Ogrywanie Rakowa stało się dość proste

Jakub Radomski

07 sierpnia 2025, 22:56 • 4 min czytania 65

Reklama
Ogrywanie Rakowa stało się dość proste

Po spotkaniach poprzednich rund cieszyliśmy się, że cztery polskie zespoły grają dalej. Mówiliśmy, że to pokazuje szybki rozwój naszej piłki klubowej. A teraz? Legia dostała lanie na Cyprze, a Lech przekonał się, ile brakuje mu jeszcze do Ligi Mistrzów. O Raków przed dwumeczem z Maccabi Hajfa trochę się baliśmy i, jak się okazało, słusznie. Zespół Marka Papszuna zaczął dobrze, ale później było coraz gorzej. Nieskuteczność. Stracona bramka. Bezradność. Raków miał być w tym sezonie ambitny, wyrazisty, a jest nijaki i do listy jego pogromców, na której są Wisła Płock i Radomiak, możemy dopisać klub z Izraela, który nie pokazał nic wielkiego. Ale to wystarczyło. W dzisiejszym 0:1 nie ma przypadku. 

Fran Tudor raczej nie spodziewał się, że po 28 minutach będzie mógł mieć na koncie trzy gole i dwie asysty. A mówimy o prawym wahadłowym zespołu Marka Papszuna. To właśnie Chorwat, a nie ofensywni pomocnicy, ani napastnik, był w pierwszej połowie najgroźniejszym zawodnikiem Rakowa. Niestety, mimo tych okazji nic nie wpadło do siatki. A to Tudor znalazł się, według sędziów, na spalonym, a to jego podania nie wykończył Patryk Makuch, który powinien iść bardziej zdecydowanie na piłkę, a to Tudor uderzył nieźle i piłka – tak się wydaje – trafiłaby do siatki, jednak w ostatniej chwili strzał zablokował obrońca Maccabi.

Raków, tak zapowiadał Papszun, miał dominować i pokazać swoją piłkarską wyższość, tymczasem miał w pierwszej połowie swoje szanse, jednak nie wykorzystał ich, a później pozwalał na nieco więcej rywalom. To nie tak miało wyglądać. I to musiało się w końcu źle skończyć.

Brak Jonatana Brauta Brunesa w składzie Rakowa Częstochowa. Powód oficjalny – kontuzja

Papszun zaskoczył składem. Przede wszystkim, nie było w nim najlepszego napastnika gospodarzy, Jonatana Brauta Brunesa. Przed spotkaniem Damian Markowski, rzecznik Rakowa, poinformował, że przyczyną nieobecności Norwega jest lekki uraz mięśniowy. W podobny sposób nieobecność gracza tłumaczył Papszun w przedmeczowej rozmowie dla TVP, dodając, że Brunes jest na badaniach. Norweg najwidoczniej szybko je skończył, bo koło 20.30 zameldował się na stadionie i mecz oglądał z trybun.

Reklama

Z nim w składzie mogło to wyglądać zupełnie inaczej.

W pierwszej jedenastce znalazł się też Bogdan Racovitan, który rok temu doznał poważnej kontuzji kolana i od tego czasu rozegrał tylko kwadrans, w meczu poprzedniej rundy przeciwko Żylinie. Papszun ufa temu piłkarzowi, to on go bardzo rozwinął i dziś akurat Rumun radził sobie całkiem przyzwoicie. Dziwić mogła też obecność w wyjściowym składzie Tomasza Pieńki. OK – Raków wyłożył na niego aż 1,7 miliona euro i wobec tego gracza są duże oczekiwania. Ale z drugiej strony Pieńko zadebiutował w meczu ligowym z Radomiakiem (1:3) i zaprezentował się bardzo źle. Zszedł wtedy w przerwie, a dziś… było identycznie. Pieńko wydawał się zmęczony już po kilkunastu doskokach do przeciwnika, a kiedy był z piłką w polu karnym Maccabi, podejmował błędne decyzje. Widać było, że ciągle uczy się taktyki Rakowa.

Ale czy trzeba było stawiać na niego w tak ważnym meczu? Czy nie zmarnowano w ten sposób 45 minut? Inna rzecz, że Jesus Diaz, który zmienił go w przerwie, zaprezentował się niemal tak samo źle.

Maccabi Hajfa zadało decydujący cios

W drugiej połowie Raków znów na początku miał swoją szansę. Oskar Repka musi głową uderzyć w róg, a nie prosto w bramkarza. Minęło kilka minut i Raków spotkała kara. Erick Otieno tylko przyglądał się, jak Ethane Azoulay przyjmuje sobie piłkę, ustawia i oddaje strzał. Repka spóźnił się z blokiem i piłka wylądowała w siatce. Na stadionie konsternacja. W ten właśnie sposób Maccabi Hajfa, będące w przebudowie i na pewno nie tak silne, jak kilka lat temu, zadało w Częstochowie decydujący, jak się okazało, cios.

Reklama

Maccabi miało mieć problemy w obronie (tak mówił nam izraelski dziennikarz) i miało. Miało mieć atut w postaci bramkarza i miało, bo Georgij Jermakow zatrzymał w drugiej połowie strzał Petera Baratha, a później świetnie zachował się, gdy znakomitą okazję miał Lamine Diaby-Fadiga. Ale Maccabi było też dzisiaj cierpliwe. Przetrwało napór Rakowa na początku spotkania i później prezentowało się lepiej. Największym zagrożeniem ze strony gości w pierwszych 45 minutach była akcja, kiedy groźne dośrodkowanie z lewej strony przeciął świetnie ustawiony w obronie Zoran Arsenić.

Później zespół z Izraela wciąż z przodu pokazywał niewiele, ale, gdy miał szansę, potrafił ją wykorzystać. I przed rewanżem, który odbędzie się w Debreczynie na Węgrzech (zespoły z Izraela nie mogą rozgrywać domowych spotkań we własnym kraju) to Maccabi jest oczywiście w lepszej sytuacji.

Kibice Rakowa opuszczali stadion smutni, źli. Ich drużyna przegrała już trzeci mecz o stawkę w tym sezonie, drugi na własnym stadionie i nie ma w tym przypadku. Podczas spotkania fani Rakowa pokazali, co myślą o działaniach Izraela i o tym, że zespoły z tego kraju, mimo zdarzeń w Strefie Gazy, mogą rywalizować w europejskich pucharach.

„Izrael morduje, a świat milczy” – taki transparent zawisł za jedną z bramek.

Reklama

Raków Częstochowa – Maccabi Hajfa 0:1 (0:0)

  • 0:1 Azoulay – 61′

Fot. Newspix.pl

WIĘCEJ O EUROPEJSKICH PUCHARACH:

65 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Liga Konferencji