Widzew zaciekle walczy o Duńczyka, ale kim jest ten Emil Kornvig?

Antoni Figlewicz

15 stycznia 2026, 09:24 • 10 min czytania 24

Piłkarz, którego Widzew chce i wszystko wskazuje na to, że ostatecznie go sobie weźmie. Norweskie media przygotowują się na jego odejście, a w Łodzi ostrzą sobie zęby na kolejnego kozaka i już chwalą się przepotężną na papierze linią pomocy. Emil Kornvig w opinii naprawdę wielu osób jest wart dużych – na realia Ekstraklasy – pieniędzy. Takich, które dostaje się tylko za absolutnego lidera środka pola.

Widzew zaciekle walczy o Duńczyka, ale kim jest ten Emil Kornvig?
Reklama

Nabrałem pewności siebie, złapałem więcej czasu gry i to sprawiło, że się rozwinąłem i teraz jestem lepszym piłkarzem. Jednocześnie stałem się bardziej atrakcyjny w wielkim świecie – podsumowywał swój miniony rok sam zainteresowany w niedawnej rozmowie z portalem Bold. Można więc śmiało powiedzieć, że Emil Kornvig jest dziś w najlepszym momencie kariery, lepiej jeszcze mu się nie wiodło.

I w takiej chwili miałby przyjść do Ekstraklasy, która napędzana ambicjami Roberta Dobrzyckiego albo będzie równać do transferowych szaleństw Widzewa, albo polegnie na tym polu z kretesem. Zatrudnienie piłkarza o takiej renomie, grającego nadal w Lidze Europy… no sami wiecie, ile to znaczy. Ale przyjrzyjmy mu się trochę bliżej.

Reklama

Emil Kornvig. Kim jest pomocnik, o którego tak zabiega Widzew?

Kornvig to środkowy pomocnik. Taki w typie „ósemki”, z ciągiem na bramkę. – Zachowując wszelkie proporcje, przypomina mi Stevena Gerrarda. Ale powtarzam, przy zachowaniu proporcji, bo nie chciałbym, żeby zabrzmiało, iż mówię o nim jako o najlepszym graczu na świecie – mówił w rozmowie z Piotrem Koźmińskim były piłkarz Brann, Vegard Moberg. Do tego sprowadza się analiza gry Kornviga, który jest po prostu typem piłkarza „box to box”. Wszechstronnego, ale i ewidentnie nastawionego na grę do przodu.

Dosyć trudno jednoznacznie ocenić też zawodnika, który przez długi czas grał na poziomie relatywnie niskim. Niskim w kontekście mocnego transferu do Ekstraklasy – jeszcze dwa lata temu oglądać mogliśmy Kornviga na boiskach Serie B, w dodatku sporadycznie. We włoskiej Cittadelli często grzał ławę, a jak już meldował się na boisku, to nierzadko w roli wchodzącego w trakcie meczu rezerwowego.

Ta włoska przygoda była generalnie nieudana – kiedy Duńczyk opuszczał ojczyznę miał pewnie wielkie plany i równie wielkie nadzieje. Skusiła się na niego grająca wówczas w Serie A Spezia i można było wierzyć, że kariera w jednej z czołowych lig Europy stoi przed pomocnikiem otworem. Dość powiedzieć, że przy pierwszym wyjeździe poza granice swojego kraju zdołał przebić barierę miliona euro za transfer, a dla Spezii ostatecznie nawet… nie zagrał. Ni jeden raz, nic.

Dwa lata po wypożyczeniach do SonderjyskE i Cosenzy włoski klub oddawał go kompletnie bez żalu. – Dla zawodnika najlepsze życzenia na przyszłość – pełnej satysfakcji, zarówno na ścieżce sportowej jak i każdej innej – przeczytaliśmy w komunikacie, w którym napisano jeszcze tylko, że Kornvig na zasadzie definitywnego transferu przenosi się do Cittadelli.

Włochy? Cóż, dla kogoś dorastającego w Danii to pewnie fajny kierunek na wakacje, ale piłkarski świat może być bardzo brutalny.

