimierza Górskiego i na tym ich miejsca w czołowej czwórce, a nawet ósemce wielkich turniejów się zakończyły.
Ostatni raz Węgrzy odważyli się pojechać do Belgii w 2009 roku. Gabor Kiraly wpuścił wtedy strzały Fellainiego, Vermaelena i Mirallasa.
Kilka miesięcy przed wspomnianym meczem z 1926 roku Węgrzy gościli u siebie Hiszpanów, którzy wygrali 1:0. Do dziś jest to ich ostatnia wygrana w Budapeszcie! Co ciekawe, Hiszpanie ani razu od tego czasu nad Balatonem nie przegrali. Po prostu ciągle remisowali. Trzy razy towarzysko – ostatni raz w 2002 roku, a raz o stawkę: w eliminacjach mundialu w 1990 roku.
Węgrzy zatem od stu lat nie przegrali u siebie z Hiszpanią! Brzmi nieźle, ale grali tylko cztery razy i ani razu nie wygrali. No i nie było dane im się zmierzyć chociażby z fenomenalną drużyną, która zdominowała świat piłki w latach 2008-2012.
Finowie w Niemczech
Dużo częściej jednak do Niemiec przyjeżdżała Finlandia. Pierwszy raz w 1923 roku, gdy sensacyjnie pokonała gospodarzy w Dreźnie. Od tego czasu Suomi grali w Niemczech aż dziewięć razy, ale nigdy nie wygrali. Jari Litmanen potrafił z kolegami niespodziewanie zremisować w Gelsenkirchen i Hamburgu w eliminacjach mundialu 2002 i 2010. Poza tym jednak Finów czekały zazwyczaj tęgie baty, taki jak 1:7 i 1:6 w latach osiemdziesiątych, a nawet 0:13 w czasie drugiej wojny światowej, gdy oba kraje były sojusznikami.
Co ciekawe, przed mundialem te zespoły zmierzą się kolejny raz w Moguncji. Mogą wtedy wyrównać rekord Polaków w Szwecji (jeśli oczywiście wygramy) – ponad 90 lat od ostatniego zwycięstwa wyjazdowego przy co najmniej dziesięciu meczach rozegranych w tym czasie.

Litmanen powstrzymał Niemców, ale nie wygrał na ich terenie
Szwedzi prześladują nie tylko nas
Najdłużej na wygraną w danym kraju od poprzedniego takiego przypadku oczekują dość niespodziewanie Włosi w Szwecji. Raczej nikt nie typowałby w ciemno akurat takiej pary.
Na igrzyskach olimpijskich w Sztokholmie w 1912 roku, w których występowały generalnie pierwsze reprezentacje, Włosi zdecydowanie nie jechali jako faworyci. Mieli wówczas na koncie tylko jedną wygraną w meczu międzynarodowym.
System rozgrywek olimpijskich obejmował jednak mecze pocieszenia dla drużyn, które odpadły z głównego turnieju i w jednym z takich spotkań Italia pokonała gospodarzy 1:0. Było to pierwsze jej wyjazdowe zwycięstwo w historii. Okazało się jednak o tyle pechowe, że od tego czasu Azzurri nigdy nie wygrali ponownie w Szwecji!
Prób mieli niemało, choć mniej od Polaków w tym samym kraju. Trzy razy zremisowali, głównie w meczach towarzyskich, a aż pięciokrotnie przegrali: w eliminacjach Euro 1984, 1988 i mundialu 2018.
Ostatnie z tych spotkań miało miejsce w barażach i rozpoczęło jedyną w historii serię dwóch finałów mistrzostw świata z rzędu bez Włochów. A za chwilę mogą być trzecie, jeśli Gennaro Gattuso nie przetrwa piekła, jakie planują jego podopiecznym zgotować Bośniacy w Zenicy.

Włosi załamani po porażce w Sztokholmie
Są tacy, którzy nigdy nie wygrali u danego rywala
Te pięć par:
- Włosi w Szwecji
- Finowie w Niemczech
- Hiszpanie na Węgrzech
- Węgrzy w Belgii
- Polacy w Szwecji
To jedyne w Europie, w których goście zdołali wygrać na wyjeździe przed 1931 rokiem, a do dziś nie potrafili tego powtórzyć.
Oczywiście jest mnóstwo par, w którym jeden zespół po prostu nigdy nie wygrał na terenie danego kraju, zatem nie czeka na ponowną wygraną wiele lat. Na przykład Estonia w Szwecji (od 1924 roku), Polska w Niemczech (od 1933 roku), czy Luksemburg we Francji (od 1913 roku).
Tu jednak mamy do czynienia z prawdziwą przepaścią między dwoma krajami. No sorry!
Jednak sytuacja, gdy ktoś potrafił wygrać na terenie danego rywala w przeszłości, a potem przez dziewięć dekad nie umie tego powtórzyć jest nieco inna. Trudno oczekiwać, by nagle Luksemburg wygrał we Francji czy Polska w Niemczech (a może?). A skoro wygraliśmy już kiedyś w Szwecji, dlaczego by tego nie powtórzyć? Takie pytanie zadają sobie kibice nad Wisłą już od 96 lat.

