Oczywisty wygrany zgrupowania. Kim jest Przemysław Wiśniewski? [SYLWETKA]

Szymon Janczyk

09 września 2025, 10:21 • 9 min czytania 22

Reklama
Oczywisty wygrany zgrupowania. Kim jest Przemysław Wiśniewski? [SYLWETKA]

Jeśli dzień po twoim debiucie mówi o tobie cała Polska, opcje są tylko dwie. Mogłeś zrobić coś bardzo źle lub bardzo dobrze. Przypadek Przemysława Wiśniewskiego jest jak najbardziej pozytywny. To oczywisty wygrany zgrupowania. Stoper przedstawił się nam wszystkim w najlepszy możliwy sposób, ale skąd właściwie wziął się w kadrze? To chłopak, który długo czekał na szansę, choć już rok temu szykował się do ciekawego transferu.

Pamiętam, gdy w malutkim budynku klubowym w La Spezii zadałem Przemysławowi Wiśniewskiemu proste pytanie. Dlaczego Jan Urban to dobry trener? Wiśniewski był świeżo po sezonie, w którym Urban zrobił z niego lidera Górnika Zabrze. To po tym sezonie Wiśniewski ruszył do Włoch, do Venezii. Nowy selekcjoner pracował z nim nad wprowadzeniem piłki i udziałem obrońcy w budowaniu ataku pozycyjnego. Pilnował prostej, lecz istotnej zasady „daj i idź”.

— Duża persona, która ma wielkie pojęcie o piłce nożnej. Jest świetnym człowiekiem, jeśli chodzi o szatnię i drużynę. Spaja zespół, sprawia, że trzymamy się razem. Poczułem u niego jeszcze większy luz — mówił Wiśniewski o Urbanie.

Trzeba być Janem Urbanem, żeby nie tyle powołać Przemysława Wiśniewskiego na swoje pierwsze zgrupowanie — na to akurat zasłużył — ile uczynić z niego podstawowego stopera, który dostanie zadanie zatrzymania Holendrów. Można powiedzieć, że Urban go znał, ale to półprawda. Nowy selekcjoner znał wersję obrońcy sprzed trzech lat. Przed poważną kontuzją, lecz i przed szkołą defensywy we Włoszech.

Reklama

Reprezentacja Polski. Kim jest Przemysław Wiśniewski, debiutant Jana Urbana?

Po latach sam Wiśniewski powiedziałby pewnie, że w Polsce nie umiał bronić. W Italii gra w kontakcie stała się jego atutem. Gdy go odwiedziłem, żartował, że godzina przepychanki z M’Balą Nzolą na treningu sprawia, że można odpuścić siłownię. Na włoskich boiskach spotkał jeszcze potężniejszego konia — ponad stukilogramowy Raphael Odogwu z Sudtirolu to wyzwanie dla każdego obrońcy Serie B.

— Przyjmuje, nie da się go minąć ani z prawej, ani z lewej, jadą z kontrą. Oni grają tak, że cały czas defensywka, defensywka i są na czwartym miejscu w tabeli. We Włoszech cały czas masz walkę, dużo gra się długich, górnych piłek — tłumaczył mi sam zainteresowany.

Wiśniewski: W Ekstraklasie gra się w chowanego. We Włoszech zawsze ktoś chce piłkę [WYWIAD]

Urban znał więc możliwości Przemysława Wiśniewskiego, co było kluczowe. Selekcjoner bardzo często powtarzał słowo „przestrzeń” w kontekście tego, jak stwarza się zagrożenie we współczesnym futbolu. To samo tyczy się jednak gry w obronie, tam też przestrzeń jest kluczowa. Wiśniewski gwarantował rzadki dla polskiego stopera pakiet — świetna szybkość, porządne wprowadzenie piłki i dobra, solidna gra typowo defensywna.
Reklama

Może dla kogoś, kto nie orientował się, że ktoś o takich predyspozycjach kopie we Włoszech, było to powołanie nieoczywiste. Dla trenera Urbana był to zapewne pierwszy pomysł. Jak się okazało, miał czutkę. Doskonale wiedział, co robi.

Szybkość, gra głową i niedoszły transfer do Anglii lub Fiorentiny. Przemysław Wiśniewski w Spezia Calcio

Dla tych, którzy bliżej śledzą karierę Przemysława Wiśniewskiego, zdziwieniem może być zresztą fakt, że trafił do reprezentacji Polski tak późno, nie to, że w ogóle w niej wylądował. Potencjał motoryczny miał zawsze. W pierwszych tygodniach w Spezii przekroczył 35,3 km/h w sprincie. Taki wynik w Ekstraklasie dałby mu miejsce w czołówce najszybszych zawodników w historii pomiarów.

— Od dzieciństwa byłem najszybszy. Zawsze wygrywałem w biegach, czy to przełajowych, czy zwykłych. To chyba wrodzone — uśmiechał Wiśniewski się, gdy zagaiłem go o ten wątek.

