Reklama

Lech nie chce mistrzostwa, więc nie będzie go mieć [KOMENTARZ]

Kamil Warzocha

Autor:Kamil Warzocha

30 marca 2025, 14:54 • 5 min czytania 43 komentarzy

Lech przed startem rundy wiosennej miał świetne karty na stole. Będziemy powtarzać do znudzenia, że w Polsce wciąż – nawet mimo pozytywnego wyskoku Jagiellonii – najlepiej w walce o mistrzostwo mają ci, którzy puchary oglądają tylko w telewizji. A że Kolejorz po pierwszej części sezonu był liderem i grał najfajniejszy futbol dla oka, naturalnie wybijał się ponad konkurencję. Ale łatka faworyta zaczęła się odklejać i pokazywać wcześniejsze naszycie.

Lech nie chce mistrzostwa, więc nie będzie go mieć [KOMENTARZ]

“Gen przegrywów”. Dla jednych mit wymyślony na usprawiedliwienie porażek, wdzięczny medialny chwyt, który tłumaczy – zdawać by się mogło – niewytłumaczalne potknięcia Lecha. Dla drugich realny problem z mentalnością, który męczy ekipę z Poznania, gdy na horyzoncie pojawia się realna możliwość zdobycia trofeum. Nie wgłębiając się jednak, czy to tylko medialno-kibicowska papka, czy wpisana w istnienie klubu przeszkoda, kibice mają prawo być przybici. Trudno bowiem nie wracać dzisiaj pamięcią do sezonów, kiedy Kolejorz pękał w kluczowych momentach.

To znów się dzieje.

Ku przestrodze. Jak przegrywał Lech Poznań?

Lech Poznań właśnie wypuszcza z rąk mistrzostwo Polski?

Na tym etapie nie możemy jeszcze stwierdzić, że Lech w koncertowy sposób przerżnął szanse na mistrzostwo, skoro do końca sezonu zostało osiem kolejek. Ale od początku lutego zdążył potknąć się już po raz czwarty, a że w tym “peletonie” Lech nie ma równych sobie, takie błędy jak porażka ze Śląskiem (a wcześniej z Lechią) nie mają prawa uchodzić płazem. Mimo wszystko, nie w tej lidze, a zwłaszcza nie z Rakowem, który z jednym frontem radzi sobie wyraźnie lepiej.

Reklama

I tu dochodzimy do pierwszego absurdu w sytuacji Lecha. Jeszcze potrafilibyśmy zrozumieć straty punktów z autsajderami, gdyby podopieczni Nielsa Frederiksena musieli nabijać dodatkowe dziesiątki kilometrów w Lidze Konferencji jak Jagiellonia czy Legia. To się zdarza, patrz: także wczoraj “Jaga” potykająca się o własne nogi z Lechią.

Koszmarny występ Jagiellonii. Lechia zasłużenie triumfuje i jest nad kreską!

Ale przecież Ishak i spółka mają najprostsze obłożenie w kalendarzu, a mimo to wyglądają tym gorzej, im dłuższa jest przerwa, co dobitnie pokazał mecz ze Śląskiem. Wstydem, aberracją, a może wręcz kompromitacją jest fakt, że przy wyniku 1:1 i 1:2 Lech nie był w stanie oddać żadnego celnego strzału przez całą drugą połowę. Owszem, Śląsk się obudził, być może za wcześnie określaliśmy go pierwszoligowcem, ale dla kandydata na mistrza to nie powinno mieć większego znaczenia.

Ale przynajmniej wiemy, skąd to wynika. Frederiksen pokusił się o doskonałe, na pewno uspokajające kibiców wyjaśnienie: – Zupełnie straciliśmy kontrolę nad meczem, przestaliśmy nakładać presję. Straciliśmy też pewność siebie z piłką, przez co przestaliśmy nią operować. […] Wiele rotowaliśmy w składzie, piłkarze wracają i wypadają. To niepełne wyjaśnienie, ale częściowe, dlaczego nie możemy znaleźć rytmu. Jest nam trudniej to zrobić, a to bardzo istotne z piłką. 

“Przestaliśmy nakładać presję” brzmi tak, jakby Lecha zmęczyło 45 minut grania w pressingu i ataku pozycyjnym po 13 dniach przerwy od poprzedniego meczu. Ba, pachnie tym, jakby poznański zespół nie potrafił zagrać równych 90 minut czwarty raz w tym miesiącu. Nie szósty, nie siódmy. Rozumiemy, że część piłkarzy pojechała na kadrę, ale po pierwsze: w podobnych proporcjach to tyczy się również innych klubów. Po drugie: z tego, co nam wiadomo, nikt ani nie grał z piątku na sobotę, ani nie pomylił reprezentacji piłkarskiej z drużyną maratończyków. Słowem: Lech miał być świeży, tak jak Śląsk, ale nie był.

