Marco Burch z udanym debiutem w nowym klubie

Marcin Ziółkowski

19 stycznia 2026, 00:00 • 3 min czytania 0

Marco Burch z udanym debiutem w nowym klubie

W Legii Warszawa po raz kolejny trwa sprzątanie kadry. Jednym z tych, którzy opuścili drużynę z Łazienkowskiej jest Marco Burch. Szwajcarski obrońca wrócił do ojczyzny po nieudanej przygodzie nad Wisłą. Zanotował udany powrót do rozgrywek Super League.

Reklama

Marco Burch po raz pierwszy miał okazję zagrać w oficjalnym meczu Servette FC. Trener Jocelyn Gourvennec wystawił go w pierwszym składzie, a Burch odwdzięczył się najlepiej jak tylko potrafił.

Burch z golem w debiucie. Potrzebował do tego dwudziestu minut

Debiut Szwajcara w nowym zespole przypadł na spotkanie z FC Zurich. Był to więc mecz dwóch drużyn, które w obecnej chwili zajmują tak niskie miejsca w tabeli, że musiałyby walczyć o utrzymanie w grupie spadkowej. Zespół z Genewy po wicemistrzostwie kraju plasuje się dopiero na fatalnym 10. miejscu (za Les Grenats znajdują się jedynie dwa kluby). Bilans 5-5-9 przed tym meczem był co najmniej alarmujący. Jocelyn Gourvennec na razie jeszcze posady nie stracił, ale ewidentnie potrzebuje jakiegoś wstrząsu w zespole i zmian.

Reklama

Takową jest chociażby impuls w postaci dania szansy nowemu piłkarzowi. W 20. minucie nowo pozyskany Burch zapewnił swojemu zespołowi prowadzenie. Jeszcze przed przerwą rywale zdołali wyrównać. Wynik 1:1 utrzymał się do końca. Były obrońca Legii, którego odejścia żałował odrobinę Marek Papszun, otrzymał nagrodę dla MVP spotkania.

W drużynie Servette FC od początku tego sezonu gra też były napastnik Motoru Lublin, Samuel Mraz. Słowak w poprzednich rozgrywkach Ekstraklasy był jednym z najlepszych strzelców nad Wisłą. Trafił on do tej pory sześciokrotnie w 18 meczach. Pełni raczej rolę dżokera – trzy ostatnie gole strzelił po wejściach z ławki na kilka bądź kilkanaście minut.

Talent, który nie objawił się w Legii

Marco Burch wylądował w Legii jesienią 2023 roku. Jego wartość szacowano wówczas na cztery miliony euro. Był to jednak zawodnik po przejściach – pauzował wiele miesięcy po kontuzji kolana. Zbiegło się to z dużym zjazdem formy i zdecydował się on na wyjazd z ojczyzny.

W klubie ze stolicy w debiucie od pierwszej minuty… otrzymał czerwoną kartkę. Początki były zatem więcej niż trudne. W Warszawie tak naprawdę nigdy nie pokazał swojego potencjału. Jego pobyt w zamknął się na jedynie 13 spotkaniach w Ekstraklasie. Miał jednak udaną rundę w Radomiaku, gdzie w 12 meczach ligowych strzelił trzy gole i zanotował asystę.

Kiedy jednak wrócił z Radomia, to trener Iordanescu czy później Inaki Astiz – nie za bardzo widzieli dla niego miejsce w zespole, choć trzeba przyznać, że akurat Rumun rozpoczął sezon 2025/26 niespodziewanie z Burchem w roli podstawowego defensywnego pomocnika. Tyle, że od połowy września grał już tyle, co nic.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

0 komentarzy

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama
Reklama