Emil Kornvig w Cittadelli

Emil Kornvig świata włoskiej piłki nie podbił (fot. AS Cittadella)

Perełka z Lyngby. „Zawsze będzie tu mile widziany”

Był brutalny i w tym wypadku, choć w Lyngby utrzymywali, że Emil Kornvig może podbijać calcio. Oddawali go, mieszając żal z nadzieją – ciesząc się i smucąc zarazem. Byli jednak przygotowani na zainteresowanie. Wcześniej zrobili wszystko, by przedłużyć z pomocnikiem kontrakt i tym samym zwiększyć jego wartość. – Emil Kornvig był i jest prawdziwym chłopakiem z Lyngby. Wszystko układało mu się naprawdę dobrze, a kiedy przedłużyliśmy jego kontrakt tamtej zimy, to dlatego, że nie mieliśmy wątpliwości, że ten talent jest w stanie udźwignąć ciężar gry, a on wpasowywał się w strategię dawania naszym chłopakom więcej minut – tłumaczył ruchy klubu odpowiedzialny wówczas za rozwój talentów Nicas Kjeldsen.

Dopiero w końcówce swojego pobytu w klubie Kornvig zadomowił się w pierwszym składzie, co mogło być niezłą podkładką pod płynne wejście w seniorski futbol we Włoszech. Mimo wszystko późne, bo w wieku 21 lat. – Zgodziliśmy się razem, że ta oferta to duża szansa zarówno dla Lyngby, jak i „Korna”. Mogliśmy mu tylko podziękować za wysiłek w klubie i życzyć mu wszystkiego najlepszego. Mamy nadzieję, że pewnego dnia wróci do domu. Czy jako gracz, kibic, czy może współwłaściciel – zawsze będzie tu mile widziany – przekonywał Kjeldsen.

Emil Kornvig jest 11. na liście zawodników najdrożej sprzedanych przez Lyngby. Nic specjalnego, nic nadzwyczajnego. Ale został zauważony, doceniony, był jednym z ich towarów eksportowych. Można więc zakładać, że już wtedy miał w sobie coś wyjątkowego, szczególnie w porównaniu z kolegami. Choćby ze sprzedawanym do Włoch w tym samym czasie rówieśnikiem, Markusem Warmingiem – skrzydłowym, który po paru latach wrócił do Lyngby i gra teraz w drugiej lidze duńskiej.

Można się odbić od włoskiej piłki. Ale siła odbicia bywa różna… Wszystko zależy też od tego, co możesz z siebie dawać na boisku, kiedy nie wszystko układa się po twojej myśli. Tym bardziej upartym, zaciętym, jest po prostu łatwiej się po czymś takim otrzepać.

Pamiętam Emila jako naprawdę pracowitego zawodnika w duńskiej lidze – takiego, który potrafi biegać przez dziewięćdziesiąt minut bez cienia zmęczenia. Zawsze był niezwykle silny w pojedynkach i wygrywał wiele piłek w środku pola – wspomina w rozmowie ze mną Ole Hoffskov, duński dziennikarz z redakcji „Tipsbladet”. Niektórych rzeczy się nie zapomina, nawet jeśli znajdziesz się na jakimś zakręcie kariery. A takie boiskowe zachowanie pozwala ci nadrobić wiele braków i wypracować sobie renomę na nowo.

Emil Kornvig w Lyngby

Emil Kornvig w barawch Lyngby (fot. Lyngby BK)

Spełnione marzenie w Brann. „Każdy mecz miał swoje życie”

Tytuł najlepszego zawodnika w Brann to bez wątpienia duże wyróżnienie, szczególnie dla piłkarza, który do Norwegii, mimo wszystko, przyjeżdżał się odbudować. A teraz zakończył rok jako najlepszy strzelec swojego zespołu. Po trudnych czasach przyszły dla niego te, jak na razie, najpiękniejsze. Na czele z debiutanckim sezonem w europejskich pucharach, gdzie ekipa z Bergen zakotwiczyła na poziomie Ligi Europy i nadal ma szanse na awans do fazy pucharowej. Kornvig patrzy na te mecze w sposób wyjątkowy, doceniając zarazem miejsce, w którym mógł się dzięki norweskiemu klubowi znaleźć.