Niedawno pobiegł jeszcze szybciej, przekroczył 36 km/h. Tak biega czołówka, tego wymaga się w Anglii. Tam też Przemysław Wiśniewski mógł trafić. Czy nawet miał trafić. Trochę czasu stracił w Polsce, późno wyjechał z Górnika Zabrze. Potem jednak kariera obrońcy przyśpieszyła: pół sezonu w Wenecji i akurat Spezia potrzebowała zastąpić sprzedanego do Arsenalu Jakuba Kiwiora, więc zagięła parol na rodaka.

Reklama

Po chwili, mimo spadku z ligi, Wiśniewski był o krok od przenosin do Sheffield United. Anglicy byli zdecydowani, bardzo go chcieli. Podobnie zresztą jak Nottingham Forest. Jeszcze bardziej realny był temat Fiorentiny. W zasadzie wszystko było dopięte, Wiśniewski miał się przeprowadzić do Florencji razem z M’Balą Nzolą, w pakiecie. Nzola faktycznie założył fioletową koszulkę. Wiśniewski zerwał więzadła krzyżowe w kolanie, żadnego transferu nie było.

Przemysław Wiśniewski po golu w meczu Spezia - Catanzaro

Przemysław Wiśniewski po golu w meczu Spezia – Catanzaro

Stracił rok, choć na dobrą sprawę i więcej, bo kolejny minął mu na mozolnym odbudowywaniu pozycji. Jak to bywa po tego typu urazach — bywało różnie. Już jesienią zdarzały się spotkania, po których patrzono na Wiśniewskiego jak na materiał na stopera z wyższej półki. Przykładowo przeciwko Reggianie wygrał osiem (na dziesięć) pojedynków w obronie, wszystkie sześć w powietrzu, zaliczył dziewięć przejęć, zaliczył siedem wybić, odzyskał dwadzieścia jeden piłek oraz zachował czyste konto.

Reklama

Lepszy pod tym względem był chyba tylko marcowy mecz z Pisą, w którym wygrał dziesięć z trzynastu pojedynków w obronie i jedenaście z czternastu w powietrzu.

Wiadomo, że to suche liczby, statystyki, wiadomo też, że nie zawsze bywało świetnie, ale ogólny obraz był taki, że Wiśniewski szybko potwierdził, że renoma na włoskim rynku nie wzięła się z niczego. Rozegrał bardzo solidny sezon, ponad blisko trzy i pół tysiąca minut w samych tylko rozgrywkach ligowych.

Tylko sześciu stoperów na tym poziomie — w tym dwóch, którzy spędzili na boisku ledwie połowę czasu, który przebywał na nim Wiśniewski — częściej wygrywało pojedynki o górne piłki. Dwa na trzy starcia w powietrzu kończyły się wygraną Polaka. Gra głową stała się jego wizytówką, atutem, który rzucał się w oczy także w spotkaniu z Finlandią, gdy niewiele zabrakło mu do gola po stałym fragmencie gry.

Krok od Serie A. Solidny sezon Wiśniewskiego w Spezii jeszcze nie przełożył się na transfer

Sporo tego typu plusików składało się na wizję letniego transferu do Serie A. Włosi mają to do siebie, że bardzo cenią lokalny rynek. Idealny transfer to zwykle ktoś, kto miał przynajmniej przelot z calcio i dał się zapamiętać w pozytywny sposób. Na Przemysława Wiśniewskiego uwagę zwracał na przykład Stefano Pioli, więc znów krążył po orbicie Fiorentiny. Spezia finalnie jednak nie spieniężyła nie tylko jego, lecz i wielu innych kluczowych zawodników. Na transfer mocno liczył Petko Hristov, stoper wręcz imponujący, ale zamiast tego wciąż tworzy linię obrony z Wiśniewskim.

Reklama

Powody, przez które polski defensor nie postawił kolejnego kroku w karierze, są bardzo konkretne i zrozumiałe.

  • Spezia liczyła, że na sprzedaży Wiśniewskiego odbije z nawiązką to, co włożyła w sprowadzenie i utrzymanie go w składzie, więc wymagania finansowe klubu to sześć, siedem milionów euro;
  • Drużyny ze średniej włoskiej półki, które byłyby w stanie takie pieniądze wyłożyć, miały pewne obawy, czy warto inwestować taką kwotę w kogoś, kto dotychczas niezbyt często obracał się w lepszym środowisku — choćby w kadrze;
  • Ci, którzy walczą o życie, myśleli raczej o typowo włoskim dealu w stylu wypożyczenia z obligatoryjnym wykupem w przypadku utrzymania — Spezia nie chciała iść w tego typu konstrukcje.

Przemysław Wiśniewski to dwudziestosiedmioletni, ukształtowany piłkarz. Zrobił ogromny progres, lecz żadna z niego inwestycja w stylu Jana Ziółkowskiego. Kogoś takiego kupujesz po to, żeby wskoczył i „dowoził”. Nie wystarczą argumenty w stylu wyników badań włoskich naukowców, którzy rozsyłani po klubach mierzą możliwości i osiągi zawodników w dwóch najwyższych ligach. U Wiśniewskiego po takim teście zgadzało się wszystko. Moc, szybkość dynamika — poziom czołówki Serie A.

