Trzy punkty Juventusu na wagę złota. Tak się wykorzystuje błędy

Patryk Idasiak

11 kwietnia 2026, 22:49 • 5 min czytania 0

Reklama
Trzy punkty Juventusu na wagę złota. Tak się wykorzystuje błędy

Jak to mawiał Dariusz Szpakowski, „jeden jedyny błąd” popełniła Atalanta i to ją bardzo wiele kosztowało. Do momentu straconej bramki grała nieźle, tworzyła sporo szans, dominowała w pierwszej połowie. Wyróżniał się też Nicola Zalewski, który miał jedną świetną okazję, mógł też zaliczyć asystę. To jednak Juventus może świętować, bo wymęczył w Bergamo bezcenne trzy punkty, które przybliżają go do walki o czołową czwórkę. Atalanta się z tej walki wypisała. 

Reklama

Trwa walka o TOP 4 w Serie A

Zdaje się, że czołowa trójka w Italii uciekła już reszcie, choć AC Milan robi wszystko, żeby popsuć tę tezę i sobie sezon, bo przegrał trzy z czterech ostatnich spotkań. Za jego plecami jest ciasno jak w warszawskim metrze. Aż cztery zespoły patrzą w jeden punkt – marzą o czwartym miejscu, które da prawo gry w Lidze Mistrzów. Kandydaci to właśnie Juventus i Atalanta oraz Como i AS Roma. Dlatego ten mecz miał szczególne znaczenie dla układu tabeli. Zespół Palladino miał więcej do przegrania, bo przed tym starciem tracił do Juve cztery oczka.

Oba zespoły przystępowały do walki będąc w niezłej formie – Stara Dama nie przegrała od pięciu ligowych spotkań, Atalanta od czterech. W Turynie są zadowoleni ze współpracy z Luciano Spallettim, z którym właśnie przedłużyli umowę do 2028 roku. Nie są za to zadowoleni z postawy golkiperów, bo Di Gregorio był bardzo krytykowany. Wpuszczał niemal każdy strzał, robił błędy i stracił miejsce na rzecz Mattii Perina, choć ostatnio zaliczył świetny występ, broniąc karnego. W kontekście Juve mówi się o zatrudnieniu Alissona Beckera.

Reklama

Atalanta naciskała, ale nic nie wcisnęła. Zalewski mógł się podobać

Od początku piłkarze Atalanty wyglądali żwawej. Nicola Zalewski schodził po piłkę niespodziewanie głęboko, raz nawet rozgrywał ją… z własnej szesnastki i zrobił to na tyle udanie, że wyszła z tego wielopodaniowa, groźna akcja. A to był dopiero początek kłopotów Juventusu.

Gospodarze kilka razy odebrali piłkę – a to Yildizowi, a to Bodze. Raz dzięki właśnie temu wielką szansę miał Nicola Zalewski na lewym skrzydle. Uderzył mocno lewą nogą, minimalnie obok słupka. Dosłownie kilka chwil później Atalanta miała stały fragment gry, Zalewski posłał piłkę na głowę Giorgio Scalviniego, a ten był bliski, żeby w drugim meczu z rzędu wpisać się na listę strzelców. Zdemolował w powietrzu Pierre’a Kalulu, ale Juve uratował słupek.

Reklama

Goście nie za bardzo mieli pomysł na grę, długo pozostawali bez jakiegokolwiek strzału. Pierwszy odhaczyliśmy dopiero w 30. minucie, choć Khepren Thuram uderzył wysoko nad bramką. Odrobinę szarpać próbował na prawej stronie Conceicao, ale brakowało mu wsparcia od innych. Potem trochę bardziej zaznaczał się też Yildiz. Cały Juventus tak naprawdę nieśmiało zaczynał się rozkręcać, ale tak jak chłopak, który po 10 piosenkach zastanawiania się zagadał do dziewczyny na imprezie słowami: „Cześć, co słychać?”.

Bardziej to jednak Atalanta imponowała w ofensywie. W 40. minucie Bernasconi dograł z lewej strony, a De Ketelaere przeskoczył Andreę Cambiaso i oddał strzał głową.