Każdy mecz w Europie i każda podróż to zupełnie inne doświadczenie od poprzedniego. Każdy kraj i każda drużyna mają swoje tradycje i historię. Czuję, że te wszystkie starcia były bardzo różne i każdy mecz miał swoje życie – mówił Kornvig w rozmowie z Bold. – Jestem niesamowicie szczęśliwy, że pozwolono mi spróbować gry w Europie – dodawał.

Na razie owa „gra w Europie” sprowadziła się do dwunastu spotkań w kwalifikacjach i sześciu już w fazie zasadniczej. W tym sezonie wyglądało to następująco:

  • komplet 180 minut w dwumeczu eliminacji Ligi Mistrzów z RB Salzburg (1:4 i 1:1, gol w Kornviga w rewanżu),
  • komplet 360 minut w eliminacjach do Ligi Europy (wygrane dwumecze z Hacken (2:0 i 0:1) oraz Larnaką (2:1 i 4:0),
  • na razie 537 z 540 minut możliwych do rozegrania w fazie ligowej Ligi Europy:
    – Lille 1:2,
    – Utrecht 1:0,
    – Rangers 3:0 i gol,
    – Bologna 0:0,
    – PAOK 1:1 i gol,
    – Fenerbahce 0:4

Kornvig daje się w ten sposób poznać światu. Gra na wysokim jak dla Ekstraklasy poziomie, to nie ulega wątpliwości. My oczywiście cenimy polskie zespoły i ich występy w Lidze Konferencji, ale ciągle mamy świadomość, że to względem Ligi Europy rozgrywki dla młodszych braci. Kornvig też pewnie zdaje sobie z tego sprawę.

Wydaje się, że Emil w Norwegii naprawdę sporo swoich umiejętności przełożył w grę ofensywną. Strzela wiele bramek dla Brann i wiem od ich trenera, że ​​jest tam z niego bardzo zadowolony – przekazuje mi Hoffskov. Cóż, wszystko się tu składa w całość. Są gole, jest chęć kontynuowania współpracy, przynajmniej jednostronna. Jest też świadomość, że bez tego jednego piłkarza całe Brann straci naprawdę sporo.

Emil Kornvig w Lidze Europy

SK Brann z Kornvigiem w składzie radzi sobie w Lidze Europy całkiem przyzwoicie. Tak Duńczyk cieszył się po swoim golu w meczu z PAOK-iem

Zawodnik absolutnie kluczowy. „Sezon skończy się, zanim się zacznie”

To chyba mój ulubiony cytat dotyczący wagi transferu Emila Kornviga do Widzewa. Jego autorem jest piłkarski ekspert i agent będący blisko sportowego świata Bergen, Knut Hoibraaten. – Jeśli władze Brann wypuszczą go teraz, to sezon skończy się, zanim się zacznie – przytacza jego słowa Bergens Tidende. O ile my patrzymy teraz na duńskiego pomocnika z perspektywy i tak już wzmocnionej Lukasem Leragerem linii pomocy łodzian, o tyle w Norwegii jest on piłkarzem po prostu niezbędnym.

Nie można się więc dziwić władzom klubu z Bergen, że robią wszystko, by pomocnik został w ich zespole do końca stycznia. Przed nimi bowiem jeszcze dwa mecze w fazie ligowej Ligi Europy, spotkania decydujące o możliwym nadal awansie do dalszej fazy rozgrywek. Brann zmierzy się ze Sturmem Graz i Midtjylland, potrzebuje zdobyczy punktowej, najlepiej chociaż jednego zwycięstwa. A przenosiny Kornviga do Łodzi to wyjęcie właściwie najważniejszego elementu z całej układanki.

Futbolowe samobójstwo, na które wprost zwracał uwagę Hoibraaten. Główny powód, dla którego Brann nadal jakoś opiera się zakusom Widzewa.