Gdyby był to dodatek do życiorysu pełnego występów takich jak ten z Holandią, pozycja polskiego obrońcy na rynku transferowym byłaby diametralnie inna.

Przemysław Wiśniewski kontra Memphis Depay

Reklama

Niemniej Wiśniewski i tak wypracował wiele. Kiedyś kręcono nosem na to, jak wprowadza piłkę. W Rotterdamie nie zaliczył nawet jednego nieudanego podania. Może w budowaniu ataków nie wnosił tyle, ile Virgil van Dijk, jednak grał pewnie i celnie. Poza tym dane Hudl WyScout potwierdzają, że w Italii radził sobie z tym równie sprawnie. W końcu znajdziemy go na podium najskuteczniej dostarczających piłkę w ostatnią tercję boiska stoperów, był też czwarty pod względem celności długich podań.

Tego typu liczb można znaleźć jeszcze kilka. Do tego dochodzi coraz lepsze czytanie gry, ustawianie pod siebie przeciwnika, zachowania w polu karnym. Gołym okiem widać, że pobyt we Włoszech wyposażył go w argumenty odnoszące się typowo do gry w obronie. W erze nowoczesnego futbolu, nowoczesnych obrońców i nowoczesnego stylu gry zdarza nam się zapomnieć, że to przecież najważniejsze kryterium. Zwłaszcza gdy rozmawiamy o kandydacie do gry w takim zespole, jak nasza drużyna narodowa.

W Polsce był niedoceniany. Przemysława Wiśniewskiego chciała Legia, skreślił go Marek Papszun

Kto dziś pamięta, że gdy Przemysław Wiśniewski wyjeżdżał z Ekstraklasy, wcale nie wyglądało to tak kolorowo? Kariera tego chłopaka trochę się dłużyła, długo czekał na szansę, jego transfer z Górnika raz był już bardzo blisko, żeby na koniec wysypać się na zaawansowanym etapie. Koledzy próbowali robić kariery, on sam skończył z łatką tego, który szybko utonie na głębszej wodzie. To nie przesada, bo gdy wyjeżdżał z Polski, poważnie rozważała go tylko Legia Warszawa. Jacek Zieliński zawsze był jego fanem.

Nie może tego powiedzieć każdy. Kiedyś, lata temu, Wiśniewski pojechał przecież na testy do Rakowa Częstochowa. Marek Papszun dopiero sposobił się do awansu do Ekstraklasy i nie widział go w swoim zespole. Ba, legendy głoszą, że odpalił go jeszcze w trakcie treningu, wściekając się, że z takiego materiału niczego nie wyrzeźbi.

Reklama

Rzeźbić zaczął więc sam zainteresowany, który podchodził do kariery bardzo ambitnie. Pewnie zerkał na tatę, który zapisał się w historii Ekstraklasy nie tylko ze względu na charakterystyczny, zakapiorski wygląd, ale przede wszystkim z uwagi na prawie dwie setki występów w tej lidze. To nie przychodzi ot tak i chyba taką właśnie dewizę zaszczepił w juniorze Wiśniewski senior, bo młodzian dość starannie podchodził do planowania swojej kariery, ale też do tego, co może dać od siebie, żeby wejść na wyższy poziom.

Wielu zawodników wykorzystuje moment leczenia poważnego urazu kolana do tego, żeby lepiej poznać swoje ciało i rozwinąć się pod kątem indywidualnej pracy nad motoryką, przygotowaniem fizycznym. Przemysław Wiśniewski robił dla siebie sporo jeszcze przed tym, jak na rok wypadł z gry, jednak gdyby nie to, że mocno wkręcił się w pracę z prywatnym trenerem motorycznym, bicie rekordów nie przychodziłoby mu teraz tak łatwo. Każdego dnia stoper wykonuje własny zestaw treningowy, dopasowany pod to, co może rozwinąć poza treningami z drużyną.

Przemysław Wiśniewski i Matty Cash

***

Reklama

Nie ma wątpliwości, że mówimy o kimś, kto ma sufit wyżej niż miejsce, w którym obecnie się znajduje. Można się nastawiać na kolejne powołania dla Przemysława Wiśniewskiego, można też zakładać, że z metką reprezentanta Polski szybciej pójdzie w górę i wykorzysta swój potencjał. Szykuje się dobry czas dla drużyny narodowej – odbudowany, pewny siebie Jan Bednarek, szybki i agresywny Wiśniewski, uniwersalny, bardzo dobry piłkarsko Jakub Kiwior.

Brzmi jak idealny zestaw do gry hybrydowym ustawieniem trójka/czwórka.

WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI NA WESZŁO:

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

Reklama
22 komentarzy
Szymon Janczyk

Liczby, transfery i reportaże. Dobrych historii szukam na całym świecie - od koła podbiegunowego po Rijad. Na Weszło od lat staram się przekazać, że polska piłka też jest ciekawa.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

` ` ` `

Piłka nożna

` ` ` `