Jeśli wygrywaliśmy z Niemcami, to tylko u siebie. Albo w NRD
Podobne przypadki poza Europą
Jeszcze skrajniejsze przypadki są poza Europą. Chile nie wygrało ani w Argentynie, ani w Brazylii, ani w Urugwaju, choć z każdym z tych rywali miało na to po ponad trzydzieści szans przez ponad sto lat! Są też jednak na pozostałych kontynentach sytuacje, w którym rywal wygrał w danym kraju, a potem nie udało mu się tego powtórzyć.
RPA wygrała w Irlandii Północnej w 1924 roku, Kanada w Nowej Zelandii trzy lata później, a Urugwaj w Holandii rok po niej. Wszystkie trzy kraje nie uczyniły tego ponownie głównie dlatego, że… więcej już tego przeciwnika nie odwiedziły.
Egipt wygrał w Holandii po igrzyskach w 1928 roku, a do dziś tego nie powtórzył. Takową próbę podjął jednak zaledwie raz. Stany Zjednoczone ponad sto lat temu wygrały w Szwecji, a Kanada w Australii, a potem nie udało im się to w dwóch kolejnych meczach u tego przeciwnika. Bo tylko tyle rozegrali ich z danym rywalem na wyjeździe. To jednak przykłady, w których mecze między daną parą rywali powtarzały się jednie sporadycznie.
Więcej niż trzykrotnie wystąpił się jedynie Urugwaj we Francji. Wygrał z nią podczas poprzednich igrzysk w Paryżu, a potem zanotował dwa remisy i dwie porażki.
Poza Europą jest tylko jedna para, w której kraj wygrał na terenie danego rywala ponad sto lat temu, a od tego czasu mierzył się z nim na wyjeździe więcej niż pięć razy i ani razu nie wygrał. A i tak jest to zestawienie nieco naciągane.
Jedyni jak my – Curacao
Mowa o reprezentacji Curacao. Tak, tej samej, która jako najmniej zaludniony kraj w historii MŚ sensacyjnie awansowała na mundial 2026. Futbolowa federacja tego kraju powstała już w 1921 roku. W jednym z pierwszych swoich meczów, dokładnie sto lat temu, jej reprezentacja wygrała na Haiti. Od tego czasu próbowała to powtórzyć w siedemnastu kolejnych spotkaniach. Trzynaście z nich przegrała, a cztery zremisowała.
Trzeba jednak zaznaczyć, że w zeszłorocznej drodze na mundial Curacao nie tylko wygrało wyjazdowy mecz z Haiti, ale zwyciężyło aż 5:1! Jednak ze względu na sytuację w Haiti, spotkanie odbyło się na Arubie.
Ponadto w latach 1958-2010 nie istniała reprezentacja Curacao, a mecze z Haiti rozgrywała drużyna Antyli Holenderskich, w skład których wchodziły jeszcze dwie inne wyspy.
Zatem jeżeli szukamy przykładów, które nie byłyby aż tak naciągane, to sytuacja, w której ktoś czeka na powtórną wygraną wyjazdową z danym rywalem od co najmniej 1930 roku i rozegrał z nim w tym czasie co najmniej dziesięć spotkań na jego terenie jest tylko jedna. To Polacy w Szwecji.
Oby do 31 marca, drodzy czytelnicy. No chyba, że awansujemy po karnych. Przełknąłbym taką kontynuację tej serii.
CZYTAJ WIĘCEJ O MECZU REPREZENTACJI POLSKI W SZWECJI:
- Trzydniowa podróż i gol w debiucie. Tak Polska w 1930 roku ograła Szwecję
- Szwed był na meczu na Narodowym. „Czułem się jak w kościele”
- Boniek podał swój skład na Szwecję. Bez Pietuszewskiego
- Losy Modera u Pottera: rozwój, nadzieja i trudna lekcja futbolu
Fot. Newspix.pl