Dalej: “Straciliśmy pewność siebie z piłką”. Walczysz o mistrzostwo, grasz z ostatnią drużyną z tabeli, masz jednego z najlepszych pomocników w lidze na kierownicy i tracisz pewność z piłką. Daj Bóg, żeby takich rywali jak najczęściej dostawała reprezentacja Polski.

Reklama

No i ostatnia fraza, ta z rotowaniem w składzie i trudnością w znalezieniu rytmu, po której moglibyśmy wydać apel, żeby specjalnie pod Lecha zmienić formułę rozgrywek. Zasada z wychodzeniem na boisko co tydzień najwyraźniej nie sprzyja poznaniakom w grze o najwyższe cele.

Lech nie jest tak mocny kadrowo, jak bywał w ostatnich latach. Zgoda. Gdy wypada kilku piłkarzy z wyjściowego składu, zaczynają się schody i dłużej musimy oglądać na przykład Jagiełło, który wygląda chwilami jak pasażer na gapę. Ławkę na Śląsk w postaci: Pingot, Monka, Lisman, Hotić, Gurgul, Gonzalez, Fiabema i Dudek mogłoby wystawić Zagłębie Lubin, a nie klub z takimi aspiracjami . Ale nawet przy ograniczonym materiale, nawet przy pojedynczych brakach, Kolejorz nadal ma mocną jedenastkę i nie może pozwalać sobie na cztery porażki w ośmiu meczach rundy wiosennej. A podkreślmy, że dwie pochodzą ze starć ze strefą spadkową. To frajerstwo.

Ale już porażki z Jagiellonią i Rakowem mówią nam coś więcej: że taki Lech w wersji wiosennej, niezależnie od klasy rywala, na mistrzostwo po prostu nie zasługuje. A jak na coś nie zasługujesz, nie łudź się, że los narysuje ci łatwą drogę do sukcesu. Nie, tutaj wciąż będą potknięcia o krawężnik, a i miejsce dla mokrej szmaty się znajdzie, jeśli Lech nie przestanie gubić tylu punktów, a Raków jutro dowiezie (a raczej dowiezie, bo gra z Zagłębiem Lubin).

Czy zatem w poniedziałek 31 marca balonik z napisem “mistrzostwo Polski dla Lecha” pęknie? Zapowiada się, że tak, choć w Poznaniu do smutnych zakończeń po prężeniu muskułów zdążyli dawno przywyknąć. Płaczu nie będzie. Taka kolej życia kibiców Kolejorza.

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. Newspix

W Weszło od początku 2021 roku. Filolog z licencjatem i magister dziennikarstwa z rocznika 98’. Niespełniony piłkarz i kibic FC Barcelony, który wzorował się na Lionelu Messim. Gracz komputerowy (Fifa i Counter Strike on the top) oraz stały bywalec na siłowni. W przyszłości napisze książkę fabularną i nakręci film krótkometrażowy. Lubi podróżować i znajdować nowe zajawki, na przykład: teatr komedii, gra na gitarze, planszówki. W pracy najbardziej stawia na wywiady, felietony i historie, które wychodzą poza ramy weekendowej piłkarskiej łupanki. Ogląda przede wszystkim Ekstraklasę, a że mieszka we Wrocławiu (choć pochodzi z Chojnowa), najbliżej mu do dolnośląskiego futbolu. Regularnie pojawia się przed kamerami w programach “Liga Minus” i "Weszlopolscy".

Rozwiń

Najnowsze

Anglia

Tottenham kolekcjonuje ligowe porażki. To już szesnasta!

Jakub Białek
2
Tottenham kolekcjonuje ligowe porażki. To już szesnasta!

Ekstraklasa

Anglia

Tottenham kolekcjonuje ligowe porażki. To już szesnasta!

Jakub Białek
2
Tottenham kolekcjonuje ligowe porażki. To już szesnasta!
Anglia

Dramat gwiazdy Arsenalu. I zarazem wielka szansa dla Kiwiora

Jakub Białek
4
Dramat gwiazdy Arsenalu. I zarazem wielka szansa dla Kiwiora