Niektórzy zarzucają więc teraz Kornvigowi, że jest on łasy na pieniądze i rzuca się na wielkie kwoty pompowane w klub z Łodzi przez Roberta Dobrzyckiego. Norwescy kibice przekonują w sieci, że to właściwie jedyny sensowny powód, dla którego piłkarz mógłby się chcieć przenieść z poziomu Ligi Europy do polskiej Ekstraklasy i klubu, który w pucharach nie gra. Nawet jeśli założymy, że przy tak wielkich nakładach owe puchary są dla Widzewa tylko kwestią czasu.

Teraz ich jednak nie ma, trzeba to sobie rekompensować „ciekawym projektem”, o którym mówiło się także przy okazji transferu wspomnianego Leragera. No i pensją, która ma być w Łodzi o niebo lepsza niż w Bergen. Nie udawajmy nawet, że to nie ma znaczenia dla piłkarza, który w wieku 25 lat już się pewnie zorientował, że świata jednak nie podbije.

Emil Kornvig w Brann

Emil Kornvig może być jednym z motorów napędowych Widzewa

Do czego może się przydać? Raczej do czego nie może…

Biorąc pod uwagę, jak wiele może oferować swojemu zespołowi Kornvig, kibice Widzewa mają po raz kolejny prawo do optymizmu. Albo bardziej slangowo – podjarki. Bo jest się czym ekscytować już na wstępie, szczególnie po latach ściągania piłkarzy niechcianych i odtrącanych. Teraz sytuacja jest dosyć nietypowa – łodzianie chcą i naciskają, a to drugi klub za wszelką cenę próbuje utrzymać piłkarza u siebie.

Jeśli transfer ostatecznie dojdzie do skutku, w środku pola Igor Jovićević będzie miał do dyspozycji paru co najmniej niezłych grajków. Jest Shehu, jest Alvarez, jest Selahi, przyszedł Lerager, ma przyjść Kornvig – coś na kształt kłopotu bogactwa, a na pewno bardzo mocna obsada formacji, na którą generalnie w Łodzi nie narzekano. Zastrzeżenia można było mieć do bramkarzy, obrońców, skrzydłowych, ale środek pola i Sebastian Bergier zwykle grali dobrze, a w porywach – bardzo dobrze.

Nigdy nie jest jednak tak dobrze, by nie mogło być lepiej. Szczególnie jeśli masz do wydania paręnaście milionów i jesteś gotów wyraźnie wzmacniać zespół właściwie w każdym kolejnym okienku. Są pieniądze, są transfery, będą wyniki. Bo będą, prędzej czy później te kosmiczne dla innych naszych klubów kwoty muszą dać kibicom Widzewa furę radości. Dla Roberta Dobrzyckiego pewnie lepiej, jeśli to będzie prędzej.

Jestem pewien, że obaj z Leragerem mogą stworzyć w Widzewie naprawdę ekscytującą linię pomocy – przekonuje mnie Hoffskov. A ja to kupuję, nawet jeśli przemawia przez niego patriotyczny duch i o rodakach chciałby mówić w samych superlatywach.

Powiedzmy sobie to szczerze i jak najbardziej wprost – takie ruchy jak ten, na razie tylko zapowiadany, mogą szybko uczynić Widzew czołową ekipą w Polsce. Tak, pewnie, takie opinie w krótkim ujęciu czasowym starzeją się bardzo źle. Już runda jesienna pokazała, że nikt czerwono-biało-czerwonym nie poda niczego na tacy. Ale tego typu ruchy są doskonałą okazją do tego, by do tej tacy wyraźnie się przysunąć – Kornvig to zawodnik, o którego piłkarskich walorach nikt właściwie nie powie niczego złego. W tym momencie kariery wygląda jak strzał w dziesiątkę, a na pewno nie jest dla Widzewa wielkim ryzykiem.

Zresztą – w Łodzi ryzyko mają wkalkulowane w typowy dla Dobrzyckiego… brak kalkulacji.

CZYTAJ WIĘCEJ O WIDZEWIE ŁÓDŹ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

24 komentarzy

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Reklama