Rywal był słabiutki, ale sam by się nie ograł. Lech jedną nogą w 1/8

Aleksander Rachwał

19 lutego 2026, 20:45 • 3 min czytania 12

Rywal był słabiutki, ale sam by się nie ograł. Lech jedną nogą w 1/8

To powinien być standard, a jednak jesteśmy tak straumatyzowani latami blamażów, że w takich chwilach czujemy swego rodzaju ulgę. Nie będzie żadnego narzekania na sztuczną murawę, żadnych teorii, że rywal postawił trudne warunki na swoim terenie albo że zaskoczył, bo zimą wymienił kadrę. Lech zrobił swoje, pewnie ograł KuPS i zrobił olbrzymi krok w kierunku 1/8 finału Ligi Konferencji.

Reklama

Nie było to może szczególnie porywające spotkanie, ale szczerze powiedziawszy: całe szczęście. Gdy jedziesz do Finlandii grać przy minus piętnastu stopniach to taki mecz trzeba po prostu wygrać, a potem spokojnie domknąć sprawę u siebie. Ot, nic nie odwalić. I Lech to zrobił, choć umówmy się, rywal też pomógł.

KuPS – Lech Poznań. Mistrz Polski z solidną zaliczką przed rewanżem

W zasadzie od pierwszych minut było widać, że Kolejorz prezentuje zupełnie inną jakość niż przeciwnik, natomiast samą jakość można niekiedy zneutralizować zaangażowaniem. Lechowi jednak się chciało, nie zamierzał wygrać tego meczu na stojąco. Szybko wyszedł na prowadzenie po golu Kozubala i mógł już z większym spokojem kontrolować spotkanie.

Reklama

KuPS znalazło się w położeniu trudnym, a po czerwonej kartce, którą obejrzał Lutumba za uderzenie Kozubala, w beznadziejnym. Ale znów: Kolejorz nie pomyślał wtedy, że mecz sam się wygra. Wiadomo, parę razy wpuścił przeciwnika na swoją połowę, ale wszystko, co trzeba było wyczyścić w polu karnym, to czyścił. A w ofensywie był bez porównania lepszy.

Zdecydowanie bardziej niż jakakolwiek niespodzianka wisiała więc w powietrzu druga bramka dla Lecha. Gol na 1:0 to było bardziej wepchnięcie piłki do bramki, ale drugi to już piękna zespołowa akcja i świetne wykończenie Ismaheela.

Do przerwy zresztą mogło być wyżej – na początku dobrą okazję miał Ishak, ale trafił z woleja w bramkarza. Potem Szwed próbował jeszcze z takim samym skutkiem z głowy, podobną sytuację miał Jagiełło. Lech mógł się długi fragmentami podobać. Miał pomysł na rozegranie akcji i potrafił go wcielić w życie.

A KuPS, cóż, kiedy nie bronił całym zespołem na własnej połowie, próbował się ambitnie utrzymywać przy piłce i był w tym jakiś plan, natomiast to tylko w pierwszej połowie. W drugiej to już był autobus i szukanie akcji po kontrze, kompletnie bezskuteczne. Występ gospodarzy właściwie nie wymaga komentarza, gdy spojrzymy na statystyki: jeden strzał i to niecelny.

Na pewno Finowie za darmo miejsca w 1/16 finału nie dostali i nawet jeśli to teraz zupełnie inna drużyna, nie wypadało ich lekceważyć, ale postawmy sprawę jasno – powrót Lecha do Poznania bez solidnej zaliczki bramkowej byłby olbrzymim zawodem.

Podsumowując, rywal był kiepski, ale doceńmy Lecha za naprawdę dobry mecz. Spotkanie trochę bez historii, ale to dobrze, bo tutaj historią mogłaby być tylko jakaś niespodziewana wpadka, a zwycięstwo to po prostu wykonanie planu. W rewanżu pozostaje dopełnić formalności.

KuPS – Lech Poznań 0:2 (0:2)

  • 0:1 – Kozubal 9′
  • 0:2 – Ismaheel 41′

Czerwona kartka: Luyeye-Lutumba 12′

Fot. Newspix

12 komentarzy
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Konferencji

Reklama
Reklama