Siemieniec: Napisaliśmy historię, o której będzie się mówiło latami

Przemysław Michalak

26 lutego 2026, 23:52 • 4 min czytania 29

Siemieniec: Napisaliśmy historię, o której będzie się mówiło latami

Jagiellonia Białystok finalnie odpadła w dwumeczu z Fiorentiną, ale zafundowała nam multum niespodziewanych emocji. Po 0:3 w Białymstoku odrobiła straty w rewanżu, doprowadziła do dogrywki i dopiero w niej lepszy wynik uzyskali Włosi, przegrywając tylko 2:4. Mimo to Adrian Siemieniec mógł się uśmiechać, bo dał gospodarzom powody, by faktycznie zapamiętali jego nazwisko.

Reklama

Szkoleniowiec Jagi zażartował w ten sposób na konferencji przed pierwszym spotkaniem, co potem zostało mu lekko wypomniane po wyraźnej porażce.

– Ten, kto mnie zna, wie, w jakim kontekście te słowa zostały wypowiedziane. Mnie najbardziej cieszy, że dziś Florencja zapamięta nawet nie tyle moje nazwisko, co całą Jagiellonię. My też zapamiętamy ten mecz, mimo że nasza historia w tym sezonie w Europie się kończy. Nie mamy się czego wstydzić. Jestem bardzo dumny z tej drużyny, z tego, co zrobiła i na jaki poziom weszła. Byliśmy o krok od czegoś niesamowitego, ale myślę, że tym meczem i tak napisaliśmy piękną historię, która przez lata będzie wspominana nie tylko w samym Białymstoku, a ogólnie w polskim futbolu – mówił Siemieniec przed kamerami Polsatu Sport.

Reklama

Adrian Siemieniec dumny z Jagiellonii po 4:2 we Florencji

W Jadze dojrzewa kolejny wielki talent. Bartosz Mazurek popisał się hat-trickiem i od teraz przestaje być postacią kojarzoną jedynie przez codziennych obserwatorów Ekstraklasy.

– Ciężko nawet powiedzieć coś racjonalnego jako trener. Mamy historię, w której Mazi wychodzi na ósemce, kończy mecz na skrzydle, a strzela trzy gole… Zaraz, ile on ma lat? 19-latek, który ma zaledwie kilkanaście meczów na poziomie seniorskim na tym najwyższym poziomie, a dziś bierze piłkę do domu. Niezależnie od tego, jak jego kariera się potoczy – chociaż trzymam kciuki, żeby to był dopiero pierwszy krok i gorąco w to wierzę – nikt mu już tego dnia nie zabierze. Niesamowita historia, która pokazuje, że warto wierzyć w to, co się robi, że warto być odważnym, konsekwentnie iść wyznaczoną drogą i pilnować tożsamości. Dziś to była Jagiellonia, którą chciałbym oglądać zawsze. Powiedziałem potem drużynie w szatni, że jestem jej wdzięczny i czuję dumę, że mogę być jej trenerem – przyznaje Siemieniec.

Mazurek Pululu Fiorentina Jagiellonia

Świetnie wypadli także Afimico Pululu (wypracował wszystkie trzy gole) i dominujący w środku pola Taras Romanczuk.

– Myślę, że – i chyba powiedziałem to też w szatni, gdy gratulowaliśmy mu 350 meczów dla Jagi – wszyscy powinniśmy być szczęśliwi, zwłaszcza kibice, że żyją dziś w czasach Tarasa Romanczuka, Jesusa Imaza i Afimico Pululu. Niewątpliwie ta trójka wchodzi na taki poziom jakości gry i doświadczenia, że dziś dla mnie to naprawdę duża rzecz prowadzić takich piłkarzy – przyznaje trener niedawnych mistrzów Polski.

Siemieniec: W pewnym momencie straciliśmy intensywność

Nie kłócił się on ze stwierdzeniem, że różnicę na korzyść Fiorentiny zrobiła szerokość i jakość ławki rezerwowych. Pod tym kątem rozdźwięk był olbrzymi.

– No tak, nawet się śmialiśmy przed meczem oglądając protokoły… Skłamałbym, gdybym powiedział, że zakładałem taki przebieg meczu, to przerosło nasze wyobrażenia, aczkolwiek zdawałem sobie sprawę, że siła rażenia i możliwości reakcji trenera Fiorentiny są bardzo duże. Myślę, że finalnie miało to decydujący wpływ. Był moment, gdy czułem, że trochę tracimy intensywność. Nie ma co się dziwić, biorąc pod uwagę, jakie tempo musieliśmy narzucić w pierwszej połowie i na początku drugiej. Po bramce na 3:0 Fiorentina przejęła inicjatywę i to było czuć. Każda zmiana ją wzmacniała i stwarzała zagrożenie. My też mieliśmy swoje szanse, ale mecz nie wyglądał już tak, jak do naszego trzeciego gola – analizował.

I dodał: – W dogrywce już faktycznie widzieliśmy spadek intensywności. Mimo że czułem bardzo duże serducho w drużynie, to na pewnym etapie niektórych rzeczy się nie oszuka. Szkoda, bo myślę, że mimo wszystko mogliśmy uniknąć tych straconych bramek, ale jestem dziś w takim stanie, że trudno mi szukać problemów. Co nie zmienia faktu, że odpadliśmy, ale na to wpływ miał głównie mecz w Białymstoku.

Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore

Adrian Siemieniec nie ukrywał dzień wcześniej, że dostanie się do Serie A to jedno z jego zawodowych marzeń. – Powiedziałem na konferencji, że zarówno ja, jak i piłkarze mamy swoje marzenia. Podtrzymuję to, co powiedziałem, że Serie A i Włochy, ale nie tylko. Są inne wspaniałe ligi, w których praca jako trener jest moim marzeniem. Ale wpływ mam tylko na teraźniejszość. Moją wizytówką jest to, jak gra moja drużyna i jakie osiąga wyniki. Na resztę trzeba po prostu poczekać i zobaczyć, co przyniesie przyszłość. Już w niedzielę przed nami kolejny mecz, bardzo trudny i prestiżowy, a czasu na regenerację jest ekstremalnie mało – zakończył.

CZYTAJ WIĘCEJ O NASZYCH DRUŻYNACH W PUCHARACH:

Fot. Newspix

29 komentarzy
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Konferencji

Reklama
Reklama