Odrobinę groźniej pod bramką Carnesecchiego zrobiło się, kiedy musiał wybiec z bramki, żeby zatrzymać Pierre’a Kalulu, który trochę niespodziewanie podłączył się do akcji i otrzymał prostopadłe podanie. To była w zasadzie jego jedyna interwencja przez 45 minut.

Ostatnią akcję w pierwszej połowie zrobiła jednak Atalanta – Nikola Krstović po takim pinballu w polu karnym mógł strzelić spontanicznego gola z przewrotki.

Reklama

Gospodarze z Bergamo oddali 11 strzałów do przerwy, Stara Dama tylko trzy.

Juventus strzelił gola, kiedy nikt się nie spodziewał

Juventus objął prowadzenie na początku drugiej połowy, kiedy kompletnie nic tego nie zwiastowało. Wydawało się, że La Dea zażegnała niebezpieczeństwo po przebojowej akcji Conceicao, ale piłkę w pojedynku z Zalewskim wygrał Emil Holm i trochę rozpaczliwie dośrodkował. Niespodziewanie… spowodował ogromny błąd przeciwników, u których nastąpił kompletny brak komunikacji. Carnesecchi i Djimsiti zaliczyli pusty przelot, bo się nie dogadali. Piłka odbiła się od uda Scalviniego, a Jeremie Boga po prostu strzelił do pustaka.

Choć był to przedziwny gol, bo gracz Juventusu też tak naprawdę nie trafił dobrze w piłkę, ale do siatki mu się udało.

Nicola Zalewski zaczął grać bardzo słabo. To on przegrał pojedynek z Holmem, potem bez sensu sfaulował przeciwnika, zaliczył dwie szybkie straty piłki i w końcu Rafaelle Palladino się zdenerwował na Polaka, zdejmując go z boiska w 54. minucie. Podobnie zresztą zrobił Luciano Spalletti z Kenanem Yildizem, który też grał kiepsko.

Reklama

Atalanta musiała gonić i zaczęła to robić, ale w bramce w poprzedniej kolejce chyba ewidentnie odrodził się Di Gregorio. Teraz też uratował swój zespół świetną paradą po strzale z główki Berata Djimsitiego. Potem Atalanta groźniejszej szansy już nie stworzyła.

Goście dobrze bronili i próbowali w ten sposób „zabijać”, zanudzić mecz. Widząc bezradność w ataku, Palladino wprowadził na raz trzech graczy – weszli Honest Ahanor, Mario Pasalić i Gianluca Scamacca.

Reklama

Stara Dama broniła jednobramkowego prowadzenia, a i była nawet bliska podwyższenia go, lecz Khepren Thuram zmarnował doskonałą szansę. Kolejny raz błysnął Emil Holm, który mu dogrywał. Co bardziej imponujące – przepchnął silnego przecież Kolasinaca.

Gospodarzom się spieszyło i ich akcje nie wyglądały już tak płynnie jak w pierwszej połowie. Sporo było szarpania, niedokładności, braku pomysłu, chaosu. Jeśli już zrobił się „dym”, to po stałym fragmencie. W końcówce były to już raczej takie rozpaczliwe wstrzelenia i próby. Mieliśmy też jedną kontrowersję, kiedy piłka trafiła w rękę Federico Gattiego, ale zdaje się, że zdążył ją cofnąć.

Reklama

Arkadiusz Milik tym razem nie pojawił się na boisku.

CZYTAJ WIĘCEJ O SERIE A NA WESZŁO:

Fot. Newspix

0 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Flick nie daje się zbić z tropu: „Celem półfinał Ligi Mistrzów”

Marcin Długosz
1
Flick nie daje się zbić z tropu: „Celem półfinał Ligi Mistrzów”
Ekstraklasa

Legia grała według planu. W ostatniej akcji wszystko poszło na marne

Mikołaj Duda
53
Legia grała według planu. W ostatniej akcji wszystko poszło na marne

Piłka nożna

Reklama
La Liga

Flick nie daje się zbić z tropu: „Celem półfinał Ligi Mistrzów”

Marcin Długosz
1
Flick nie daje się zbić z tropu: „Celem półfinał Ligi Mistrzów”
Ekstraklasa

Legia grała według planu. W ostatniej akcji wszystko poszło na marne

Mikołaj Duda
53
Legia grała według planu. W ostatniej akcji wszystko poszło na marne