Klub MLS pochwalił się rekordem… żółtych kartek. Gratulacje!

Jan Broda

Autor:Jan Broda

05 kwietnia 2026, 23:19 • 2 min czytania 1

Reklama
Klub MLS pochwalił się rekordem… żółtych kartek. Gratulacje!

Zazwyczaj, gdy klub chwali się osiągnięciem ustanowionym przez swojego piłkarza, to najczęściej chodzi o liczbę występów, goli, asyst i takie tam inne duperele. Ale czy słyszeliście kiedykolwiek, żeby ktoś szczycił się rekordem… żółtych kartek? No właśnie, my też nie – aż do dzisiaj. To właśnie przypadek prosto z amerykańskiej MLS.  

Reklama

Diego Chara z Portland Timbers, bo o tym jegomościu mowa, sprawił sobie nie lada prezent na 40. urodziny. Kolumbijczyk w meczu z Vancouver Whitecaps FC (2:3) obejrzał żółtą kartkę. Z pozoru mogłoby się wydawać, że to nic istotnego, ale nie tym razem. Tą karą indywidualną Chara zapisał się bowiem złotymi żółtymi zgłoskami na kartach historii w amerykańskiej ekstraklasie.

MLS. Diego Chara – „Żółty Król” Ameryki

I nie ma w tym stwierdzeniu cienia przesady. Serio. Chara stał się bowiem największym kolekcjonerem żółtek w dziejach MLS. Żaden inny piłkarz nie może pochwalić się równie okazałym dorobkiem. Pomocnik uzbierał na swoim koncie aż 124 tego rodzaju upomnienia.

Reklama

Trzeba podkreślić, że to naprawdę nie lada wyczyn, bo na swój rekord pilnie pracował nieprzerwanie przez półtorej dekady. Jego droga na szczyt zaczęła się w 2011 roku, kiedy to dołączył do Portland Timbers, którego barwy reprezentuje po dziś dzień.

Chara jest żywą legendą klubu Oregon. Kolumbijczyk może tytułować się potrójnym rekordzistą, bo dla The Timbers rozegrał niemal pół tysiąca meczów. Jego przebieg wynosi obecnie niedoścignione 488 występów. Drugi w klasyfikacji Diego Valeri ma tylko 309 spotkań. Co więcej, żaden inny piłkarz w historii MLS nie rozegrał tylu meczów w jednym klubie, co właśnie „Żółty Król”.

Nie pozostaje nam nic innego, jak dorzucić się do gratulacji w imieniu całej redakcji i życzyć powodzenia w śrubowaniu własnych osiągnięć. Chara ma szansę jeszcze poprawić swoje rekordy. Pomimo czwórki z przodu, zdrowie i forma wciąż mu dopisują. Jego kontrakt z Portland Timbers obowiązuje do końca tego roku, co oznacza, że ma do rozegrania jeszcze co najmniej 26 spotkań w lidze.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Reklama
1 komentarz
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama